Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chachoengsao. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Chachoengsao. Pokaż wszystkie posty

środa, 5 lutego 2020

Autostop (wpis 27.)




Nie mogąc pogodzić się z tym, że jadąc do Samut Sakhon musimy zawijać do Bangkoku, postanowiliśmy wyruszyć w trasę autostopem. Z mapy wynikało ewidentnie, że krótsze połączenie jest możliwe.


Zdecydowaliśmy, że podejdziemy do drogi szybkiego ruchu w okolice stacji benzynowej. Wyruszyliśmy przed południem, ale niewiele to pomogło na panującą temperaturę. To było bardzo późne przedpołudnie 😁 Ponieważ było gorąco, szybko zrobiliśmy przerwę na relaks. Usiedliśmy w cieniu na przystanku taksówek motorowych.












Po odpoczynku wyruszyliśmy szukać miejsca do łapania stopa. Przy stacji benzynowej nie spodobało nam się, więc poszliśmy dalej. Natknęliśmy się na jakiś lokal dla przejeżdżających. Ochoczo znowu zasiedliśmy na relaks. Kupiliśmy napoje, a ja dodatkowo zupę. Wszak bez śniadania byliśmy. Zupa była słaba 😒
Ustawiliśmy się przy knajpie i rozpoczęliśmy machanie. Niestety, nie było chętnych 😒 Wyszły do nas dziewczyny z jadłodajni, żeby nam pomóc i zaczęły tłumaczyć, że nic tu nie złapiemy, że trzeba jechać najpierw autobusem do Bangkoku. Następne wciskają nam Bangkok! Przecież widzimy na mapie, że jest droga z pominięciem metropolii.




Wreszcie coś się zatrzymało, ale to był lokalny odkryty autobusik. Wsiedliśmy. Wydawało nam się, że szczęście do nas wróciło. Autobus pruł dokładnie tak, jak pokazywał maps.me. Po 12 kilometrach szczęście nas opuściło. Pojazd zakręcił, a my wysiedliśmy. Akurat obok była jakaś jadłodajnia. Ochoczo weszliśmy do środka, żeby uzupełnić płyny i zasięgnąć języka.


Papas znalazł pana mówiącego po angielsku, który niestety nie mógł nas zabrać, ale powiedział,gdzie powinniśmy stanąć. Poszliśmy w tym upale szukając pobocza z cieniem. Znaleźliśmy .... jadłodajnię. Usiedliśmy, uzupełniliśmy płyny i Papas zaczął machać. NIC! Jeździliśmy kilka razy stopem w Azji, również w Tajlandii i nigdy nie było tak słabo!
Zaliczanie jadłodajni szło nam tego dnia najlepiej.
W pewnym momencie podszedł do nas młody mężczyzna i zapytał, czego potrzebujemy. Kiedy mu wyjawiliśmy nasz plan, powiedział, że tutaj nikt nas nie weźmie. Uwierzyliśmy mu. Powiedział, że trzeba jechać do ..... Chachoengsao i łapać autobus do...Bangkoku. Czyli mamy wrócić tam, skąd przybyliśmy i jechać tam, dokąd jechać nie chcemy. Pokazaliśmy mu mapę i zaczęliśmy błagać, żeby nie do Bangkoku. Powiedział, że możemy wobec tego jechać do Bang Na. To miejscowość na południe od stolicy. On nas podrzuci do Chachoengsao na dworzec autobusowy. Zdecydowaliśmy się skorzystać z oferty miłego Taja.




W samochodzie zostaliśmy poproszeni przez małżonkę naszego nowego kolegi o nałożenie maseczek. Postąpili rozważnie. Nie wiedzieli, skąd przybyliśmy i ostrożność jest wskazana. Szybciutko dowieźli nas na dworzec w Chachoengsao. Chłopak kupił nam bilety i zaprowadził na autobus. Poczekali, aż się załadowaliśmy, pogadali z kierowcą i wyruszyliśmy do Bang Na.





Od razu zasnęłam. Kiedy obudziłam się i wyjrzałam przez okno, nie miałam wątpliwości. Byliśmy w Bangkoku! Okazało się, że to Bang Na to po prostu część metropolii. Tak walczyliśmy i wylądowaliśmy na dworcu autobusowym, który w nazwie miał BANGKOK. Zaczęliśmy wysiadać. Papas był już na zewnątrz, kiedy kierowca zamknął nagle drzwi pozostawiając mnie i dwie Japonki w środku. Zaczęłam się "awanturować", a on powiedział tylko "ok, ok" i... ruszył. Pojechał do przodu, potem zakręcił i jeszcze prosto i wypuścił nas. Zaczęłam kombinować, jak odnaleźć Papasa.  Ruszyłam trasą, którą autobus przyjechał. Spotkałam Papasa. Biegł za autobusem. On twierdzi, że szedł, ale myślę, że raczej biegł, wszak u mnie były wszystkie pieniądze 🤣🤣🤣
Poszliśmy na dworzec. Szybka toaleta, kasa biletowa i już siedzieliśmy w autobusie. Wyruszyliśmy do Samut Sakhon. 
Po drodze zaczęłam przeglądać w internecie jakieś opcje noclegu. Nie wyglądało to za dobrze. Po prostu słabo! Miejsce nieturystyczne, więc z bazą noclegową słabo. Coś znalazłam, ale cena była nie azjatycka. Całkiem polska.
Zarezerwowałam w momencie, kiedy już wjeżdżaliśmy do miasta. Spojrzałam na mapę i wyszło, że nasz obiekt jest za 3 km, a dworzec za 7. Zdecydowaliśmy się szybko wysiąść. Mapa pokazywała 2,3 km. Całkiem miły dystans do przejścia na pieszo.







Hotel nie był tani, ale warunki bardzo dobre. Przede wszystkim bardzo czysto, a to jest naszym głównym kryterium wyboru w Azji. 
Wyszło zupełnie inaczej niż planowaliśmy. Zamiast autostopu krótszą trasą, przejazd przez Bangkok. Widać tak musiało być, więc nie narzekamy.
Długo tu raczej nie zabawimy. Przy wysokiej cenie noclegu łatwiej się podejmuje decyzję o ewakuacji 😁








wtorek, 4 lutego 2020

Nie chcemy do Bangkoku (wpis 26.)



Trzeba coś postanowić na następny dzień. Papas coś wynalazł, ale nazwa jest równie łatwa jak Chachoengsao.
Po szybkim śniadanku, w przyjaznej temperaturze 34 stopni, udaliśmy się na przejazd lokalnym autobusem przed siebie. Nie był to jednak totalny spontan. Na maps.me śledziliśmy przejazd z zamiarem wyjścia gdzieś w okolicy dworca autobusowego. Na początku szło jak po maśle. Kiedy zauważyliśmy, że autobusik zaczyna zbaczać z naszej trasy, powinniśmy wysiąść. Pomyśleliśmy jednak, że jeszcze troszkę, jeszcze ciut i wtedy wysiądziemy.
Zamiar był, wyszło, jak zawsze. Przekombinowaliśmy i zostaliśmy wywiezieni na jakąś pętlę, gdzie były w zasadzie tylko bezdomne psy. Bardzo dużo psów. Część leniwie polegała, ale część agresywnie warczała. Nie bardzo mi się to podobało. Instynkt powiedział "wiać!". Papas ociągał się, ale ostatecznie wziął udział w ucieczce.
Podeszliśmy do zaparkowanego autobusiku. Chcieliśmy wrócić do centrum. Próbowaliśmy dogadać się przy pomocy translatora. Nie wyszło! Kierowca zadzwonił do znajomej, żebyśmy dogadali się po angielsku. Nie wyszło!
Coś jednak wyczuł. Kazał wsiadać i zawiózł nas bliżej cywilizacji. W pewnym momencie kazał się przesiąść do innego pojazdu. Posłusznie przemieściliśmy się. Tam podszedł do nas konduktor i chciał nam sprzedać bilety do Bangkoku! Nie! Nie chcemy do Bangkoku, tylko na dworzec autobusowy w Chachoengsao!
Mieliśmy farta, bo w autobusie była para tajsko-hinduska, która mówiła po angielsku. Uspokoili nas, że autobus najpierw pojedzie na tutejszy dworzec autobusowy. Nie wywiozą nas od razu do Bangkoku. Próbowaliśmy dogadać się, jak dojechać do Samut Sakhon. Niby coś się dowiedzieliśmy, ale dalej nie wiedzieliśmy, jak to zorganizować.
Po krótkiej jeździe, wysadzili nas niby blisko dworca autobusowego, ale nie udało nam się go odnaleźć. Dotarliśmy za to na dworzec kolejowy. Przypadkiem! Tam nas poinformowano, że do Samut Sakhon dojechać można tylko przez Bangkok. Coś podobnego mówiła para z autobusu. 
My bardzo nie chcieliśmy ładować się do Bangkoku. Z mapy wynikało, że da się ominąć metropolię, ale wszyscy kierują nas właśnie tam. Nie żebyśmy mieli coś przeciwko Bangkokowi, ale ile można zajeżdżać do tego samego miasta?
Już nam się trochę nudzi w Chachoengsao. Wyruszamy do Samut Sakhon. Nazwa ta kompletnie nic nam nie mówi i jak w przypadku Chachoengsao, nigdy wcześniej nie słyszeliśmy o tym miejscu. Jedziemy! Spróbujemy autostopem, żeby ominąć ten nieszczęsny Bangkok. Skoro wszystkie połączenia transportem publicznym narzucają transfer przez stolicę, spróbujemy obejść to transportem niepublicznym.
Ahoj, przygodo!!!