Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sopot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą sopot. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 16 sierpnia 2015

Never ending taxi story



Nasi Goście wciąż potrafią obudzić w nas zdziwienie. Np. Chińczyk mówiący bardzo dobrze po polsku, który postanowił zostać przewodnikiem w Polsce.




Ostatnio gościliśmy też fajną Rosjankę, która mieszka na co dzień w Argentynie wraz z gwatemalskim mężem. Przyjechała do nas z Moskwy. Dokładniej leciała z Moskwy do Warszawy. Stamtąd autobusem do Gdańska. Przybyła wieczorem. Posiedziała z nami na recepcji i około północy poszła spać, bo musiała wstać po drugiej, żeby zdążyć na autobus do... Warszawy. A z Warszawy miała lecieć do Kijowa. Do Gdańska wpadła na chwilkę, żeby dostarczyć dwa rodowodowe szczeniaczki. Tempo oszałamiające.
Z kolei przeciwieństwem były dwie niesamowicie wyluzowane  Estonki. Rewelacyjne babki. Zajechały do hostelu z fasonem wozem transmisyjnym Telewizji Polskiej. Miały kobiety farta. Jechały autostopem i złapały od razu u siebie dwa tiry jadące z Estonii do Polski. Jedna miał miejscówkę w jednym, druga w drugim i dojechały na jeden raz od razu w okolice Warszawy. Tam zlitowali się ludzie z telewizji i podwieźli je pod sam hostel
Dziewczyny wciąż się śmiały i tak, jak niedawno opisywane Finki, każde niepowodzenie kwitowały śmiechem. Między innymi trzy noce z rzędu wracały autobusem nocnym. Za każdym razem dojeżdżały nie tak, jak chciały. Wysiadały na niewłaściwym przystanku, a i tak nic nie psuło im dobrego humoru. Przeciętny człowiek wkurza się, jeżeli ciemną nocą błądzi w obcym terenie. Ale nie nasze szalone Estonki. One miały z tego bekę i dystans do własnej gapowatości.

Odwiedza nas szalony piesek z sąsiedztwa. Jest maniakiem aportowania. Może biegać za patykiem bez końca. Kiedyś jeden z naszych Gości postanowił przetestować możliwości pieska, ale po dwóch godzinach rzucania skapitulował - Gość, nie piesek. Ostatnio piesio nie mógł znaleźć niczego stosownego do rzucania, więc przyniósł coś ...- zresztą zobaczcie sobie na zdjęciu.



I znowu mały kamyczek do ogródka "taxi never ending story".
Taksówkarz znowu orżnął naszych Gości. Jechali z Sopotu. Byli bardzo czujni, bo już słyszeli o naszych dzielnych polskich taksiarzach. Przez połowę drogi byli czujni. Nie zauważyli jednak, kiedy z 25 zł na liczniku zrobiło się 150. Musiał kierowca cwaniaczek przestawić licznik na czwartą taryfę po tym, jak zorientował się, że klienci nie kapną się w szwindlu. Szkoda, że zapłacili zamiast zawołać mnie i Papasa. Jesteśmy już wprawieni w walce mafią taksówkową i często wygrywamy. Nie jest nawet trudno przekonać ich, że kraść trzeba w sposób bardziej inteligentny. Jest trochę nerwów, ale trzeba walczyć z chamstwem i pazernością.

Desant austriacko-serbski

W ogrodzie życie kwitnie

Fajni Polacy

niedziela, 26 kwietnia 2015

Cud

Singapur
 
Nigdy w życiu nie podejrzewałabym, że od naszych Gości usłyszę opowieść gloryfikującą służby kontrolujące bilety w autobusach. Dotąd mieliśmy, niestety, niezbyt dobre mniemanie o tzw. "kanarach". Trochę nazbyt gorliwi bywali wobec turystów nierozumiejących absurdów naszego życia. Czasami było nam po prostu głupio tłumacząc naszą rzeczywistość. Bo normalnie to u nas nie jest.
Nasi Goście próbowali znaleźć w automacie biletowym coś, co funkcjonuje w normalnych krajach. Wiele przyjaznych ofert, a już na pewno jeden bilet na każdy rodzaj komunikacji miejskiej. Obcokrajowcy nie rozumieją, że potrzebują tutaj kilka rodzajów biletów, żeby przemieszczać się bez kłopotów. Mieszkańcy Trójmiasta też nie rozumieją, ale już przywykli. Odkąd pamiętam dyskutuje się na temat przyjaznych rozwiązań komunikacyjnych i ... niewiele się dzieje. Turyści nie są w stanie pojąć, że rozwiązania praktykowane od lat w wielu krajach, u nas są czymś niezwykłym.

Ale do rzeczy! Nasz chiński Gość kupił bilet na przejazd do Sopotu. Skoro chciał tam dojechać, no to jeden bilet wystarczy, prawda? Nic z tego! U nas najpierw musi kupić bilet ZTM, a później bilet SKM. Proste? W innych cywilizowanych krajach nie interesowałoby go, czym jedzie w obrębie metropolii. Tutaj trzeba być czujnym, niestety. Chińczyk sądził, że w automacie kupił bilet do Sopotu. Bilet ten miał inny rozmiar i nie mieścił się do kasownika w autobusie. Nie dał rady wcisnąć go do kasownika, więc troszkę go złożył i tak skasował. Uczciwy człowiek! Nie chciał jechać bez skasowanego biletu. Weszli kontrolerzy. Tutaj cud nastąpił! Pan kontroler zakwestionował bilet i zapytał Chińczyka, czy jest turystą. Gdy ten potwierdził, grzecznie po angielsku pouczył go, że ma niedobry bilet. Zamiast wręczyć mu mandat, pouczył, żeby kupić kolejny bilet u kierowcy. Nigdy wcześniej nie spotkałam się z takim zachowaniem kontrolerów. Szczerze mówiąc, podoba mi się. Pamiętamy opowieści innych naszych Gości, którzy po kontroli biletów wracali do hostelu bardzo zdenerwowani.

Zdenerwowany Gość zawsze może zrelaksować się na naszym ganku. Życie "gankowe" kwitnie! Towarzystwo Kiciusia gwarantowane!





Nasza królewna Ola odwiedziła nas z Davidem. Poznali się w Hostelu Mamas&Papas. To nasza najładniejsza hostelowa love story. Ich szczęście wzmacniają z pewnością miski z zupą p.Czesi.


niedziela, 7 grudnia 2014

śniadanie


Nowy image Papasa

Czas leci szybko, ale jest pewien element stały w życiu Hostelu Mamas&Papas. Chłopaki z Turcji wciąż są z nami. Przyjechali kiedyś na dwa dni z zamiarem poszukania mieszkania na czas studiów. Jakoś nie wykazywali się nadmierną aktywnością w tej dziedzinie. W końcu jeden z nich wyprowadził się. Zabrał swoje tobołki i wyniósł się do Sopotu. Trochę było nam smutno, bo polubiliśmy się. Jednak taka jest kolej rzeczy w hostelu. Ludzie przyjeżdżają i odjeżdżają. Musimy się z tym pogodzić. Hostel to nie jest dom pogodnej młodości czy starości. Ludzie przyjeżdżają na chwilę. Wieczorem około 20-tej kolega, który został, oznajmił, że Ayberk wraca i będzie za 5-10 minut. Okazało się, że mieszkanie, które miał wynająć było jedną wielką pomyłką. W związku z tym Ayberk wynajął tymczasem pokój w jakimś hotelu w Sopocie. Po opłaceniu pobytu i krótkim przebywaniu w pokoju stwierdził, że nigdzie nie jest tak fajnie, jak w Hostelu Mamas&Papas i zdecydował się spędzić tą noc u nas. Po drodze zostawił bagaż w przechowalni na dworcu w Gdańsku. Miał dwie olbrzymie walizy. Przyjechał na studia na dłuższy pobyt i trochę gratów potrzebował. Co prawda dotarł około 2:30 czyli sześć godzin później niż był oczekiwany, ale dotarł. Nazajutrz pojechał na dworzec po bagaże i ponownie zamieszkał w Hostelu Mamas&Papas. Mieszkania chyba na razie nie szuka. Bardzo nam miło, że ludzie tak bardzo lubią nasz hostel, że są gotowi ponosić dodatkowe koszty, byle być u nas. Ayberk zapłacił dodatkowo za hotel, przejazdy, przechowalnię bagażu, ale jest z nami. Miło nam :) Bardzo.....
Chłopaki z Turcji nie dość, że są bardzo sympatyczni, bardzo mało nas absorbują. Nawet na śniadanie ciężko ich zapędzić. Poza tym, że nie jedzą wieprzowiny, mało co jedzą. Nie mają kiedy :)

Dla nas to może lepiej. Mieliśmy sporo sytuacji nerwowych związanych ze śniadaniami i ludzką kreatywnością. A ta jest nieograniczona.

Któregoś dnia przygotowałam śniadanie dla 9 ludzi. Wszyscy, poza dwoma osobami, deklarowali, że będą jeść o godzinie 9-tej. Coś mnie tknęło i chwilę przed 9-tą poszłam sprawdzić, co się dzieje. Po posiłku dwóch osób ze śniadania przygotowanego dla dziewiątki został JEDEN plasterek wędliny. Nie wierzyłam własnym oczom. Owi Goście zostawili w pokoju liścik, że śniadanie było super. No, ja myślę, że super :)
Inna sytuacja. Grupa kilkuosobowa wyjeżdżała wcześnie, więc przygotowaliśmy im jedzonko do lodówki, żeby nie ruszali w dalszą drogę na czczo. Część produktów jest podawana konkretnym osobom. Część jest ogólna. Mleko, soki, kawa itp są w dużych opakowaniach. Tamci Goście zjedli swoje przydziały i zabrali WSZYSTKO co, było poza tym. Jak otworzyłam lodówkę, aż poraziła mnie ta pustka! WSZYSTKO, co dało się zabrać. Bardzo zaradne osoby :)
Poza tym drobiazgi typu:
-zamienić karteczki na talerzykach i jedna osoba wciąga śniadanie przygotowane dla dwóch i dwie muszą posilić się pojedynczą porcją
-podbieranie z cudzych talerzy wędlin czy serów
-wciągnięcie porcji innych osób, stoi (chociaż podpisane) to biorę
itd itp
Czasami bardzo bezczelnie. Kiedyś w nocy szykowałam śniadanie dla bardzo wcześnie wyjeżdżających na lotnisko.  Szwed siedzący w common room zapytał, co robię. Wyjaśniłam, że szykuję śniadanie dla kogoś. Wróciłam po kilkunastu minutach i patrzę, jogurt zniknął. Pytam obecnych (Szwed i Anglik), czy nie wiedzą, co się stało. Szwed na to, że zachciało mu się jogurtu i zjadł. Po prostu.
To jest charakterystyczne, że powyższe sytuacje nie mają narodowości. Kombinują obywatele różnych krajów. A wystarczyłoby przyjść i powiedzieć, że potrzeba czegoś. W Hostelu Mamas&Papas na głodno nie wypuścimy, ale być może czasami tak się dzieje. Może nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu wyjechało głodnych, bo ich porcjami zaopiekowali się kreatywni współspacze. Być może jest to ciemna strona hostelu :)


Tak wygląda suszarka po posiłku. Kreatywność w układaniu niewiarygodna!

Teraz obiecane foto Kiciusia w nowej chałupie.


Szczęśliwy dzień Papasa: przyjechało czworo Amerykanów pochodzenia azjatyckiego, każdy z innego kraju (Korea, Wietnam, Tajwan, Japonia)

 

sobota, 1 listopada 2014

Cuda, cuda....

Dziwna jest ta jesień. Niby już listopad, a ja ciągle ganiam komary i inne muchy i nawet takie coś wyrosło!!! Kwiatek wcale nie jesienny. Chociaż w jesiennym otoczeniu. Nawet te komary nie takie przykre, gdy uświadomić sobie, że świadczą o niespotykanie ciepłej jesieni.


W Hostelu Mamas&Papas wciąż się dzieje. Tak, jak ten kwiatek, nie odpuszczamy i nie szykujemy się do snu zimowego.
Mieliśmy ostatnio Gościa zakręconego, jak pogoda jesienią w Gdańsku. Zarezerwował pokój na parę dni i nie przyjechał. Jednocześnie byliśmy bombardowani telefonami od rodziców tego mężczyzny, którzy twierdzili, że na pewno wyjechał do Gdańska i zatrzyma się w Hostelu Mamas&Papas. Wyjechać może wyjechał, ale nie dojechał. Żal mi było zdenerwowanych rodziców, bo sama jestem mamą, ale nic nie mogliśmy poradzić. Człowiek zaginął. Mama tego Pana dzwoniła i w nocy i z samego rana, ale nie miałam dobrych wieści. Około południa cud. Pan zadzwonił! Okazało się, że wylądował w Warszawie i wsiadł do niewłaściwego pociągu. Nie wie do jakiego.  Przenocował na jakimś dworcu, ale nie wiedział, gdzie, bo nie zwraca na to uwagi. Pod wieczór dotarł do Gdańska, z 24-godzinnym opóźnieniem. Ale koleś! Na maksa zakręcony. Niesamowite, że jakoś funkcjonuje. Nic dookoła go nie interesuje. Ale ciekawy jest cel jego przyjazdu. Pan mieszka we Francji. Uległ wypadkowi, po którym chciano posadzić go na wózek nie widząc żadnej możliwości wyleczenia we Francji. W jakiś sposób dowiedział się o lekarzu w Sopocie, który czyni cuda. I nasz Gość chodzi o własnych siłach. Ten lekarz pochodzi z Rosji i ma niesamowite osiągnięcia. Fajnie, że dowiadujemy się o sytuacjach, które potwierdzają, że nie należy się poddawać, nawet w tak trudnych sytuacjach. A może zwłaszcza wtedy.
Nie tylko ten Pan wprawił nas w osłupienie. W hostelu ciągle ludzie nas zaskakują. Kiedyś jakiś człowiek chciał zarezerwować u nas pokój prywatny. Był bardzo zdecydowany. Podał wszelkie dane do rezerwacji i na koniec upewnił się jeszcze, że koszt to ..... 40zł za pokój 2-osobowy z łazienką i ze śniadaniem. Ludzie albo czytać ze zrozumieniem nie potrafią, albo rozumieją tak, jak sobie życzą. W tym czasie taka cena to była za jedno łóżko w pokoju wieloosobowym. Niewygórowana zresztą na tle innych hosteli. Pan się strasznie zdziwił, że za pokój prywatny trzeba zapłacić więcej. Oczywiście trochę się obraził, że tak drogo. W sumie za taką cenę mógł wówczas dostać miejsce pod namiot dla dwóch osób na polu kempingowym. Bez prywatnej łazienki i bez śniadania. Zresztą już się kiedyś skarżyłam ;) (http://hostelik.blogspot.com/2013/09/jesien-puka-do-drzwi.html)
Ten pan nie zdecydował się skorzystać z naszych usług. Przyjechało za to mnóstwo innych fajnych Gości.

Australia - szalone dziewczyny :)

Hiszpańska armada

Monia z wesołymi Niemkami

Papas w objęciach ze Szwecją

 Do naszego chińskiego koszyczka doszła jedna flaga. Zgadnijcie, która to?


 Chciałam Was nabrać, że talerz z obiadem Papasa jest mojego autorstwa, ale uświadomiłam sobie, że nikt nie uwierzy :(  Talerzyk jest wspólnym dziełem p.Czesi (pierogi), Papasa (cebulka) i MOIM (sałata). Czy ktoś mi wierzy? Pliiis.....


Na zakończenie: Papas przygotowywał się do Halloween. Niestety, po cukierki nie poszedł, bo strój był Idy. Cukierki poszły do innej kieszonki :)

 





niedziela, 22 września 2013

dla mojej matki przyniósł mi miskę gorącej zupy ........

Wiele zabawnych historii miało miejsce w Hostelu Mamas&Papas.  Czasami śmiejemy się bez obecności Gości. poczytajcie sobie poniżej:

“我到達的晚上下著雨,飢寒交迫,嬤嬤為我送上一碗熱湯 隔天我一大早要出門,無法配合早餐時間,媽媽仍然堅持提供早餐服務,替我準備早餐放在冰箱,隔天爸爸上班前還帶我去搭火車並告訴我這個外國人怎麼搭乘,當然可能因為當天只有我一個客人才有特別服務,不過我相信只要是合理的要求,爸爸媽媽都很樂意提供服務” 

Tak wyglądała opinia, którą zostawiła dla nas na portalu rezerwacyjnym przemiła Tajwanka. Dziwnie się składa, ale język chiński nie znajduje się w arsenale języków, których używamy w naszym hostelu. Wrzuciliśmy więc do translatora i wynurzyła się taka oto mroczna historia:

"Przyjechałem w nocy padał deszcz, zimno i głód, dla mojej matki przyniósł mi miskę gorącej zupy następnego dnia wcześnie rano, aby wyjść na zewnątrz, nie z czasu śniadanie, mama nalegała śniadań, przygotować śniadanie dla mnie w lodówce, przed pójściem do pracy następnego dnia, mój ojciec zabrał mnie do pociągu i powiedz mi, jak cudzoziemcy na pokładzie, oczywiście, prawdopodobnie dlatego, że był tylko jeden, że goście dzień mają specjalne usługi, ale uważam, że to rozsądne żądanie, mama i tata są bardzo zadowoleni świadczenia usług. "

Napisało to młode dziewczę. Faktycznie w dniu, a właściwie w nocy, kiedy przybyła, była paskudna pogoda. Siedziała chyba do trzeciej nad ranem planując następny dzień. Wstała już o szóstej, żeby zabrać się do centrum z Papasem. Odwiózł ją na dworzec, pomógł zakupić bilet, wsadził do pociągu do Malborka. Okazało się, że młoda obywatelka Tajwanu przebiła aktywnością wszystkich dotychczasowych Gości naszego hostelu. W ciągu jednego dnia, po trzech godzinach snu, zwiedziła Malbork, Gdańsk, Sopot, Gdynię. Zdążyła jeszcze na wieczorny autobus do Warszawy. Tam też miała zamiar zaliczyć wszystko w 1 dzień.  Zawsze podziwialiśmy tempo Gości z Azji, gdyż ludzie stamtąd głównie w taki właśnie sposób podróżują, ale ona zrobiła to "jeszcze bardziej".

Inny przykład z translatora, mail o temacie "zażądać":

"Dzień dobry,
Idąc do Gdańska. Chciałbym zostać z tobą na 23.12.12 do 30.12.12.
Czy numery svobodyne? Potwierdzenie muszę rezerwacje w tych numerów na Twoim druku firmowym. Nadaje wysyłane przez e-mail."

Z drugiej strony dobrze, że translatory istnieją, chociaż często tłumaczenia są kiepściutkie. Nieraz ratowały sytuacje w relacjach z Gośćmi, którzy nie mówią po angielsku albo w konwersacjach po angielsku podpowiadały słowa bardzo nietypowe. 

Nasi pierwsi Tajwańczycy


i kolejna Pani z Tajwanu
Ta Pani co prawda była z Chin, ale przecież Tajwan to tak jakby też Chiny
Flaga Hong-Kongu prosto stamtąd (też coś wspólnego z Chinami mają)


Jabłuszka z naszego ogrodu, wspomnienie lata
Popatrzcie sobie na radosne kolorki i formy, bo od dzisiaj to przez jakiś czas bedzie tylko gorzej :(
Mamas&Papas w wietnamskiej knajpie w Gdyni. W Wietnamie smakuje lepiej




niedziela, 4 sierpnia 2013

A nie mówiłam?

A nie mówiłam, że o Polakach można pisać wiecznie? Miałam dzisiaj zaplanowany inny temat, ale właśnie miałam kolejny zgrzyt z Polakami, więc się z Wami podzielę.
Wieczorem otrzymaliśmy rezerwację na dwa pokoje na dziś. Przyjechało dwoje Wenezuelczyków i dwoje Polaków. Pani z Polski była bardzo zdziwiona, że łazienki są wspólne. Ba! Była zdenerwowana! Tłumaczę Pani, że to jest hostel, tani nocleg i wspólne łazienki są jak najbardziej czymś normalnym. Poza tym, na portalu, na którym rezerwowała, jest napisane, że łazienki są wspólne. Pani na to, że nie wczytywała się, bo robiła rezerwację w drodze, rozmawiając w międzyczasie. A poza tym powinno być widoczne ostrzeżenie, że łazienki są wspólne. Kolejny raz jesteśmy winni niezadowolenia Klienta, bo ten nie czytał opisu i nie sprawdził, co rezerwuje. Dodała, że nie zauważyła, że robi rezerwację w hostelu i nie zna się na standardach hostelowych. Więc mówię, że właśnie takie są i to jest normalne, a nie łazienki prywatne. Pani przypomniała sobie, że spała w hostelu w Wenezueli i tam zawsze łazienki były w pokoju. Jak ona przepraszała tych Gości z Wenezueli! Oni nie robili żadnego problemu. Ale okazało się, że problem był. Proszę o propozycje, co byście zrobili na moim miejscu :( , bo mi ręce i nogi opadły. Pewnie dostaniemy obniżoną ocenę za to, że nie zapewniliśmy tego, czego nie mamy w ofercie. A nie mówiłam,że o Polakach można wiecznie.....
Z drugiej strony zawitała dziś również dziewczęca ekipa z południa Polski. Fajne babeczki bez pretensji do świata.
Dla urozmaicenia opowiem chwilkę o Gościach z Hongkongu.



Spotkaliśmy się z nową odpowiedzią na pytanie, dlaczego Goście przyjeżdżają do Polski. Ci przyjechali kibicować swojemu synowi w zawodach sportowych. Ranga całkiem znaczna, a mianowicie Mistrzostwa Świata Juniorów w Windsurfingu. Jeździli codziennie do Sopotu na zawody bardzo ekscytując się rywalizacją. Nam też się udzieliło. Mimo, że nie spotkaliśmy nigdy tego młodego dżentelmena, śledziliśmy w napięciu jego walkę. Wyszło całkiem nieźle. Był 19. w stawce ponad 150 zawodników. Wiadomo, prawie nasz człowiek :)
Hongkończycy (naprawdę! tak się pisze!) byli bardzo mili, codziennie Papas ucinał z nimi pogawędki. Poczęstowaliśmy ich polskim żarciem. Wygląda na to, że p.Czesia ma kolejnych wielbicieli jej talentu. Wzięli nawet przepisy. Sprezentowali nam hongkońskie przekąski. 

To z lewej było niezłe




Zaskoczyło nas, że wyglądali bardzo młodo, jak na swój wiek (sami zaczęli gadkę na ten temat). Oni zaś nie byli zdziwieni. Poinformowali nas, że Hongkończycy tak wyglądają. Są Chińczykami, ale Chińczycy z Chin starzeją się szybciej. Więc, jakbyście chcieli emigrować w tamte rejony to tylko do Hongkongu :)

Z bardzo ważnych spraw hostelu melduję, że kot ma się świetnie. Jest maskotką Gości i rozpuścił się tak, że słów brakuje.

Z Papasem kot robi, co chce

Iwan przyniósł małego jeżyka z naszego ogrodu......

...a kot chciał go zjeść :)


poniedziałek, 12 listopada 2012

Po co przyjeżdżają do Gdańska....

Nie mieliśmy pojęcia przed otworzeniem Hostelu Mamas&Papas, jak bardzo różne mogą być powody pobytu w hostelu.
Oczywiście pierwszy i podstawowy cel, w jakim przybywają do Gdańska Goście to cel turystyczny. Gdańsk jest postrzegany jako miejsce bardzo piękne. Bardzo często Goście odwiedzają Malbork, Stutthof i Sopot. Ten ostatni nie tylko jako miejsce do obejrzenia, ale przede wszystkim w celach imprezowych. Nasi taksówkarze nieźle nabijają kabzy. Nocny transport publiczny wybitnie im w tym pomaga.
Bardzo częstym powodem wizyty w Gdańsku są zakupy. Przodują w tym Rosjanie, głównie z Kaliningradu, ale inne nacje też korzystają z różnic cenowych. Pokłosiem zakupów często bywa kubeł na śmieci pełny porzuconych butów czy innych części garderoby. Tylko Pan z wędką ma później problem, co zabrać i czy na małżonkę będzie pasować.
Kolejnym powodem przybycia do Gdańska i noclegu w hostelu jest bardzo prozaiczna potrzeba znalezienia pracy. Dużo osób szuka szczęścia w odległym często dla nich  Gdańsku. Niestety, na ogół nie wiemy, czy z sukcesem, chociaż zawsze trzymamy mocno kciuki.
Zresztą, nieturystyczne powody podróży są tak liczne, że nie wyobrażaliśmy sobie tego wcześniej. Sami nocowaliśmy w hostelach wyłącznie jako turyści i stąd może nasze zaskoczenie.
Ludzie przyjeżdżają na rozmowy kwalifikacyjne, na szkolenia, na egzaminy, do pracy.
Wśród tych ostatnich był Pan, który incognito wizytował kluby go go (go-go, gogo - jak to się pisze?). Stwierdził zresztą, że te przybytki mamy kiepskie. Mówił, że za pieniądze zleceniodawcy może się pomęczyć, za swoje nigdy w życiu! Dziwił się, że nie mamy materiałów reklamujących takie miejsca i nie polecamy ich Gościom. W sumie nie pomyśleliśmy o tym. Ale może i lepiej, skoro kiepskie są.........
Dzisiaj przyjechał Gość ze Szwecji na....rozprawę sądową. Został oszukany przez polskiego developera. Sprawa toczy się w sądzie już trzy lata. Pan oczywiście nie może się nadziwić. Mówi, że w Szwecji po roku byłoby po wszystkim. No cóż, wstydziliśmy się za kolej, pocztę i inne, możemy powstydzić się i za sądy.
Byli też u nas Goście z trójmiejskim meldunkiem. Różne sytuacje, najczęściej niewesołe, zmuszały ich do szukania noclegu na mieście czyli w hostelu Mamas&Papas.
Jeszcze jedna historia.
Pojawiła się w hostelu Pani, która kiedyś u nas gościła. Tym razem przyjechała z mamą do Gdańska odwiedzić brata. Narzeczona brata kategorycznie odmówiła ugoszczenia przyszłej teściowej i szwagierki. Po krótkiej i treściwej kłótni Panie postanowiły zanocować w znanym już sobie miejscu, czyli w naszym hostelu. Nierozwiązanie konfliktu spowodowało ogromny stres i morze wylanych łez. Ale Panie były charakterne. Pojechały jeszcze raz się rozmówić i wróciły wyluzowane i zadowolone. Okazało się, że urażona narzeczona uderzyła swojego ukochanego. Tego mamusia nie wytrzymała i... oddała... narzeczonej. Wysiłek fizyczny najwyraźniej pomógł pozbyć się nadmiaru złej energii. Dziewczyny odreagowały i od tej pory miały fajny pobyt w Gdańsku.
Żeby nie było tak strasznie życiowo, dodam, że nadal większość osób przyjeżdża zwiedzać, na koncerty, na mecze.