poniedziałek, 2 marca 2020

Patan (wpis 49.)




Hotel trafił nam się naprawdę świetny. Super właściciel, fajny i czysty pokój, grzejnik na wieczory i pyszne śniadanie. Korzystam tu ze śniadań i kto mnie dobrze zna, wie, że to o czymś świadczy 😁


Patan jest inny niż Kathmandu, Bhakapur i Panauti. Podoba nam się to, że jesteśmy zaskakiwani. Chociaż na pewno jest wiele też cech wspólnych.


























































Zauważyliśmy, że jest tu słaby wybór w kwestii warzyw i owoców. W porównaniu do Tajlandii jest bardzo słabo. Jednak kuchnia nepalska jest smaczna. Opanowali do mistrzostwa używanie przypraw. Dania opierają się na kartoflu, kalafiorze, groszku i niewiele więcej, a jednak Nepalczycy potrafią wydobyć z tego super smak. Tutejsze samosy są mega pyszne! Zwykłe samosy, a możemy jeść bez końca.

Zadziwiają nas tutejsi przewodnicy. Nagabują nas bez przerwy. Zaczynają niewinnie. Wydaje się, że tubylec chce pomóc obcokrajowcowi. Jeżeli pozwoli się na jakąkolwiek interakcję, ciężko się ich pozbyć. Zagadują polskimi słowami. Udzielają rad. Są namolni, ale nie obrażamy się. Teraz sytuacja jest tutaj szczególnie trudna, a oni próbują sobie radzić. Koronawirusa w Nepalu nie ma, ale turyści nie przyjeżdżają. Jak się jakiś trafi, budzi nadzieję w tubylcach, że coś zarobią. Nie jesteśmy w stanie zrekompensować Nepalowi takiego ubytku przyjezdnych.

Dużo osób żebrze. Nasze białe facjaty są zachętą. Ciężko się opędzić, ale zawsze jest to przykre doświadczenie. Dużo jest wśród nich dzieciaków. Ale i tak wkurzają, kiedy obłapują i nie chcą się odczepić. Smutna jest ta bieda 😢




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz