Nareszcie! Rozpoczęliśmy naszą podróż! W dniu wyjazdu z Gdańska zima była tak nieprzyjemna, że utwierdziło to nas w przekonaniu, że nie ma na co czekać. Pojechaliśmy do Wrocławia. Tam zatrzymaliśmy się w zaprzyjaźnionym Hostelu Easy Rider . Hostel przepiękny i gorąco polecamy każdemu, kto wybiera się do Wrocławia! Zostaliśmy przyjęci po królewsku! Z tego, co wiemy, to tam normalne :) Dziękujemy pięknie Beacie i Witkowi! I prosimy - nie zmieniajcie się!
Z Wrocławia mieliśmy lot do Dusseldorfu i stamtąd do Bangkoku. Trochę się poopóźniało, ale najważniejsze, że dotarliśmy szczęśliwie do celu. W sumie od wyjazdu z Hostelu Easy Rider do dotarcia do hostelu w Bangkoku minęły 24 godziny. Umordowaliśmy się, ale jesteśmy przeszczęśliwi, że znowu jesteśmy w Bangkoku. Ale o tym w kolejnym wpisie. Dzisiejszy dzień był baaardzo długi i czas ładować akumulatory na jutro.
Nastał czas, kiedy zamiast opisywać bieżące wydarzenia, skupiam się na przyszłości. Podjęliśmy już decyzję co do kierunku naszych wojaży. Lecimy na Filipiny! Przez Bangkok, oczywiście :) Wylot bardzo niebawem, a więc musimy pozałatwiać wiele spraw na wielu płaszczyznach i okazuje się, że mamy bardzo niewiele czasu.
Wylatujemy z Wrocławia. Przy okazji postanowiliśmy odwiedzić Hostel Easy Rider. Hostel ten jest troszeczkę nasz ;) Betasza i Witek otworzyli go inspirując się Hostelem Mamas&Papas. Podaliśmy im tyle wiedzy, ile się dało. Spłaciliśmy przy okazji dług wdzięczności wobec hosteli, które nam pomogły przed otwarciem Mamas&Papas. Hostel Easy Rider funkcjonuje teraz jako jeden z lepszych we Wrocławiu. Nie wahajcie się zatrzymać tam, jeżeli los Was rzuci do tego pięknego miasta.
Dostaliśmy ZŁOTY MEDAL JAKOŚCI!
Ale od początku :)
Wieczorem przyjechał Gość. Zamieniliśmy kilka słów, pokazałam gdzie łazienka, gdzie łóżko, gdzie kawa i herbata...takie tam, normalne. Gość wyszedł do sklepu, wraca i mówi:
-Fajnie tu u was. Kiedyś spałem w podobnym hostelu. Ale to było w Gdańsku.
No! Mało z kanapy nie spadłam! Nastawiam uszu, a On mówi:
Nasze życie codzienne zdominowane jest przez ambitne plany nauki języka polskiego przez naszą kochaną Yokę. Przy okazji Papas szlifuje swój ....japoński.
Yoka nam bardzo imponuje. Nie poddaje się w żadnym momencie. Nawet jak Papas postanowił nauczyć ją wyrażenia "kurtka przeciwdeszczowa". Wierzcie! Dla cudzoziemców to tortura! Yoka się nie poddała i potrafi to powiedzieć.
Papas-sadysta dorzucił do kurtki wyraz "krótka" i następnie "kurka". "Krótka kurtka i kurka" to dla cudzoziemca z grubsza "kurka kurka kurka". I na dodatek "kurka" ma wiele znaczeń.
Yoka daje radę. Szacun!
Definitywnie zamykamy ciepły sezon. Pelargonia padła i nie ma już nadziei. Ostatnim łącznikiem z lepszymi czasami były jabłka z naszego ogrodu. Też się skończyły. Zeżarliśmy ostanie. Przynajmniej pyszne były :)