Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hongkong. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Hongkong. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 5 czerwca 2016

Policja

Grzesiu "Mordka" i Andrea - nasza workaway'ka.
Ostatnio wydarzyło się sporo sytuacji, które po prostu wkurzają nas.
Zacznę od policji.
Ostatnio nasza dzielna władza mile nas zaskoczyła przy przygodzie Gościa z Finlandii  ( http://hostelik.blogspot.com/2016/05/katastrofy.html )  i już prawie zdążyliśmy pokochać ją. Niestety, szybko nam przeszło.
Nasz Gość z Chile jechał sobie na rowerze (pożyczonym od nas). Dzielni policjanci wylegitymowali go na ścieżce rowerowej i dokładnie sprawdzili w rejestrze, czy rower, na którym jechał Chilijczyk, nie jest przypadkiem kradziony. Zajęło to trochę czasu i pozostawiło dużo smrodu w odbiorze Polski przez obcokrajowca.
Bardziej zbulwersowała nas inna reakcja policji. Do naszego hostelu przyjechał wieczorową porą pewien Polak. Był jakiś dziwny. Nie pierwszy i nie ostatni. Nocował w dormie. Rano okazało się, że Gość z Hongkongu śpiący w tym samym pokoju, został okradziony. Sytuacja taka zdarzyła się w Hostelu Mamas&Papas pierwszy raz od początku istnienia. Wiedzieliśmy, że statystycznie jesteśmy skazani na taką okoliczność. W sumie i tak, szczęśliwie, doświadczyliśmy się takiego zdarzenia dopiero po pięciu latach. Wszystkie poszlaki wskazywały, że sprawcą kradzieży jest ów dziwny Polak. Wezwaliśmy policję.
Pierwsze zdziwienie. Pan oficer dyżurny powiedział, że nie wiadomo, kiedy podjedzie patrol, bo muszą znaleźć funkcjonariusza mówiącego po angielsku. Dziwne! W Polsce język angielski jest obowiązkowy już w szkole podstawowej. Do policji przyjmują ludzi przynajmniej z maturą, na której angielski też jest obowiązkowy. I mimo to, jest problem ze znalezieniem policjanta mówiącego po angielsku?! Na szczęście, w naszym przypadku szybko znaleźli odpowiednią osobę. Przyjechał 3-osobowy patrol. Była moc!!! Co nas zbulwersowało? Mieliśmy dane karty kredytowej podejrzanego i numer jego komórki. Policja nie była w ogóle zainteresowana tymi danymi. Każdy wie, że można szybko namierzyć podejrzanego posiadając takie dane. Policja najwyraźniej nie była w ogóle zainteresowana znalezieniem tego pana. Nie chcieli znać numeru telefonu czy karty. Ręce opadają... Na szczęście są wystarczająco zaangażowani w ściganiu potencjalnych złodziei rowerów z Chile!
Mamy nadzieję, że nie będziemy zmuszeni więcej do współpracy z ukochaną władzą. Wolimy nasze wesołe życie w Hostelu Mamas&Papas.









niedziela, 10 kwietnia 2016

Sezon gankowy wystartował.

 
 
Miniony tydzień rozpoczął się awarią. Rano chciałam otworzyć główne drzwi, ale one nie posłuchały mnie. Poszarpałam się trochę z kluczem, ale przegrałam. Zadzwoniłam do naszej pralni, żeby ktoś przyjechał na ratunek i spróbował uwolnić nas od zewnątrz. Nasza pralnia mieści się bardzo bliziutko i w oka mgnieniu pojawił się kandydat na wybawcę. Niestety, i on nie dał rady. Zaczęłam szukać w internecie jakiejś firmy otwierającej drzwi awaryjnie i po trzecim telefonie znalazłam. Pan przyjechał dosyć szybko. Pogmerał kilka minut i uwolnił mnie dwie dziewczyny z Hongkongu. Im to się nawet podobała ta przygoda i fakt, że są jak w więzieniu. Mieliśmy szczęście, że na tą przygodę trafiły dziewczyny wyluzowane i .... nie śpieszące się na samolot.
 
 
 
Pan zaśpiewał za uwolnienie 307,50. Dodatkowo zasugerował konieczność wymiany zamka w cenie 300zł za wkładkę i 250zł wymiana. Pogięło go?!!! Powiedziałam, że nie mam takiej gotówki przy sobie. Powiedział, że może przyjechać, jak będę miała, ale doliczy za dojazd. Nie spotkałam się z taką pazernością! Zadzwoniłam do ślusarza z Gdyni. Przyjechał, zrobił i skasował 380zł, a za dojazd nic nie doliczał, chociaż miał dużo dalej niż pierwszy fachowiec. Kolejny raz mam dowód na to, jak bardzo trzeba być ostrożnym z fachowcami.
Drzwi działają teraz doskonale i coraz częściej są w ruchu. Dodając do tego fakt, że Grzesiu "Mordka" z Papasem i Kiciusiem zainaugurowali sezon gankowy - widać, że hostel budzi się ze snu zimowego.
Coraz więcej Gości. Ostatnio odwiedzili nas dwaj młodzieńcy z Nowej Zelandii. Są w podróży od roku! Jak ja im zazdroszczę! 
 
 
 
Często obserwujemy zabawne zjawisko, jak Goście w swoich podróżach depczą sobie po piętach. Ostatnio, gościliśmy Anglika, który na Gdańsku kończył swoją polska podróż. Zapytał nas, kto przyjedzie w najbliższym czasie. Powiedziałam, że dwie Meksykanki. Stwierdził, że na pewno je zna, bo cały czas się z jakimiś dwiema Meksykankami spotykał. Jechały dokładnie tą samą trasą i zatrzymywały się w tych samych hostelach. I miał rację! Okazało się, że Meksykanki to TE Meksykanki. Taka sytuacja nie wystąpiła po raz pierwszy. Fajnie jest patrzeć na miny Gości, którzy ZNOWU się spotykają.
 


 


 

niedziela, 31 stycznia 2016

Islandia - ziemia obiecana









Dzisiejszy wpis będzie przede wszystkim informacyjny. Informujemy Was, że wyjeżdżamy na wakacje!!! W tym roku Francja, dokładniej południe Francji. W hostelu niewiele się dzieje. Mało Gości, mało historii. To najlepszy czas, żeby pojechać gdzieś i naładować akumulatory.

W czasie, kiedy aura jest naprawdę nieprzyjazna, zadziwiają nas ludzie jadący na Islandię.  Z Gdańska od jakiegoś czasu są tanie loty i zdumiewa nas popularność tego kierunku. Jeszcze latem jakoś możemy sobie wyobrazić pobyt tam, ale teraz?! Uciekać z zimna do zimniejszego zimna, brrrrr.... Na dodatek jest tam bardzo drogo. Ale innym to nie przeszkadza i przez hostel cały czas przewijają się ludzie jadący na- lub z Islandii.
Przykładem islandzkiego szaleństwa są dziewczyny z Hongkongu. Przyleciały ze swojego kraju do Frankfurtu. Stamtąd udały się na Islandię. Z Islandii na dwa dni do Gdańska. Z Gdańska na... Islandię. Z wyspy do Frankfurtu i z powrotem do domu. Wszystko w 10 dni!

My wybraliśmy jednak cieplejsze klimaty i od środy będziemy leżeć pod przysłowiową palmą i kiwać palcem w bucie.



 

niedziela, 24 stycznia 2016

Ryba

Odwiedziły nas Kasie. Od razu cieplej :)
Nie będę już marudzić na temat zimy, chociaż muszę poinformować, że Goście ze Szwecji i Finlandii mówią, że w Gdańsku jest zimniej niż u nich. 
Wśród narzekających na ziąb byli młodzi ludzie z Hongkongu. Ich kraj należy do droższych. Przyjechali na studia do Szwecji i okazało się, że tam jest jeszcze drożej (i zimniej). Postanowili wpaść na odpoczynek do tańszej Polski. Wyszło, że jest taniej, ale za to zimniej niż w Szwecji. Biedaki! Na każdym kroku doganiają ich niedogodności tego świata!

Dopada nas niski sezon. Mamy trochę czasu, żeby pomyśleć o urlopie. Wybieramy się niebawem do Francji. Stamtąd przyjechała "nasza" Patricia i trochę nam doradza. Z Patricią nie można się nudzić. Jest osobą nietuzinkową. Bardzo nam się podoba jej otwartość i ciekawość świata. Ciągle gdzieś chodzi, poznaje ludzi. Zorganizowała już nawet w Gdańsku wystawę swoich fotografii!

Patricia zaplanowała sobie kiedyś podróż do Irlandii. Na miesiąc, z 200 euro w kieszeni. W pewnym momencie było już krucho z kasą, więc poszła na targowisko poszukać czegoś niedrogiego do jedzenia. Na stoisku z rybami zapytała, czy są jakieś resztki. Takie tam, żeby ugotować zupę rybną. Pan sprzedawca zapytał, dlaczego resztki?! I dał Patricii piękną rybę. Za darmo! Następnego dnia spotkali się przypadkiem na mieście. Pan sprzedawca zapytał, czy wszystko jest w porządku i czy dziewczyna nie potrzebuje przypadkiem kolejnej ryby? Piękny człowiek! Fajna sytuacja. Patricia ciągle opowiada nam różne przygody ze swojego życia. Jest tego tyle, że nie wiem, czy nie porzucić pisania bloga i nie napisać książki o jej życiu :)

Hongkong
Brazylia
USA


niedziela, 2 sierpnia 2015

Surinam i recycling

Środek sezonu. Nie wiadomo, kiedy kończy się jeden dzień i zaczyna następny. Goście przyjeżdżają i wyjeżdżają przez całą dobę. Możemy zaobserwować różne typy zachowań przy wczesnych wyjazdach. Niektórzy wolą pojechać na lotnisko już w nocy, żeby nie zrywać się wcześnie. Inni jadą w ostatniej chwili, targując się o każde 5 minut. Próbują wymusić na nas deklarację, że jeżeli wyjadą o godzinie x, to na pewno zdążą. A skąd my mamy wiedzieć, czy będą kolejki, ile bramek otworzą? Radzimy wyjechać 15 minut wcześniej, a oni pytają, czy nie wystarczy 10 minut. Walczą do końca :)
Bywa, że Goście proszą o śniadanie o trzeciej w nocy. A rekordzistami byli dwaj Chińczycy, którzy poprosili o śniadanie o trzeciej i na dodatek urządzili wielkie gotowanie w środku nocy. Postanowili wykorzystać wszystkie swoje zapasy z lodówki. Nic się nie zmarnowało. Zrobili wielkie żarcie i wielki bałagan przy okazji. Zdarzyła się też Szwedka, która wciągała alkohol w common room do godziny 2-giej. Zdrzemnęła się godzinkę i kompletnie pijana szła do taksówki. Raptem patrzę i oczom nie wierzę! Taksówkarz grzeje silniki, a ona zaczęła recycling. Segreguje plastiki, szkło, papier. Czas leci, a ona chwiejąc się, niezmordowanie rozdziela śmieci. O trzeciej w nocy. Śpiesząc się na lotnisko. Co oznacza siła nawyku! 

Ze spraw ważniejszych nadmienić muszę, że Papas szykuje nową flagę. Tym razem Surinam. Szczerze mówiąc, nie pamiętałam o istnieniu tego państwa. Surinamczyk, jak każdy obywatel tego kraju, ma też paszport holenderski. Jeżeli wszyscy Surinamczycy są tak sympatyczni, to już lubię ten kraj.




Inna ważny news - Papas ma nowego przyjaciela.




Papas w ogóle jest bardzo towarzyski i aktywny. Po prostu - w żywiole!


Zaprzyjaźnił się z dwoma Panami, którzy przyjechali ze Szwecji, ale są Irańczykami. Jeden z nich był trochę głuchy, ale mówił coś tam po angielsku. Drugi nie bardzo sobie radził z językiem, ale zawsze chętnie przytakiwał. "Urodziłeś się się w Szwecji czy w Iranie? Odpowiedź: Yes" :)
Jeden z nich został fanem polskich wiśni. Papas leciał rano do sklepu, żeby kupić mu na drogę ....6 kilogramów. Wiśnie bardzo mu smakowały, a najbardziej odpowiadał mu fakt, że są bardzo kwaśne. W życiu nie jadł kwaśnych wiśni! Wyłącznie słodkie. Co za wiśnie mają w tej Szwecji?!



Mieliśmy jeszcze innych egzotycznych Gości. Cztery Panie z Hongkongu oraz Indonezyjczycy. Nawet grupę z Węgier możemy uznać za egzotyczną, tak rzadko bywają Goście stamtąd.




niedziela, 28 września 2014

Basia

Lato, lato i po lecie :(  Jakoś cicho się robi. Roboty będzie na pewno mniej, za to czasu na rozmowy z Gośćmi więcej. To jest właśnie ten element niskiego sezonu, który lubimy.
Niedawno była w Hostelu Mamas&Papas para z Niemiec. Dziewczyna - Bärbel - szukała śladów swoich przodków, którzy mieszkali niegdyś w Gdańsku. Znała dwa nazwiska (nota bene polsko brzmiące) i z tą wiedzą udała się do archiwum, a następnie do ratusza. Udało jej się dotrzeć do aktu urodzenia jakiegoś przodka. Okazało się, że jej rodzina pochodzi z Oruni, a więc z okolic Hostelu Mamas&Papas. Dokument był napisany takim rodzajem pisma, że nie byliśmy w stanie nic odszyfrować. Teraz nie używa się takiego liternictwa. Ponieważ znane było nazwisko przodka ( na R) ustaliliśmy tylko, że pierwsza litera w nazwie ulicy jest taka sama. Próbowaliśmy dopasowywać znane nam elementy układanki, ale niewiele uzyskaliśmy. Bärbel była bardzo podekscytowana i zastanawiała się, co zrobić, żeby ustalić losy członków rodziny, która nie wyjechała do Niemiec. Niestety nie miała za bardzo czasu i wyjechała wkrótce z niczym. Niedługo po wyjeździe Basi (tak ją zaczęliśmy nazywać, co zresztą bardzo jej się spodobało) na portalu mojaorunia.pl znaleźliśmy artykuł z opisem dziejów pewnej pani, która miała panieńskie nazwisko na R. Urodziła się w czasie i miejscu pasującym do naszej układanki. Była w tej opowieści nawet ulica na R. Pani została po wojnie w Gdańsku. I nadal mieszka na Oruni. Wysłałam wiadomość do Basi, ale nic jeszcze nie odpisała. Wydaje się nam, że chyba trafiliśmy na zagubiony ślad.

Papas, Markus, Basia, Mamas
Dzisiaj wyjechał inny Niemiec poszukujący śladów przodków. Nie miał chłopak szczęścia. Owszem, odnaleźliśmy we Wrzeszczu ulicę, przy której mieszkał jego dziadek. Na ulicy tej zachowały się nawet stare budynki oprócz ..... domu dziadka.

Ingemar (z lewej)  domu dziadka nie odnalazł, ale spędził w Gdańsku miłe chwile, m.in z Marcelem z odległej Nowej Zelandii.
Kiciuś zamieszkał na kolanach kolejnego Gościa.
Monika prezentuje upominek od dziewczyny z Hongkongu, sukienka na butelkę :)
Te pyszności dotarły do nas pocztą z Tajwanu. Już zjedzone :)
Grzesiu "Mordka" z Kiciusiem i innymi mniej ważnymi osobnikami. Zdjęcie trochę nieostre, ale panowie i tak byli "niewyraźni" :)))

niedziela, 15 czerwca 2014

Nie tylko Mistrzostwa Świata


Pełno kolorowych ludzi wokół i chętnie wybierają nasz hostel. Wczoraj mieliśmy Gości z 14 krajów. Wśród nich Tajwańczyka, który powrócił do nas po 3 latach! Możecie sobie wyobrazić szczęście Papasa. Trzech Tajwańczyków i dziewczyna z Hongkongu!!! Chwilę wcześniej pożegnaliśmy dwoje Chińczyków. Papas nie zdążył się zasmucić na dobre i przybyli następni. Żebyście widzieli ten uśmiech Papasa......
Rozpoczęły się Mistrzostwa Świata w Brazylii. Mecz otwarcia Brazylia-Chorwacja oglądał u nas rodowity Brazylijczyk. Mecz Hiszpanii z Holandią śledził Hiszpan.(Nota bene po porażce Hiszpanii stwierdził, że w zasadzie to on jest Katalończykiem). Spotkaniu Anglii z Włochami przyglądali się obywatele Anglii i Włoch. W związku z tym, że na meczach są przedstawiciele krajów grających mecze, atmosfera jest bardzo gorąca.
Zupełnie poza Mistrzostwami odbyła się inna historia.
Dzwonek do drzwi i wchodzi pani z reklamówką. Zapytała po rosyjsku, czy może porozmawiać. Na pierwszy rzut oka błyskawicznie oceniłam, że to reprezentantka Świadków Jehowy. Ostatnimi czasy nagabują nasz hostel rosyjskojęzyczni przedstawiciele tego wyznania z zamiarem przekonania do swojej wiary naszych Gości ze wschodu. Zawsze grzecznie ich przeganiamy, ponieważ Hostel Mamas&Papas jest ideologicznie i wyznaniowo niezależny. Akceptujemy wszystkie wyznania i nie tolerujemy agitowania. W zgodzie z naszymi zasadami chciałam tajemniczą panią odesłać w diabły. Ale najpierw grzecznie tylko zapytałam, o czym chce rozmawiać. Ona na to, że o noclegu. Zbaraniałam! Kobieta z siatką nie wyglądała na podróżniczkę. Pomyślałam, że może w takim razie, jest osobą poszukującą pracy w Polsce. Takich zapytujących też bywa sporo. Niestety, nie mamy oferty dla takich osób. Pani (ma na imię Olga) na to, że przyjechała z Białorusi na parę dni pozwiedzać Gdańsk. Okazało się, że dzień wcześniej o 13.30 otrzymała wizę na cztery dni. Cztery dni i ani dnia dłużej. Chciała chociaż na tydzień. Nic z tego! Nasze władze reglamentują łaskę wjechania do Polski. Uważamy, że jest to głupie i żenujące. Olga w momencie, kiedy już dostała łaskę wjechania do naszego kraju, natychmiast wyruszyła, żeby zdążyć co nieco uszczknąć z wizy. Musi bezwzględnie do 18.00 w środę przekroczyć granicę z powrotem, bo w przeciwnym razie nie dostanie kolejny raz wizy. Dlatego też kobieta, jak tylko dostała wizę, chwyciła coś na szybko i pobiegła szukać transportu. Nieszczęśliwie jechała bardzo długo (chyba naokoło) i przyjechała strasznie wykończona. A ja o mały włos nie pogoniłam jej :( Olga jest bardzo sympatyczną, ciepłą osobą. Bardzo fajna babeczka. Zresztą nie trafił się nam Gość z Białorusi, który nie byłby sympatyczny. Rozumie nawet po polsku (jej mama jest Polką). My po raz kolejny przekonaliśmy się, że podróżować można również jedynie z siatką. Jesteśmy gorącymi propagatorami takich podróży. Podróży z fantazją i bez obciążeń.



Good bye Tajwan!!!
Parę dni temu odjechała Chi Ting, również z Tajwanu. Co za energia!!!! Super dziewczyna. Skradła serce nie tylko Papasa, moje również.

Chi Ting zrobiła niespodziankę i przygotowała dla nas chińską kolację.Na zdjęciu poniżej połączone kolacja od Chi Ting i owocowo-piwny prezent od Dimitrija

Zajadanie
Popijanie
Leniwy odpoczynek
Pogaduszki

niedziela, 13 kwietnia 2014

Jaja

Świat się uśmiechnął do Papasa, a Papas do świata. W ostatni weekend zagościli u nas ludzie z Azji, a konkretnie z Chin, Hongkong i Singapuru. Możecie sobie wyobrazić, co za radość! Tym bardziej,że Goście Ci byli naprawdę sympatyczni i bardzo otwarci. Czuli się na tyle swobodnie, że ..... wzięli sobie z lodówki nasze jajka. Papas rozpoczął czynności związane z celebrowaniem niedzielnej jajecznicy. Stworzył stanowisko pracy, wysmażył boczek. Kiedy chciał wbić jajka okazało się, że ich nie ma :( Mieliśmy ciasno w lodówce, więc wystawiłam rzeczone jaja do lodówki Gości. Nie podpisałam pudełka. Zawsze tłumaczymy Gościom, żeby podpisywali rzeczy, bo niepodpisane mogą być traktowane jako wspólne. No i potraktowali :) Jeszcze na dodatek olej od nas wzięli :) A może szykują się do Wielkanocy?
Właśnie akcent prawie wielkanocny zdziwił Azjatów. Jechali z Papasem autobusem i natknęli się na jakąś procesję z okazji Niedzieli Palmowej. Papas jako znawca lokalnego życia objaśnił Gościom, co to jest i z jakiej okazji. A Goście zdumieni zapytali tylko "what for". Nie rozumieli, co robi na głównej drodze religijna uroczystość.



U nas odbyła się inna uroczystość. Pretekstem była wizyta Adiego, który zdecydował się odwiedzić nas po dłuuugiej przerwie. Niestety, Adi został zdominowany przez Wielką Trójcę. Wiadomo, gdzie Papas, Grześ i Kotel tam Deadheads. W Hostelu Mamas&Papas wypadałby Panowie troszeczkę inny zespół wychwalać ;)
Ale macie wybaczone. Nasz hostel jest otwarty na różne nurty, a Wasza "szajba" to nawet fajna jest :)

Coraz wyraźniej widać wybudzanie się hostelu ze snu zimowego. Być może już niedługo zacznie się czas, że będzie się tyle działo, że nie będę miała czasu pisać bloga.

Z Pawłem fajnie się gadało




i biesiadowało.




niedziela, 4 sierpnia 2013

A nie mówiłam?

A nie mówiłam, że o Polakach można pisać wiecznie? Miałam dzisiaj zaplanowany inny temat, ale właśnie miałam kolejny zgrzyt z Polakami, więc się z Wami podzielę.
Wieczorem otrzymaliśmy rezerwację na dwa pokoje na dziś. Przyjechało dwoje Wenezuelczyków i dwoje Polaków. Pani z Polski była bardzo zdziwiona, że łazienki są wspólne. Ba! Była zdenerwowana! Tłumaczę Pani, że to jest hostel, tani nocleg i wspólne łazienki są jak najbardziej czymś normalnym. Poza tym, na portalu, na którym rezerwowała, jest napisane, że łazienki są wspólne. Pani na to, że nie wczytywała się, bo robiła rezerwację w drodze, rozmawiając w międzyczasie. A poza tym powinno być widoczne ostrzeżenie, że łazienki są wspólne. Kolejny raz jesteśmy winni niezadowolenia Klienta, bo ten nie czytał opisu i nie sprawdził, co rezerwuje. Dodała, że nie zauważyła, że robi rezerwację w hostelu i nie zna się na standardach hostelowych. Więc mówię, że właśnie takie są i to jest normalne, a nie łazienki prywatne. Pani przypomniała sobie, że spała w hostelu w Wenezueli i tam zawsze łazienki były w pokoju. Jak ona przepraszała tych Gości z Wenezueli! Oni nie robili żadnego problemu. Ale okazało się, że problem był. Proszę o propozycje, co byście zrobili na moim miejscu :( , bo mi ręce i nogi opadły. Pewnie dostaniemy obniżoną ocenę za to, że nie zapewniliśmy tego, czego nie mamy w ofercie. A nie mówiłam,że o Polakach można wiecznie.....
Z drugiej strony zawitała dziś również dziewczęca ekipa z południa Polski. Fajne babeczki bez pretensji do świata.
Dla urozmaicenia opowiem chwilkę o Gościach z Hongkongu.



Spotkaliśmy się z nową odpowiedzią na pytanie, dlaczego Goście przyjeżdżają do Polski. Ci przyjechali kibicować swojemu synowi w zawodach sportowych. Ranga całkiem znaczna, a mianowicie Mistrzostwa Świata Juniorów w Windsurfingu. Jeździli codziennie do Sopotu na zawody bardzo ekscytując się rywalizacją. Nam też się udzieliło. Mimo, że nie spotkaliśmy nigdy tego młodego dżentelmena, śledziliśmy w napięciu jego walkę. Wyszło całkiem nieźle. Był 19. w stawce ponad 150 zawodników. Wiadomo, prawie nasz człowiek :)
Hongkończycy (naprawdę! tak się pisze!) byli bardzo mili, codziennie Papas ucinał z nimi pogawędki. Poczęstowaliśmy ich polskim żarciem. Wygląda na to, że p.Czesia ma kolejnych wielbicieli jej talentu. Wzięli nawet przepisy. Sprezentowali nam hongkońskie przekąski. 

To z lewej było niezłe




Zaskoczyło nas, że wyglądali bardzo młodo, jak na swój wiek (sami zaczęli gadkę na ten temat). Oni zaś nie byli zdziwieni. Poinformowali nas, że Hongkończycy tak wyglądają. Są Chińczykami, ale Chińczycy z Chin starzeją się szybciej. Więc, jakbyście chcieli emigrować w tamte rejony to tylko do Hongkongu :)

Z bardzo ważnych spraw hostelu melduję, że kot ma się świetnie. Jest maskotką Gości i rozpuścił się tak, że słów brakuje.

Z Papasem kot robi, co chce

Iwan przyniósł małego jeżyka z naszego ogrodu......

...a kot chciał go zjeść :)