niedziela, 24 listopada 2013

NIE listopadowo :)

Rok temu analizowałam na blogu przyczyny, które gnają ludzi do Gdańska i do Hostelu Mamas&Papas(http://hostelik.blogspot.com/2012/11/po-co-przyjezdzaja-do-gdanska.html ). W sumie nic się nie zmienia. Oprócz turystów gościliśmy w hostelu wiele zespołów muzycznych, bardzo różnej konwencji. Od popu przez dance czy folk po różne odmiany rocka. Polskie i zagraniczne. Również sportowcy: kolarze, szermierka, windsurferzy, nawet maratończyk rolkarz. Mieszkał też u nas prawdziwy mim. O dziwo, dużo gadał i był "bardzo ruszający się" :) I jeszcze malarze i ...... pewien nieprzyjemny żołnierz mitoman. Nawet mormoński duchowny z rodziną. Zresztą zwykły szwedzki pastor z familią też.
Teraz są u nas kibice Lechii Gdańsk z .....Leeds. Najprawdziwsi Anglicy w roli fanów polskich drużyn (jeszcze Śląsk Wrocław kochają). W życiu nie pomyślelibyśmy, że ludzie z zagranicy jeżdżą do Polski na mecze ligowe. Jaki jest poziom polskiej piłki każdy wie. A oni kochają polskie drużyny, jakby nie mieli swoich. I to lepszych! Koniec świata!!!!!
Muszę przyznać, że są dosyć grzeczni jak na renomę, jaką mają Goście z Anglii (zwłaszcza kibice). Na szczęście są to kibice, a nie kibole. Wejście mieli efektowne. Jeden Pan wylatywał z Anglii w takim stanie upojenia, że koledzy twierdzili, że on nie wie, że poleciał i dokąd się udał. Jak mu się udało przejść przez bramkę na lotnisku? W hostelu od razu zaległ i spał do rana. Szkoda, że nie było nas przy jego przebudzeniu. Musiał mieć niezłą minę. Inny Pan pomylił kierunki i położył  z Panem nieprzytomnym na jednym łóżku. Spletli się w miłosnym uścisku, a partnerka jednego z Panów musiała poszukać sobie innego pokoju. Takie właśnie dramaty rozgrywają się w Hostelu Mamas&Papas.

Polsko-turecka drużyna
Dziewczyny z Turcji wybornie się bawiły przy stole suto zastawionym chipsami, czekoladą i herbatą
Nasza Turczyneczka
Święto białej kiełbasy
Kris i Krzyś
Adi już odlatuje
I przyleciał. Widać, że dobrze mu w naszym hostelu :)


niedziela, 17 listopada 2013

Nadal listopadowo.....

Jak niektórzy z Was zapewne wiedzą, zdrowie mi się zbuntowało. Nie mogę jednak zostawić najwierniejszych fanów bloga bez jakiegokolwiek wpisu. Bardzo dziękuję za Wasze wyrazy uznania, które mobilizują mnie do pisania w trudniejszym momencie. W związku z niedomaganiem jeszcze bardziej mi listopadowo, chociaż Goście dopisują i wiele się dzieje w naszym hostelu.
Sytuacja, którą chcę opisać miała miejsce pół roku temu i mimo upływu czasu wspominamy ją ze smutkiem i zawstydzeniem. Jak najbardziej nadaje się do listy niefajnych wydarzeń, które sprawią, że Goście z zagranicy nie będą wspominać Polski dobrze.
W ostatnich dniach kwietnia pojawiło się w Hostelu Mamas&Papas czworo ludzi z Mołdawii. Szukali taniego noclegu. Wzbudzili nasze zaufanie i sympatię. Byli bardzo kulturalni, czyści i nie sprawiali najmniejszych kłopotów. Ciepli i skromni ludzie. Poszliśmy im na rękę tzn. obniżyliśmy cenę, a na śniadanie podawaliśmy dużo więcej produktów niż normalnie, żeby zostało im jedzenia również na kolację. Dlaczego? Jechali do Polski 48 godzin, bo stać ich było tylko na tańsze środki lokomocji. Przyjechali do Gdańska, bo mieli obiecaną pracę. Mówili, że jeszcze w przeddzień wyjazdu dzwonili i upewniali się, czy wszystko aktualne. Dostali odpowiedź, że tak, że mają przyjeżdżać. Przyjechali i dowiedzieli się, że pracy nie ma. Pan pracodawca zmienił zdanie. Rozpoczęli rozpaczliwe poszukiwania czegokolwiek, ale mieli pecha, bo właśnie rozpoczynał się długi majowy weekend. Pracodawcy nie byli nastawieni na rozmowy o pracę. Odsyłali na potem. Tymczasem nie mieli gdzie spać. My przechowalibyśmy ich nawet za darmo, ale mieliśmy już od dawna rezerwacje i po prostu nie było miejsc. W innych hostelach, gdzie były jeszcze wolne łóżka, ceny były kosmiczne. Absolutnie poza ich możliwościami finansowymi. Widziałam, że mieli w lodówce trzy 5-litrowe słoje ze smalcem, słoniną i czymś jeszcze (nie wiem, co to było, bo było zawinięte w reklamówkę). Spakowali się, zabrali swoje słoje,  i pojechali z powrotem. Było nam bardzo przykro i po prostu wstyd za naszego rodaka. Mieszkańcy najbiedniejszego europejskiego kraju przeżyli taką przykrość właśnie w Polsce. Stracili pieniądze, czas, siły. I może wiarę w ludzi i  lepsze jutro. A buc, który ich wystawił do wiatru, bawił się prawdopodobnie całkiem nieźle przy majówkowym grillu.

niedziela, 10 listopada 2013

Listopadowo...

Listopad jest czasem, który kojarzy nam się z ciemnością, zimnem, słotą i smutkiem. Nic się nie chce, no chyba, że spać. W hostelu pustawo, a ci, którzy są, nie wykazują jakiejś nadmiernej aktywności. Taki czas. Na fali tej nostalgii przypomniało mi się parę niefajnych sytuacji, które były udziałem Gości Hostelu Mamas&Papas.
Przemiłych turystów z Finalndii dopadli nasi dzielni patrioci. Jedna z Pań miała pochodzenie fińsko-marokańskie. Grupa dżentelmenów wpadła do autobusu i w bardzo głośny sposób manifestowała swoje poglądy drąc się "white power" i takie tam. Szczególnie upodobali sobie ową Panią. Trwało to przez kilka minut. Przyszły do hostelu roztrzęsione i kompletnie nie rozumiały, jak to jest możliwe, takie ekscesy w dużym europejskim mieście, w biały dzień.
Inni Goście padli ofiarą naszych dzielnych kanarów. Mieli bilety, ale coś się kontrolerom nie zgadzało. Oczywiście z języków obcych znali tylko "łacinę". Nasi nieboracy nie wiedzieli nawet, czym zgrzeszyli. Ponieważ żaden kanar nie znał angielskiego, to uderzyli w język agresji. Darli się na tych ludzi, popychali. Goście wrócili tak zszokowani, że nie mieliśmy wątpliwości, jak zapamiętają Polskę.
Inni Goście mieli "zaszczyt" spotkać się z przedstawicielami kolejnej "szanowanej" w społeczeństwie grupy, a mianowicie ze strażą miejską. Przeszli na czerwonym świetle przez kompletnie pustą jezdnię. Dzielni strażnicy wyskoczyli z krzaków i zaproponowali mandat. Szlag nas trafia przez tych służbistów. Na całym świecie czerwone światło zobowiązuje pieszego do zatrzymania się. Po tym, jak samochody przejadą i jezdnia jest pusta, piesi idą na drugą stronę. Pamiętamy takie sytuacje z przed wielu lat (rozpoczynaliśmy dopiero nasze podróże), kiedy staliśmy jak barany na czerwonym, podczas, gdy wszyscy inni przechodzili (łącznie z mundurowymi). Zorientowaliśmy się, że tak jest i nikt nikogo nie gania za przejście przez pustą drogę. Nawet na czerwonym. Ludzie z zagranicy zachowują się u nas racjonalnie, tak, jak w swoich krajach. Nie rozumieją, że w krzakach czai się zagrożenie w postaci straży czy policji. Zagrażają zamiast służyć.
Kiedyś we Włoszech nie skasowaliśmy w kasowniku biletów zakupionych w kasie. Nie przyszło nam do głowy, żeby skorzystać z kasowników skoro były to bilety na konkretną trasę i godzinę. Konduktor zainkasował od każdego z nas po 10 E. Okazało się w naszym bezprzedziałowym wagonie jechali sami obcokrajowcy i WSZYSCY musieli bulić. Konduktor zastosował najniższą karę i był cały czas tak przesympatyczny, że płaciliśmy z uśmiechem na ustach i szczęśliwi, że nas o to poprosił ;) Można? Można! Tylko dlaczego nie w Polsce?

Nie mamy zdjęć dokumentujących powyższe wydarzenia, ale chętnie pokażemy kolejne fotografie z naszej przyszłej podróży. Autor Phil Badcock






































niedziela, 3 listopada 2013

Dlaczego nas wybierają

Spanie w hostelu to sposób na tanie spanie i tanie podróżowanie. Ludzie poszukujący taniego noclegu nie patrzą jednak tylko cenę (no, może niektórzy). Często pytamy Gości, czym się kierowali wybierając nasz hostel.
Odpowiedzi bywają zarówno oczywiste, jak i zaskakujące.

Najczęściej Goście wybierają nasz Hostel Mamas&Papas patrząc na rankingi i opinie. Jesteśmy na pierwszym miejscu w wielu rankingach. Niektórzy mają zasadę, że nocują tylko w hostelu, który jest na pierwszym miejscu. Inni wybierają z czołowej trójki-czwórki. Inni nie patrzą na ranking, ale czytają opinie.

Druga grupa to Goście, którzy nas odwiedzają z polecenia innych. Jest to dla nas szczególnie miłe.

Spora grupa mówi, żę przyciągnęła ich nasza nazwa. Dla jednych to skojarzenie z zespołem The Mamas & The Papas. Inni po nazwie spodziewają się domowej atmosfery jak u mamy. Jedni i drudzy są zadowoleni z pobytu w naszym hostelu.
Nazwa hostelu wzbudziła też zainteresowanie amatorów żłobków i przedszkoli :) Rodzice próbowali znaleźć u nas miejsce dla swoich pociech na czas swojego pobytu w pracy :) Jak wiecie z poprzednich wpisów dzieci również czują się doskonale w Hostelu Mamas&Papas.

Obok nazwy często nasze logo (stworzone przez Marcina) jest tym, co przyciągnęło uwagę Gości. Nie ukrywamy, że dzieło Marcina bardzo się nam podoba i nie dziwimy się ludziom :)

Mamy też niestandardowe wybory.

Jeden Pan wybrał nas, bo mamy w adresie 19. On też ma.

Inny pracował kiedyś w hostelu, gdzie na właścicieli wołano mama i papa.

Kolejny Pan powiedział, że zawsze wybiera hostel, który ma najwyższy rating za czystość i bezpieczeństwo. Reszta go nie interesuje.

Są tacy, którym podoba się, że jesteśmy daleko od centrum i jego zgiełku. Inni są zadowoleni, że jesteśmy tak blisko centrum :)

Bywają Goście, którzy kompletnie nie wiedzą, dlaczego nas wybrali. Ale też są u nas szczęśliwi :)

Niedawno był Pan, który upatrzył sobie nas jako miejsce postoju, ale nie było miejsc. Uparł się na nas. Mówi, że zapłąci 300zł . My na to, że może deklarować i 3000, ale nie ma miejsc. Przekonywał nas 5 minut, ale miejsc niestety od tego nie przybyło. Trudno mu się dziwić. Każdy chce spać w Hostelu Mamas&Papas.


Nieważne z jakiego powodu nas wybierają. Najważniejsze, że Goście czują się dobrze w naszym hostelu i wspólnie tworzymy naszą historię. Dziękujemy wszystkim!

A teraz ciąg dalszy relacji z naszej przyszłej wyprawy do Chin :) Autor Phil Badcock