Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Szwecja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 18 czerwca 2017

Przyjaciel naszego przyjaciela jest naszym przyjacielem :)

Pisałam niedawno, że ostatnio coraz częściej odwiedzają nas podróżnicy w dojrzałym wieku. Ta passa wciąż trwa i bardzo nam się to podoba. Nie da się z nimi nudzić! Podróżnicy 60+ są niesamowici!!!
W ostatnim tygodniu zawitał do nas Francuz, który nie miał rezerwacji. Był za to znajomym pewnego Deadheada, który jest znajomym Papasa. Zgodnie z zasadą, że "przyjaciele naszych przyjaciół są naszymi przyjaciółmi", przyjęliśmy nowego znajomego z ogromnym entuzjazmem. Trochę było ciężko się komunikować, bo Alain Frederic nie mówi po angielsku. Jednak człowiek tak otwarty i pogodny zawsze znajdzie wspólny język. Wykorzystując jego pojedyncze angielskie słówka, nasze pojedyncze francuskie plus translatora, dogadywaliśmy się. Śmiechu było mnóstwo, bo Alain miał niesamowite poczucie humoru.





Po przyjeździe z dumą zaprezentował nam swój samochód. Pojazd należał do tych zdecydowanie mniejszych. Alain tak to zorganizował, że na 2 metrach kwadratowych miał wszystko, co się może przydać w podróży. Spanie, gotowanie, biesiadowanie, popijanie i inne ważne sprawy.
Alain wozi ze sobą wachlarz, na którym zbiera autografy spotkanych miłych Pań. Chłopaki podpisują się na kapeluszu. Ja z Papasem również uwieczniliśmy się na tych sympatycznych gadżetach.





W czasie pobytu Francuza odwiedził nas Peder ze Szwecji, również z dojrzałej grupy wiekowej. Był u nas już kilka razy. Bardzo go polubiliśmy. Przesympatyczny człowiek, bardzo otwarty na innych ludzi. Słynna jest jego kaszanka z grilla z jabłkiem! Peder ma przypadkiem nazwisko, które brzmi identycznie jak nazwisko słynnego cesarza Francji. Peder jest Szwedem, ale francuskie nazwisko Bonaparte nosi z dumą. Powiedzieliśmy naszemu Francuzowi, że przyjechał szwedzki gość z cesarskim nazwiskiem. Nie uwierzył! Peder, jak zwykle, musiał się wylegitymować. I jak zwykle błyskawicznie się skumplowali. I ponownie wnieśli mnóstwo śmiechu i pozytywnej atmosfery.



Nie tylko starsze generacje wnoszą pozytywne influencje do naszego hostelu. Gościliśmy kolejny raz młodych potomków polskich emigrantów. W ostatnim tygodniu nasze serca skradli Kamila i Michał. Pięknie mówią po polsku. Ich rodziców los zagnał do Kanady, a oni przyjeżdżają do polskich dziadków i innych krewnych. Niesamowite, ilu ludzi wywiało z Polski przez ostatnie dziesięciolecia! I kolejnych wywiewa :( 

Kamilka z Kanady

Po prawej Michał z Kanady


Adrian z USA. Dwa razy stracił bilet na dalszą podróż. Nie mógł się zmusić do wyjazdu z Gdańska :)

Anglicy i David z USA. David ma wietnamskie korzenie i mogliśmy pogadać sobie o Wietnamie.

Paulina (Polska) i Hamish (Nowa Zelandia). Fantastyczni młodzi ludzie! Paulina też uwielbia Wietnam.

English corner. Anglicy ostatnio jakby tłumniej odwiedzają Hostel Mamas&Papas

Z kolei Chiny rzadko nam kogoś podsyłają. Te dwie damy były u nas mniej niż pół doby.

Jayita z Indii.


Niestety, widzimy, że tradycja spontanów zamiera. Czasami jednak zawiązuje się jakaś komitywa na ganku i zawsze jest super!

Papas z Hiszpanami i Kandyjczykiem

Na koniec meldunek zoologiczny (Adi i Kóżka - to głównie do Was!).

Jeże w tym roku obrodziły. Widziałam kunę (łasicę?) w naszym ogrodzie. A Kiciuś? Kiciuś znowu odrzucił zaloty rudej kotki! Ta sama kocia dama, jak w poprzednim roku, próbowała nawiązać intymny kontakt z Kiciusiem. Zachęcała dźwiękami, pozycją... Kiciuś zachował się jak cham, po prostu :( 



niedziela, 30 kwietnia 2017

OBSESSION w Gdańsku. Uważajcie!



Zaczynamy nabierać tempa. Mamy wielkie szczęście przyciągać głównie fajnych ludzi. Niestety, fajnym ludziom zdarzają się w Gdańsku niefajne przygody. Nie mamy na nic wpływu, ale zawsze przejmujemy się przykrościami, które czasami spotykają naszych Gości.
Ostatnio byli u nas dwaj przybysze ze Szwecji. Różnica wieku między nimi była dosyć duża, ale to przecież nie jest ważne. Mieszkają niedaleko od siebie. Starszy z nich ma dzieci bardziej wiekowe od swojego kompana, ale nie przeszkadza im to w przyjaźni. Tylko młodszy -Simon- mówił po angielsku i opowiadał nam, jak to jego przyjaciel kazał przysiąc, że nie będą się rozdzielali w Gdańsku, żeby nie utrudniać pobytu temu starszemu. (Był Bośniakiem od wielu lat mieszkającym w Szwecji. W Bośni za jego czasów nie nauczano angielskiego w szkołach.) Młody przejął się rolą, ale coś nie wyszło.
Wyszli do miasta razem, ale około 22 wrócił tylko angielskojęzyczny. Powiedział, że się pogubili i miał nadzieję, że spotka kumpla w hostelu. Nie spotkał.... Chwilę pogadaliśmy. Opowiedział nam historię, kiedy w podobny sposób miał być oparciem dla swojej mamy na wycieczce do Indii. Mama też nie mówi po angielsku i pojechała po złożeniu przysięgi przez Simona, że ten będzie zawsze obok i wesprze ją językowo w razie potrzeby. Mama, prawdopodobnie fajna, otwarta babka (jak jej synek) już na początku zaprzyjaźniła się z lokalną sprzedawczynią odzieży. Poszła do nowej koleżanki i nie było jej pół godziny. Następnego dnia zniknęła na dwie godziny. Jakoś dawała radę bez językowej pomocy syna. Kolejnego dnia zniknęła na ...osiem godzin. Simon denerwował się. Mama przepadła. Bez języka, w obcym kraju! Coś się musiało stać! Chciał dzwonić na policję. Na szczęście mama pojawiła się. Opowiedziała, że poszła do swojej hinduskiej koleżanki w odwiedziny na kawę. Ta zabrała ją później na obiad do siostry. Potem przemieściły się do koleżanki na deser. Potem jeszcze gdzieś i tak zleciało osiem godzin. Wyszło na to, że wcale nie potrzebowała asysty syna. Jak człowiek chce i ma otwarte serce, da sobie radę i jest w stanie porozumieć się wszędzie. 
Ta dygresja o mamie Simona jest nie bez przyczyny. Wrócił dość wcześnie i prowadził z nami  długą pogawędkę. Opowiadał m.in. o mamie. Wyglądał na człowieka w niezłej formie. Dlatego zdziwiliśmy się, kiedy wkrótce z jego pokoju zaczęły dobiegać odgłosy torsji. Absolutnie nie spodziewaliśmy się, że jest w tak kiepskim stanie!
Następnego dnia okazało się, że był w klubie Obsession na Długim Targu. Na 100% coś mu dosypali do drinka. Stąd ten niefajny stan. Temat w Gdańsku jest znany. Bezczelnie naciągają obcokrajowców. Niby prokuratura coś bada, niby ich obserwują, ale ciągle w serwisach pojawiają się doniesienia o kolejnych poszkodowanych.
Na koniec okazało się, że Simona nie okradli, bo chyba nie było z czego. Za to jego kolega zorientował się przed wyjazdem, że obciążyli jego kartę na 5300 EURO!!! Był załamany, ale nie miał czasu pójść na policję, bo odlatywali do Szwecji.
Orientuje się może ktoś, czy może zawiadomić o popełnieniu przestępstwa naszą policję za pośrednictwem policji szwedzkiej?
Panowie do końca mieli pecha. Spóźnili się na samolot, bo telefon Simona wyświetlał nieprawidłowo nasz polski czas. Musieli kupić nowe bilety po cenach z dnia na dzień. Nie będą dobrze wspominać naszego kraju. Nawet się nie dziwimy.

Dziewczyny z Holandii pokazały niesamowitą energię. Każdemu takiej życzymy.

Egzotyczni przybysze z Indii.

Brak słów! Fantastyczne polskie dziewczyny. Ania (po prawej) urodziła sie w Kanadzie, ale i tak jest nasza :)

Andrew - kolejny wulkan pozytywnej energii! Jego śmiech rozjaśnia nasz hostel każdego dnia.

Chienyu z Tajwanu - ciągle w drodze.

Początek spontanu na recepcji

Młodzież z Ukrainy.

niedziela, 9 października 2016

Misterium



Najważniejszym wydarzeniem ostatnich dni jest zakup biletów lotniczych. Lecimy do Azji!!!!!! Wylatujemy 9 stycznia do Bangkoku (przez Pekin). Wracamy w marcu. Nie możemy się doczekać, ale wiemy, że trzy miesiące szybko zlecą :)
Ciągnie nas do Bangkoku i dlatego po raz kolejny zdecydowaliśmy ruszyć najpierw tam. Potem się zobaczy. Chcemy na pewno odwiedzić Chiny. Co poza tym to tajemnica. Również dla nas.



Gościliśmy w naszym hostelu ostatnio trójkę Szwedów. Niesamowicie wesołe osoby. W ogóle nie odpowiadały stereotypom o zimnych Szwedach. My już dawno wiemy, że sformułowanie "zimny Szwed" w ogóle nie ma racji bytu, ale ci ostatni Goście byli wyjątkowi. Może dlatego, że przez pół roku (lato i okolice) mieszkają w Szwecji, a pół roku w Tajlandii. Poznali się zresztą w Tajlandii, wiele kilometrów od ojczyzny. Takim to dobrze :)

Pan Szwed mieszkając zawsze w ciepłym klimacie, zachował skandynawski hart ducha. Kiedy ostatnio było załamanie pogody, wichura, ulewy i ogólnie koszmar, wybrał się na zewnątrz ...boso. Zapytałam, dlaczego nie włoży butów? Powiedział, że ma dwie pary obuwia (stał przy nich), ale nie opłaca się zakładać. Nie jesteśmy zmarzlakami, ale tego dnia było naprawdę niefajnie na dworze. Prawdziwego Szweda poznasz po bosych stopach! Bez względu na aurę ;)

Chociaż wiele osób ma inny stosunek do obuwia. Niedawno gościliśmy dwóch braci - młodszy z nich był naprawdę młody (nastolatek w okresie buntu). Wstawali w środku nocy na samolot. Starszy nie mógł znaleźć swoich skarpetek (w dormie pełnym śpiących ludzi). Zdecydował się cierpieć bez skarpet. Dałam mu jakieś nasze. Z wdzięcznością i bez ceregieli włożył je. Młodszy skarpet nie zgubił, ale za to stracił mnóstwo czasu na ...... misternym tworzeniu supłów przy zawiązywaniu butów. Zawiązywał i rozwiązywał. I jeszcze raz. I znowu. I znowu. I kolejny raz. I wciąż od nowa. Starszy brat "gotował się". Czasu mało. Autobus nocny zaraz odjeżdża. A młodszy ze skupieniem i ogromnym namaszczeniem tworzył supełkowe dzieło. Mam nadzieję, że zdążyli. Myślałam, że padnę ze śmiechu! Stara już chyba jestem, bo nie potrafię zrozumieć znaczenia odpowiedniego sznurowania obuwia. Środek nocy czy biały dzień, pośpiech czy dużo czasu. Nieważne! Szyk musi być :) Żałujcie, że nie widzieliście tego misterium!



niedziela, 24 stycznia 2016

Ryba

Odwiedziły nas Kasie. Od razu cieplej :)
Nie będę już marudzić na temat zimy, chociaż muszę poinformować, że Goście ze Szwecji i Finlandii mówią, że w Gdańsku jest zimniej niż u nich. 
Wśród narzekających na ziąb byli młodzi ludzie z Hongkongu. Ich kraj należy do droższych. Przyjechali na studia do Szwecji i okazało się, że tam jest jeszcze drożej (i zimniej). Postanowili wpaść na odpoczynek do tańszej Polski. Wyszło, że jest taniej, ale za to zimniej niż w Szwecji. Biedaki! Na każdym kroku doganiają ich niedogodności tego świata!

Dopada nas niski sezon. Mamy trochę czasu, żeby pomyśleć o urlopie. Wybieramy się niebawem do Francji. Stamtąd przyjechała "nasza" Patricia i trochę nam doradza. Z Patricią nie można się nudzić. Jest osobą nietuzinkową. Bardzo nam się podoba jej otwartość i ciekawość świata. Ciągle gdzieś chodzi, poznaje ludzi. Zorganizowała już nawet w Gdańsku wystawę swoich fotografii!

Patricia zaplanowała sobie kiedyś podróż do Irlandii. Na miesiąc, z 200 euro w kieszeni. W pewnym momencie było już krucho z kasą, więc poszła na targowisko poszukać czegoś niedrogiego do jedzenia. Na stoisku z rybami zapytała, czy są jakieś resztki. Takie tam, żeby ugotować zupę rybną. Pan sprzedawca zapytał, dlaczego resztki?! I dał Patricii piękną rybę. Za darmo! Następnego dnia spotkali się przypadkiem na mieście. Pan sprzedawca zapytał, czy wszystko jest w porządku i czy dziewczyna nie potrzebuje przypadkiem kolejnej ryby? Piękny człowiek! Fajna sytuacja. Patricia ciągle opowiada nam różne przygody ze swojego życia. Jest tego tyle, że nie wiem, czy nie porzucić pisania bloga i nie napisać książki o jej życiu :)

Hongkong
Brazylia
USA


niedziela, 27 grudnia 2015

Święta


Grzesiu "Mordka" reaktywacja

Kolejne świętowanie za nami. W tym roku pokazaliśmy nasze obyczaje Gościom z Niemiec, Białorusi, Korei Południowej i Malezji. W tym ostatnim przypadku trudno nawet określić kraj. Cheng jest z pochodzenia Chińczykiem. Jest obywatelem Malezji. Aktualnie mieszka w Szwecji, do której przyjechał z Australii. Właśnie Australia była ostatnio miejscem jego stałego pobytu. Taki jest teraz współczesny świat. Wielu ludzi jest po prostu obywatelami świata.
Wracając do świąt, najbardziej nieznany był oczywiście opłatek. Potrawy wigilijne autorstwa p.Czesi wzbudziły furorę i zniknęły błyskawicznie.  Nie dziwię się :)
Po kolacji nastąpiła lekcja historii. Młodzi ludzie z zagranicy byli bardzo zainteresowani czasami sprzed 1989 roku. Poopowiadaliśmy z Papasem o absurdach minionych dziejów i sami nie dowierzaliśmy, że było tak "barejowsko". Absurd gonił absurd. Ale było minęło! Po garści opowieści o czasach komunizmu Goście udali się na Pasterkę. "Nasza" Patricia uzyskała zgodę w pobliskim kościele na zrobienie serii zdjęć w czasie mszy i zabrała ze sobą międzynarodową gromadkę. Zobaczyli coś, czego nie ma w przewodnikach.
Koreanki zostały w hostelu. Swoją drogą wyjątkowo dużo jest koreańskich Gości. Nie bardzo ogarniam, dlaczego ludzie z jakiegoś kraju wyjątkowo licznie w poszczególnych momentach zaszczycają nas swoja obecnością (poza aktualną dostępnością tanich lotów z jakiegoś miejsca). Niemniej fajnie jest pogłębiać naszą wiedzę o poszczególnych miejscach. Wiedzieliście, że w Korei człowiek w momencie narodzin ma 1 rok? W Europie mówi ktoś, że ma na przykład 24 lata, a u siebie w kraju ma lat 25. Podobne zaskoczenie mieliśmy w Tajlandii, kiedy dowiedzieliśmy się, że aktualnie mamy rok 2558 chyba albo jakoś tak. Nie nadążam :) Tak samo poziom poziom pikantności potraw. Pisałam o polsko-koreańskiej wymianie misek tydzień temu ( http://hostelik.blogspot.com/2015/12/korea-w-kamaszach.html ). Używając skali 3-stopniowej (wg Kanga) coś, co dla mnie jest niemożliwe do przełknięcia, dla nich jest to tylko medium. Papas ten poziom łyknie, ale "high" (wysoki) jest niedostępny nawet dla Papasa.  Na szczęście tradycyjne potrawy wigilijne nie wymagały takiego poświęcenia i kolejny raz z dumą zaprezentowaliśmy światu naszą pyszną kuchnię.








niedziela, 2 sierpnia 2015

Surinam i recycling

Środek sezonu. Nie wiadomo, kiedy kończy się jeden dzień i zaczyna następny. Goście przyjeżdżają i wyjeżdżają przez całą dobę. Możemy zaobserwować różne typy zachowań przy wczesnych wyjazdach. Niektórzy wolą pojechać na lotnisko już w nocy, żeby nie zrywać się wcześnie. Inni jadą w ostatniej chwili, targując się o każde 5 minut. Próbują wymusić na nas deklarację, że jeżeli wyjadą o godzinie x, to na pewno zdążą. A skąd my mamy wiedzieć, czy będą kolejki, ile bramek otworzą? Radzimy wyjechać 15 minut wcześniej, a oni pytają, czy nie wystarczy 10 minut. Walczą do końca :)
Bywa, że Goście proszą o śniadanie o trzeciej w nocy. A rekordzistami byli dwaj Chińczycy, którzy poprosili o śniadanie o trzeciej i na dodatek urządzili wielkie gotowanie w środku nocy. Postanowili wykorzystać wszystkie swoje zapasy z lodówki. Nic się nie zmarnowało. Zrobili wielkie żarcie i wielki bałagan przy okazji. Zdarzyła się też Szwedka, która wciągała alkohol w common room do godziny 2-giej. Zdrzemnęła się godzinkę i kompletnie pijana szła do taksówki. Raptem patrzę i oczom nie wierzę! Taksówkarz grzeje silniki, a ona zaczęła recycling. Segreguje plastiki, szkło, papier. Czas leci, a ona chwiejąc się, niezmordowanie rozdziela śmieci. O trzeciej w nocy. Śpiesząc się na lotnisko. Co oznacza siła nawyku! 

Ze spraw ważniejszych nadmienić muszę, że Papas szykuje nową flagę. Tym razem Surinam. Szczerze mówiąc, nie pamiętałam o istnieniu tego państwa. Surinamczyk, jak każdy obywatel tego kraju, ma też paszport holenderski. Jeżeli wszyscy Surinamczycy są tak sympatyczni, to już lubię ten kraj.




Inna ważny news - Papas ma nowego przyjaciela.




Papas w ogóle jest bardzo towarzyski i aktywny. Po prostu - w żywiole!


Zaprzyjaźnił się z dwoma Panami, którzy przyjechali ze Szwecji, ale są Irańczykami. Jeden z nich był trochę głuchy, ale mówił coś tam po angielsku. Drugi nie bardzo sobie radził z językiem, ale zawsze chętnie przytakiwał. "Urodziłeś się się w Szwecji czy w Iranie? Odpowiedź: Yes" :)
Jeden z nich został fanem polskich wiśni. Papas leciał rano do sklepu, żeby kupić mu na drogę ....6 kilogramów. Wiśnie bardzo mu smakowały, a najbardziej odpowiadał mu fakt, że są bardzo kwaśne. W życiu nie jadł kwaśnych wiśni! Wyłącznie słodkie. Co za wiśnie mają w tej Szwecji?!



Mieliśmy jeszcze innych egzotycznych Gości. Cztery Panie z Hongkongu oraz Indonezyjczycy. Nawet grupę z Węgier możemy uznać za egzotyczną, tak rzadko bywają Goście stamtąd.