Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaliningrad. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kaliningrad. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 20 listopada 2016

Barbara Brylska i "Kevin sam w domu"






Popatrzcie sobie, co się u nas wyprawia! Ada postanowiła odmalować pokoje (i nie tylko) w hostelu. Niski sezon jest dobrym czasem na remont, ale my jakoś nie mogliśmy się przybrać. Ada przywiozła wszystko, co potrzebne i już pierwszy pokój mamy przepięknie odnowiony. Wiem, że Ada to dama wielu talentów. Jednak nigdy nie pomyślałbym, że odsiecz dla naszych zmęczonych ścian przyjdzie z tego kierunku! Taka mała dziewczynka i taka moc !!!! Dzięki, Adusiu!
Z tego śmietnika stworzyła cudo :)




Remont remontem, życie Hostelu Mamas&Papas toczy się wolniej, ale jednak nie zamiera. Ostatnio odwiedził nas po dłuższej przerwie Denis z Kaliningradu. Bardzo fajny człowiek z otwartym umysłem. Nie mieliśmy za dużo czasu, żeby pogadać, ale jak zwykle czegoś się dowiedzieliśmy. Denis ogląda polską telewizję i polskie filmy. Opowiedział nam, że w Rosji najbardziej popularnymi polskimi artystami byli (są) Anna German, Daniel Olbrychski i Barbara Brylska, a z filmów wciąż wspomina "Czterech pancernych i psa". Pani Brylska dawno już nie udziela się zawodowo, ale ludzie z krajów byłego bloku wschodniego wciąż ją pamiętają. Zagrała w filmie, który od co najmniej 30 lat jest puszczany w rosyjskiej telewizji w Sylwestra. Film jest z 1975 roku, tytuł "Ironia losu" lub tłumaczony na "Szczęśliwego Nowego Roku". Rok w rok leci w telewizji i wszyscy oglądają bez żadnych oznak znużenia. Coś podobnego, jak w Polsce film "Kevin sam w domu", który leci na Polsacie w każdą Wigilię. 
Denis poprosił, żebyśmy doradzili mu jakiś polski serial kryminalny, sensacyjny. Nie oglądamy od kilku lat telewizji i nie bardzo potrafiliśmy mu coś zarekomendować. Może macie jakieś pomysły?

Denis. Nie znamy autora zdjęcia (przesłane do nas 2 lata temu przez bohatera fotografii).

Odwiedził nas też ponownie Marcin. Miło nam bardzo, kiedy ludzie do nas wracają.






niedziela, 7 sierpnia 2016

Wyskoki


Po paru latach działalności nie często Gościom udaje się nam zaskoczyć. "Nie często" nie oznacza jednak "nigdy". I całe szczęście! Jakże nudno by było, gdyby nie "wyskoki" Gości.
Pewnego wieczoru młodzi Holendrzy wrócili do hostelu w towarzystwie młodych dam. Było już bardzo późno, oni mieli wcześnie wstawać na samolot. Zgodziłam się jednak na krótką wizytę. Gdy minęła godzina, a panny ciągle jeszcze przebywały w hostelu, poszłam i jednym krótkim zdaniem zakończyłam spotkanie. Spodziewałam się, że będą prośby, żeby jeszcze troszkę, że zaraz za chwilkę pójdą. A tu nic z tych rzeczy! Holendrzy nawet się nie zająknęli. Natychmiast odprowadzili damy do drzwi wyjściowych i .... po trzech minutach byli w łóżkach. Panie jak niepyszne poszły. Lało jak z cebra. Ciemno i głucho. Nawet nie jestem pewna, czy mi ich było szkoda.
Inne panny miały wcześnie rano autobus do Kaliningradu. Najpierw mnie obudziły dzwonkiem, chociaż niczego ode mnie nie potrzebowały. (Poszłam spać 15 minut wcześniej). Zjadły śniadanie i poszły. Skoro już mnie obudziły, zajrzałam do kuchni sprawdzić, czy zostawiły porządek. Myślałam, że padnę ze śmiechu, gdy zorientowałam się, że sprytnie zapakowały sobie połowę jogurtów przygotowanych na śniadanie dla wszystkich Gości. Targać taki delikatny produkt w takiej ilości! Wystarczy, że jeden pęknie i piękna katastrofa gotowa. Poza tym było bardzo ciepło, a jogurt lubi być w lodówce. Nie wiem, czy z ich strony był to spryt czy głupota.
Zresztą różne rzeczy ludzie wożą. Pewna para z Polski zapytała na wejściu, czy mamy zamrażarkę. Nie mamy. Okazało się, że chcieli zakupić 17 (siedemnaście) kilogramów mięsa i zabrać ze sobą do Norwegii. Tu przynajmniej widać sens. Jeżeli wezmą żarcie z Polski, to mogą zaoszczędzić konkretne pieniądze. Mieli zresztą szczęście, bo spotkali w sklepie mięsnym życzliwą Panią, która zgodziła się przechować mięsko w sklepie i wydać im o piątej rano. Fajnie, że można jeszcze spotkać takie osoby!

Ostatnio mieliśmy falę powrotów. Najpierw zajrzała do nas Emilka, potem Ola z Davidem, Mateusz na kawalerskie. Wszyscy oni przewijali się już na tym blogu.
Emilka przeszła (na początku z Adą) Camino de Santiago. Ola wyszła za mąż za Davida, którego poznała w Hostelu Mamas&Papas. Taką oto romantyczną love story dopisało życie do naszej historii.









niedziela, 4 października 2015

Wieczór kawalerski

Październikowy dzionek
 
Cudne lato mamy tej jesieni. Bardzo nam się podoba taka aura. Maru, który przyjechał do nas z Hondurasu (NOWA FLAGA!), powiedział, że woli nasz klimat od swojego karaibskiego. Trudno nam było uwierzyć patrząc na jego ciepłą odzież. My nosimy krótkie rękawki, a on płaszcz i inne atrybuty jesiennego ubrania. Powiedział, że jak jest mu zimno, to ubiera cieplejsze rzeczy. Jak jest jeszcze zimniej, odziewa się jeszcze cieplej. Potem dorzuca rękawiczki czy inne czapki i jest dobrze. W Hondurasie żar leje się z nieba bez przerwy i nie ma jak ratować się odzieżową akrobatyką. Zimą jest 28 stopni.....w nocy. Jak spadnie do 25 ludzie czują ulgę. Jak posłuchaliśmy wywodu Maru, to chyba zaczynamy wierzyć, że nie mamy tak źle z naszym klimatem.
Maru zaskoczył nas informacją, że jako obywatel Hondurasu nie potrzebuje wizy na wjazd do Rosji. Miewaliśmy już wiele razy sytuacje, że Goście chcieli odwiedzić pobliski Kaliningrad, ale rezygnowali po zmierzeniu się z procedurami wizowymi. Przede wszystkim uzyskaliśmy w konsulacie informację, że  mówią tam tylko po rosyjsku i po polsku. W przypadku ludzi angielskojęzycznych (u nas większość) odpada możliwość osobistego stawienia się w konsulacie i spróbowania szybkiego aplikowania. Przez biura podróży trwa to ciut dłużej. Jak ktoś wpada na 3 dni do Gdańska i chciałby przy okazji wyskoczyć do Kaliningradu, to nie ma czasu na załatwienie formalności. Na dodatek trzeba by zostawić w konsulacie sporo pieniędzy.
Mimo to odnotowaliśmy ostatnio ruch na tym kierunku. Przyjechała grupa Niemców, którzy byli w Kaliningradzie. i jednocześnie pojawił się francuski zespół punkrockowy, który zmierzał właśnie tam.
Grupa Niemców wprowadziła lekki popłoch. Jak przyszła rezerwacja obstawiliśmy, że będzie to wieczór kawalerski czyli zmora wielu hosteli. Nam się jeszcze nie trafiło i ciągle żyjemy w strachu, kiedy nas to dopadnie. W napięciu czekaliśmy na napad męskiej kompanii. I doczekaliśmy. Okazało się, że owszem był to liczny męski desant, ale zamiary mieli pokojowe. Byli bardzo grzeczni. Skład grupy niby niemiecki, ale byli tam chłopacy o korzeniach polskich, rosyjskich francuskich, bośniackich i nawet chińsko-wietnamskich. Jest to chyba obecnie charakterystyczne dla Niemiec. Tygiel narodowości. Często pytamy Gości z USA, Australii czy Kanady o ich korzenie. Teraz okazuje się, że bycie Niemcem również niesie za sobą wiele genealogicznych historii.
 A propos Niemiec. Odwiedzili nas inni Niemcy - mama, tata i roczny synek. Rodzinka podróżuje na rowerach, a synek ma swój osobisty pojazd. Popatrzcie na zdjęcie. Ludzie są pomysłowi!



Francuski zespół punkrockowy

Grzeczni kawalerowie

Maru z Hondurasu spotkał się z Laurą w Hostelu Mamas&Papas po dłuższej przerwie

niedziela, 22 marca 2015

Nowa flaga

Dla Papasa wydarzeniem tygodnia była nowa flaga na naszej mapie. Bardzo rzadko ma okazję dokładać nowe trofeum i każdy nowy kraj jest świętem. Teraz na mapę wskoczyła flaga Gwatemali. Gabriel zaktywizował mocno mój hiszpański, bo język angielski nie był jego mocną stroną. Oj, dał mi wycisk! Opowiadał bardzo ciekawe historie z wielu dziedzin - od historii, geografii poprzez politykę czy geologię aż po filozofię. Zmusił mnie do maksymalnego wysiłku w zakresie używania języka hiszpańskiego, ale było bardzo ciekawie. Miałam zamiar coś opisać, ale tyle tego było, że odeślę Was do innych źródeł. Dodam tylko, że nie spodziewałam się, że o teoretycznie tak mało znaczącym kraju można było usłyszeć tyle interesujących wiadomości.



W ostatnim tygodniu mieliśmy szok, bo dopisali Goście z Rosji. Kurs rubla jest tak niekorzystny, że nie opłaca im się wpadać na zakupy, czyli dotychczasowy główny powód przyjazdów. I praktycznie nie przyjeżdżają wcale od wielu miesięcy.
Rosyjscy Goście opowiedzieli nam o polityce prorodzinnej w ich kraju. Ostatnio inny temat jest dominujący, więc z przyjemnością pogadaliśmy o dzieciach.
Mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam, ale nawet jeżeli coś opiszę nieściśle, to warto wiedzieć, że istnieją inne rozwiązania niż w Polsce.
W Rosji rodzice pierwszego dziecka dostają 100000 rubli. Do tego przez dwa lata dostają kaszę, mleko i coś tam jeszcze. Uzyskanie świadczenia nie jest trudne. Goście, którzy nam o tym opowiadali, nie należą do biednych, a pieniądze dostali.
Urodzenie drugiego dziecka to świadczenie w wysokości 450000 rubli. Plus oczywiście kasza, mleko itd.
Trzecie dziecko skutkuje otrzymaniem .......mieszkania (albo ziemi). Plus oczywiście 450 000, kasza...... Do tego bezpłatne przedszkole, wyprawki. Te pieniądze rodzice otrzymują w postaci certyfikatów. Wydać można na naukę albo na potrzeby życiowe albo na ...emeryturę dla mamy.
Sasza mówi, że w Kaliningradzie co drugi dorosły na ulicy pcha wózek z dzieckiem. Młodzi ludzie nie boją się zostać rodzicami.
Znamy na razie jedną opowieść na ten temat i na pewno pogadamy na ten temat z innymi rodzicami z Rosji. Tak czy siak w porównaniu do polskich "przywilejów" dla młodych rodziców, brzmi bardzo atrakcyjnie.



niedziela, 16 listopada 2014

Fergus i Syberia

Hitem ostatniego tygodnia był przyjazd Fergusa. 
 
Nasz Fergi kochany
 
Fergi przyjeżdżał do nas wiele razy. Po raz pierwszy w 2011 roku. Jest wnukiem zesłańca na Syberię. Jego dziadek był wywieziony jako dzieciak. Z Syberii przewieziony był do Anglii i tam już pozostał. Fergus dzielnie próbował nauczyć się języka polskiego. Szło mu nawet nieźle, ale ostatnio zrobił sobie dłuższą przerwę w przyjazdach do Polski (prawie dwa lata) i zaprzepaścił to, czego się nauczył. Niemniej pamiętał swoje ulubione słowo "oczywiście" oraz zdanie "Jestem bogiem". Swoją drogą dziwną magię ma dla Anglików wyraz "oczywiście". Pamiętacie Granta? (http://hostelik.blogspot.com/2014/08/serbia.html) On też uczył się języka polskiego i ten wyraz też najbardziej przypadł mu do serca.
Fergus przyjechał na krótko. W jego pokoju mieszkał inny Anglik - Don. Okazało się, że przylecieli tym samym samolotem. Siedzieli blisko siebie i na powrót mieli zabukowany również ten sam samolot. Chłopacy zaprzyjaźnili się. Razem spędzali czas i już się umówili na spotkanie po powrocie do Anglii. (Mieszkają w innych miastach). Takie sytuacje często zdarzają się w Hostelu Mamas&Papas. Gdyby Panowie mieszkali grzecznie w hotelu w pokojach prywatnych, nie mieliby szans na poznanie się i spędzenie razem czasu. W hostelu zawsze jest możliwość poznania kogoś interesującego albo spędzenia czasu na pogawędce z Papasem :) Dodając do tego fakt, że to tanie spanie, nic i nikt nie przekona nas, że jest lepsze miejsce do spania niż hostel.
 
Przyjaźń hiszpańsko-angielsko-rosyjska
 
Pogoda już nie rozpieszcza. Chociaż nadal kwitną wiosenne kwiatki, jest zimno i nieprzyjemnie. W tych okolicznościach przyrody zaszokował nas Denis z Kaliningradu. Na wieczornego, (a nawet wręcz nocnego) papierosa wyszedł w krótkich majtkach. Stało z nim 5 osób, wszyscy klną na wietrzycho i ziąb, a on jak gdyby to była lipcowa noc. Zrobiłam zdjęcie. Nie wyszło za dobrze (pewnie ręka z zimna mi się trzęsła), ale muszę Wam pokazać.
 
Okazało się, że Denis jest z Syberii. Przeprowadził się do Kaliningradu, ale zahartowanie pozostało. Przypomnieli się nam przy okazji liczni Szkoci, którzy przyjeżdżali późną jesienią. Tak, jak Denis, stali wieczorami spokojnie w krótkich gaciach, czasami boso, podczas gdy inni opatuleni przytupywali na rozgrzewkę.

Czas na Kiciusia. Ma aktualnie nową miejscówkę. Ada przywiozła pudło z kołdrą. Kołdra wymagała ratunku po aktywności kici Marcysi. Zastanawialiśmy się, czy oddać kołdrę do pralni, czy wywalić. Kiciuś w międzyczasie zaanektował pakunek i prawie się stamtąd nie rusza. Poduszki już nie używa.



Na koniec zdjęcie dedykowane Kóżce i Adiemu. Kiciuś przesyła Wam pozdrowienia i wyrazy tęsknoty :D




niedziela, 19 października 2014

Opowieść znad miski zupy

Nie ma to jak miska dobrej zupy. Bardzo dobrej zupy. Po prostu zupy p.Czesi. Często częstujemy Gości czymś smakowitym, zwłaszcza wtedy, kiedy Gość przybywa bardzo późno, a my akurat coś mamy. Wysłuchaliśmy wielu ciekawych historii w trakcie konsumpcji przysmaków p.Czesi.
Pojawił się u nas Andrzej z Kazachstanu. Przyjechał bardzo późno, dostał talerz ogórkowej i zaczęliśmy pogawędkę.
Andrzej jest potomkiem zesłańców z 1936 roku. Mieszka w Polsce od 5 lat. Nie tęskni do swojego kraju. Za ludźmi owszem. Chociaż jest tam coraz mniej jego bliskich. Mówi, że obywatele Kazachstanu o europejskim pochodzeniu próbują wiać stamtąd. Kazachowie są bardzo nieprzyjaźni. Mówią potomkom zesłańców, żeby się wynosili i że to ich wina, że się urodzili na nieswojej ziemi. Cóż za rechot historii!!! Wiele lat temu tysiące ludzi wywieziono w bydlęcych wagonach za jakieś urojone "winy". Skazano na poniewierkę, straszne warunki, głód i cierpienie. Teraz ich potomkowie są atakowani za to, że tam żyją. Oni chętnie zmieniliby adres, ale Polska ich nie chce. Załapać się na procedurę repatriacyjną to niemal cud. Trwa ona nawet 15 lat. W naszym kraju, gdzie marnotrawi się tyle publicznego pieniądza, nie ma środków, żeby pomóc Rodakom wyrwać się stamtąd.
A życie tam lekkie nie jest.

Po pierwsze nastawienie ludności kazachskiej.
Jest to kraj 9 razy większy od Polski, ale liczy zaledwie 17 mln. W tej chwili Kazachowie stanowią 65% ludności, ale jeszcze niedawno proporcje były dla nich mniej korzystne. W Kazachstanie mieszka 140 narodowości!!! Większość nacji to  potomkowie zesłańców. Są też imigranci zarobkowi np. z Uzbekistanu, Kirgistanu. I tradycyjnie narody pogranicza. Ale żeby aż 140!!! W życiu bym nie pomyślała.
Jest bardzo trudno o pracę. Andrzej mówił, że prędzej pracę dostanie Kazach niż ktoś o europejskim rodowodzie. Zdaje się, że tam się nie pamięta, że Europejczycy nie pchali się do Kazachstanu na ochotnika. Są tam jako ofiary strasznego reżimu. I że żyją tam od wielu lat kolejne generacje ludzi, którzy tam się urodzili i fajnie by było, gdyby nie byli traktowani jak wrogowie. Pragnę zaznaczyć, że Andrzej wielokrotnie podkreślał, że wśród Kazachów jest wiele dobrych, sympatycznych ludzi. W sumie jak w każdym narodzie. Wszędzie są ludzie dobrzy i źli, mądrzy i głupi. Czasami jedni, a czasami drudzy mają przewagę i głośniej krzyczą.

Po drugie klimat.
Wyobraźcie sobie, że amplituda temperatur w ciągu roku wynosi 80 stopni Celsjusza. Czasami nawet 100!!!! W zeszłym roku temperatura spadła zimą do minus 52 stopni. Andrzej musiał kiedyś wyjść na zewnątrz przy minus 45 stopniach. To jego prywatny rekord. Ja bym chyba umarła! Czasami ludzie siedzą nawet 2 tygodnie w domu, bo wyjść się nie da. Robią zapasy i co najwyżej po chleb wychodzą od czasu do czasu. Nawet drogi są zamykane, żeby nie ryzykować, że ktoś gdzieś utknie. I taka aura trwa od początku listopada do końca marca. Przy minus 27 stopniach dzieci z klas 1-3 nie idą do szkoły. Klasy 5-8 mają wolne poniżej minus 30 stopni. Najstarsi uczniowie z klas 9-11 zostają w domu przy minus 35 stopniach bez wiatru i 33 z wiatrem.
Kiedyś Andrzej zatęsknił za prawdziwą zima i pojechał do Kazachstanu na Sylwestra. Trochę się zapomniał i ubrał się jak ...."debil". Takimi słowami przywitali go bliscy widząc odzienie i obuwie :)
Wcale nierzadko 1  i 9 maja posypuje tam śnieg. Wiadomo jak ważne są to daty w postsowieckim państwie. Uroczystości, defilady i takie fanaberie pogody.

Po trzecie rzeczywistość.
W Kazachstanie od 1991 roku rządzi ten sam pan. Jego córka jest najbogatsza panią w kraju. Na ślubie wnuka wystąpił raper ze Stanów z najwyższej półki za 3 mln $. Pan prezydent żyje jak wszechwładny król (albo car). Ma władzę absolutną. Niemniej potomkowie zesłańców boją się, co będzie, jak umrze. Może być jeszcze gorzej. Powstrzymuje nacjonalistyczne zapędy pewnych ugrupowań. Jak tamci zaczną rządzić, może być naprawdę nieciekawie dla nie-Kazachów.
Korupcja jest niewyobrażalna. W kraju, w którym ceny są porównywalne do Polski (oprócz papierosów, alkoholu i benzyny) zarabia się około 800zł. Każdy kto może wymusza pieniądze od innych. Nic dziwnego,że ludzie zwiewają.

Żeby pojechać do Polski trzeba uzbierać dwa tysiące złotych  na samolot. Ciężko uciułać taką kasę. Ale większość marzy o podróży do Europy. Sporo polskich potomków zesłańców osiedla się w Kaliningradzie. Niby nie Polska, ale bliziutko.


Poniżej fotki dowodzące, że świat się kręci wokół zupy p.Czesi

Kazachstan
Kanada

Australia, Niemcy

Ukraina, Niemcy

niedziela, 5 października 2014

Z pieśnią na ustach

Wraz z nadejściem chłodów Gości jest coraz mniej, ale nadal przyjeżdżają ludzie bardzo interesujący. Parę dni temu Papas pilnując recepcji usłyszał utwór zespołu The Mamas & The Papas wyśpiewany przez wchodzącego Gościa. Trochę się Papasek zdziwił widząc śpiewaka, ponieważ nikogo takiego nie oczekiwaliśmy. Okazało się, że Kevin z USA owszem miał rezerwację, ale na przyszły tydzień. Papas przygarnął śpiewaka, zwłaszcza, że ten znalazł z Papasem wspólny język. Znali i lubili te same stare amerykańskie kapele.
W nocy robiłam inspekcję hostelu i w common room znalazłam człowieka, który przeniósł swoją pościel na górę i spał we wspólnym pomieszczeniu. Wezwałam Papasa na konsultacje i ustaliliśmy, że to musi być Kevin (światła nie zapalaliśmy). Zapytałam następnego dnia Kevina, dlaczego nie spał w swoim łóżku. Odparł, że w dormie miał zaszczyt mieszkać z dwoma mega chrapaczami. Jednym z nich był potężny Niemiec. Drugim - malutka, drobniutka Chinka. Spać się nie dało, więc wybrał emigrację. Czyli mamy "Symfonie-kontynuacja" http://hostelik.blogspot.com/2013/10/symfonie.html

Spiewający Kevin z Papasem
Dziewczyna z Macau nad talerzem z polskim plackiem
Pan Kiciuś błyskawicznie zasiedlił studenta z Turcji.

Odwiedził nas Aleksander z Kaliningradu. Przyjechał z kolegą, który jest dowodem na to, że świat jest mały. Panowie urodzili się i wychowali na Syberii. Znali się z widzenia. Jeszcze w dzieciństwie ich drogi się rozeszły. Spotkali się przypadkiem po dwudziestu latach..... na ulicy w Kaliningradzie. Gdzie Syberia, gdzie Kaliningrad??!! Teraz przyjaźnią się. Takie historie opowiadają Goście Hostelu Mamas&Papas.

niedziela, 8 czerwca 2014

Pani Mariola

Niedawno po dłuższej przerwie odwiedził nas Denis. Bardzo fajny człowiek. Nocuje u nas od początku istnienia hostelu. Zaimponował nam bardzo konsekwencją i postępami w nauce języka angielskiego. Pisałam wcześniej o spostrzeżeniu, że Goście z Kaliningradu na ogół nie mówią po angielsku. (http://hostelik.blogspot.com/2012/09/jezyk.html) Denis też nie mówił, ale postanowił nauczyć się. Teraz każdy kolejny jego pobyt pokazuje nam naprawdę niesamowity postęp. Zaimponował nam. Teraz przyjechał z dwoma kolegami, którzy uczą się pilnie języka polskiego. Nastąpił mały konflikt :) Każdy z nas chciał mówić w innym języku. Denis szlifuje angielski, jego przyjaciele polski, a ja chciałam pogadać po rosyjsku. Gadaliśmy więc jak w Wieży Babel. Parę zdań po polsku, kilka po angielsku, podsumowanie po rosyjsku. Najważniejsze dogadać się!
Parę dni później pojawił się Chińczyk. Zaskoczył nas pięknym "dzień dobry" po polsku. Okazało się, że od ośmiu miesięcy mieszka w Polsce i próbuje opanować naszą mowę. Dodatkowo studiuje na uniwersytecie język rosyjski. I po angielsku też mówił. Tak uzbrojony w języki może czuć się w Europie swobodnie. Ale w Hostelu Mamas&Papas spotkała go niespodzianka. Porozmawiał sobie w common room z Polką po....chińsku.
Także język polski  zaczyna być językiem uniwersalnym. Na własne oczy widziałam jak ludzie z różnych krajów porozumiewali się nie po angielsku, ale po polsku właśnie.
Chociaż czasami trudno dogadać się we własnym języku. Pamiętam takich Gości, do których nie docierało, co to jest doba hotelowa. A mówiliśmy głośno i po polsku. Państwo ci zarezerwowali pokój na 1 noc. Podali datę przyjazdu 25. I przyjechali 25-go, ale tuż po północy. Pokój nie był gotowy, bo doba hotelowa zaczyna się u nas od 13-ej. Pani Mariola strasznie się wkurzyła. Nie rozumiała, że jeżeli chciała zameldować się po północy, to jej doba hotelowa jest od 24-ego. A jeżeli zarezerwowała na 25-ego to wchodzi do pokoju od godziny 13. Pani Mariola wypaliła z nerwów pół paczki fajek i korona z głowy, niestety, spadła, że poczekała chwilę, aż wspólnymi siłami szybko przygotujemy pokój (nawet Papasa obudziłam do pomocy). Tak się obraziła, że nie chciała śniadania. Cała jej grupa zemściła się na nas za swoją niewiedzę i pojechali do Katowic głodni. A my do tej pory zastanawiamy się, płakać z tego powodu czy nie?

Przemiła grupa z Kazachstanu. Zjechali znienacka w nocy. Dzielnie pomagali ścielić łóżka dla siebie. Budzić Papasa nie było potrzeby.


Kazachowie przyjechali o 3 w nocy. Miałam przygotowane tylko dwa łóżka. Mamy zasadę, że nie ścielimy w nocy łóżek, jeżeli ktoś śpi w pokoju. Musiałam odmówić. Młodzież poprosiła chociaż o te dwa łóżka i zgodę na ustawienie gdzieś samochodu, co by reszta mogła się ułożyć. I tu stał się cud. Okazało się, że Goście w pokoju z wolnymi łóżkami nie śpią. Siedzą przy ognisku bez ognia. Szybko wspólnie zabraliśmy się za ścielenie i uszczęśliwieni Kazachowie posnęli błyskawicznie. A ich współlokatorzy siedzieli przy ognisku bez ognia do białego rana.

Hiszpanie i Włoch przy ognisku bez ognia.


Kazachowie z Papasem. Musiałam umieścić to zdjęcie, bo Papas jest bardzo dumny ze swojej nowej bluzki.
Pamiętacie ich z poprzedniego posta?
Agnieszka jest z Polski i takich Polaków oczekujemy najbardziej. Super dziewczyna!

Sezon motocyklowy w hostelu również otwarty!
Oczywiście wpis bez fotki Kiciusia nie byłby pełny.
Na deser nasza Kasia kochana. Coraz mniej ma czasu, żeby nas odwiedzać.

niedziela, 9 marca 2014

Przemyślenia

Ostatnie wydarzenia na Ukrainie i w Rosji wywołały refleksje na temat Gości z tych krajów. Jak większość obserwujących nie bardzo nadążamy za wszystkim, ale jedno wiemy na pewno. Nienawidzimy polityki i trzymamy się w Hostelu Mamas&Papas od tego jak najdalej.
Goście z Ukrainy i Rosji niczym nie ustępują przybyszom z innych krajów. Poza brakiem znajomości języka angielskiego wśród Rosjan z okolic Kaliningradu. Mamas&Papas dogaduje się, ale możliwość rozmowy z innymi nacjami są utrudnione. Zarówno Ukraińcy, jak i Rosjanie są bardzo grzeczni i kulturalni. Nawet, gdy spożywają większe ilości alkoholu, nie ma żadnych problemów. Nie zalewają łazienek. Nie stwarzają sytuacji stresowych. Można pogadać na różne tematy. Albo posłuchać. Kiedyś byłam świadkiem ożywionej, interesującej debaty przy śmietniku na tematy filozoficzne, historyczne, polityczne. Goście wyszli na papierosa i nie potrafili przerwać dysputy. Przyznam, że słuchałam z otwartą buzią i wielkim zainteresowaniem. Oczywiście zdarzyły się też kontrowersyjne opinie (np. że Alaska jest rosyjska). Poza tym przybysze z Rosji spoza Kaliningradu obgadują tych ostatnich, ale to są ich prywatne rosyjskie sprawy. Generalnie jednak przeciętny obywatel Rosji ma podobne problemy, jak obywatel Polski. Myślę, że podobne też jak Ukraińcy. Ale kogo na górze obchodzi szary człowiek. Polityka, polityka, polityka.... Nieważne czy to Rosja, Ukraina, Polska czy inny kraj, każdy chce żyć w miłości, pokoju i spokoju.
Nasz kotek bardzo lubi Gości z Rosji. Wiele osób go rozpieszcza, dokarmia, ale Rosjanie przodują. Karmią go takimi delicjami, że człowiek żałuje, że nie jest kotem.
Zresztą kotek zupełnie się rozleniwił. Nie wiem, co będzie w wysokim sezonie, kiedy będzie pupilkiem tak dużej ilości Gości. Poniżej wołowinki czy łososia nie zejdzie.

Ale dosyć polityki. Życie w hostelu jest nadal ciekawe. Nie ma wielu Gości o tej porze, ale nie narzekamy na brak interesujących ludzi. Np. szalone Anie z Warszawy. Anie były co prawda trzy w pięcioosobowej grupie, ale kto by tam wnikał w szczegóły. Dziewczyny jechały całą noc do Gdańska. Potem maraton calusieńki dzień po Trójmieście. Przenocowały. I od rana calusieńki dzień od nowa. I nocą powrót. Normalnie wypisz, wymaluj jak Goście z Azji (http://hostelik.blogspot.com/2013/09/dla-mojej-matki-przynios-mi-miske.html).

Odwiedziła nas wreszcie Ania. Bierzcie przykład wszyscy, którzy się osiągacie z  odwiedzinami. Prezenty nie są obowiązkowe.






niedziela, 5 stycznia 2014

Święta, święta i po świętach

Dzisiaj świętują ludzie obrządku wschodniego. Święta prawosławne zamykają okres świąteczny w hostelu. Mamy prawdziwy najazd Gości z Rosji, głównie z Kaliningradu. Ale nie tylko. Byli Goście z Chabarowska. Dla niezorientowanych informacja: Chabarowsk leży mniej więcej na końcu świata tzn. zdecydowanie bliżej Japonii niż Moskwy. Rosjanie nie są raczej religijni i otwarcie traktują ten czas jako możliwość dodatkowego wypoczynku, zabawy czy zrobienia zakupów w Polsce. Od 2 tygodni Rosjanie przewijają się w sposób bardzo masowy. Nie możemy narzekać, bo trafili się sami fajni.
Zresztą nie tylko Rosja przysłała do Hostelu Mamas&Papas swoich obywateli. Wspominałam już o Filipinach. Poza tym  Niemcy, Ukraina, Indie, Indonezja, Szwecja, Anglia, Norwegia, Francja, Litwa, Włochy itd. Papas ma nawet nową flagę do zrobienia. Po raz pierwszy gościliśmy mieszkańca Boliwii.
Goście wykazywali wyjątkowo dużą skłonność do integracji. Było bardzo wesoło i przyjaźnie. Nawet Goście z Rosji, którzy na ogół wolą spędzać czas we własnym gronie, aktywnie integrowali innych. Opisać nie potrafię, ale mimo, że zawsze mam więcej pracy, żeby ogarnąć rozbawione towarzystwo, bardzo lubię te klimaty.

toast angielski

toast rosyjski

Anglik  (tam na końcu) był bardzo aktywny, ale miły i prawie grzeczny

Tu jeszcze się uśmiecha.....

i podkręca tempo

Jeszcze jest dobrze..., ale potem never more vodka

Dziewczyny z Ukrainy




Piękna Maria


Nie zapomnimy szalonych Anglików. Balowali dużo, normalnie. Jeden z nich był fanem muzyki i całe noce przesiadywał w common room. Preferował The Beatles, ale i Jeff Buckley i inni muzycy grali nam długo w nocy. Najbardziej mnie wzruszył, jak słuchał Edith Piaf. Angielskie chłopisko po 30-tce i Edith Piaf! Zresztą nie tylko to mnie zdziwiło. Panowie Anglicy nie zapijają i nie zakąszają wódki. Stawia ich to naprawdę wysoko w hierarchii.
Ostatnia ich noc była naprawdę trudna. Jeden zachorował, chociaż na zdjęciach jest taki witalny :)  Drugi aktywnością przebijał wszystkich. Byłam pewna, że nie wstaną na samolot. Bardziej niż pewna. I co? I nic! Wstali, chociaż w ostatniej chwili. I jeszcze przytulanki i uściski. I znowu. A co?! Samolot nie zając!

A propos zająca. Muszę Was poinformować, że znowu byłam w kuchni! Normalnie, sama sobie nie wierzę! Ada przekonała mnie, żebym zrobiła kultową sałatkę z tuńczyka. Jak wiecie, tuńczyk, jest "tradycyjną" polską rybą na świątecznym stole ;) Ale  co mogę zrobić, skoro moja sałatka jest taka słynna (prawda Michał?) Aż dziw bierze, że taka kuchenna sierota jak ja, ma fanów na parę potraw. Swoją sławę znoszę z godnością, ale na wszelki wypadek nie próbuję sił w kuchni zbyt często.

oto ona


szykowanie, szykowanie

Potem opłatek i tłumaczenie Andrejowi z Ukrainy, o co chodzi. Jak zwykle bywa z obcokrajowcami, nie słyszał nigdy o takim obyczaju.


Ale przytulić się do ładnej dziewczyny zawsze miło.
Przy okazji pozdrawiamy wszystkich naszych Przyjaciół, czytaczy bloga i nie tylko, i życzymy wszystkiego szczęśliwego w Nowym Roku!!!