Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Turcja. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 czerwca 2017

Boli mnie ząb!

Nie mam siły pisać. Boli mnie ząb. Chciałam poszukać pomocy. Jedna z opcji mówiła, że zapłaciłabym 180 złotych za diagnozę plus koszt leczenia. Inna opcja proponuje znośne ceny za leczenie, ale wymaga zapłacenia 250 złotych za dojazd pana doktora. Dziękuję bardzo! Zrezygnowałam, ale pisanie o życiu naszego hostelu zostawię sobie na przyszły tydzień.

 
p.Czesia i Kathleen
Amerykanka ma polskie korzenie i jest zachwycona Polską. Z dzieciństwa pamięta "sniki", które smażyła jej mama. Chodzi oczywiście o naleśniki. 


Młodzież polska przed koncertem Guns N'Roses

Młodzież śląska przed koncertem

Plecak australijskiego globtrotera....

... oraz globtroter


Szalona Justyna. Przyjechała na koncert na spontanie. Nie miała żadnego bagażu. Kiedy zadzwoniła po koncercie z zapytaniem o miejsce do spania, od razu zapytała o możliwość zniżki. Miała tak miły głos, że zgodziłam się bez wahania. Justyna poszła z koncertu do dworca w Gdańsku na piechotę i stamtąd wzięła taksówkę. Taksiarz "orżnął" ją dokładnie na kwotę (sporej) zniżki. Kolejna taxi story.


Arpan z USA

Para z Niemiec, którą "znienawidziliśmy" za liczne podróże do Azji.

Yuan z Chin i Nesrin z Turcji

Tak śmiejących się bez przerwy Gości nie było u nas już dawno. Przemiłe Czeszki mówiły do nas tylko w swoim języku i dało się dogadać

Polscy rowerzyści nie gorsi od zagranicznych.


niedziela, 19 czerwca 2016

No problem!

W Hostelu Mamas&Papas panuje na ogół fajna atmosfera. Przyjeżdżają do nas ludzie z całego świata. Różne kraje, kultury, religie. Goście opowiadają nam ciekawe historie. Spędzamy razem dużo czasu. Jest ciekawie i wesoło.







W tym wszystkim co jakiś czas pojawia się jakaś osoba czy wydarzenie, które burzą nasze sielskie nastroje.
Takim przykładem był nasz kolejny workaway'er . Wśród naszych pomocników dominowali zdecydowanie ludzie fajni i bardzo fajni. Teraz miało być inaczej.
Przyjechał młodzieniec, który przedstawił się jako Stefan i niepytany powiedział, że ma pochodzenie niemiecko-włoskie. Nie było to dla nas istotne, ale skoro chciał się pochwalić "no problem". Przybył w piątek. Mówiłam mu, żeby pojawił się w niedzielę, bo nie mamy żadnych wolnych łóżek w weekend i nie możemy mu zaoferować dachu nad głową. Odrzekł, żebyśmy się nie kłopotali. On sobie poradzi. Powtórzyłam, że nie mam dla niego miejsca do spania. On powtórzył, że "no problem".
W dniu przyjazdu wieczorem, zapytał, gdzie... mógłby spać? Zdumiona przypomniałam mu, że przecież przez dwa pierwsze dni nie mam dla niego miejsca i on o tym wie. Odrzekł "no problem" i zapytał, czy może kimnąć się w common room. Trochę już zirytowana, powiedziałam, że NIE. Miał trochę szczęścia, bo przyjechał Adi z namiotem i zaproponował mu tą miejscówkę, ale TYLKO NA JEDNĄ NOC. Stefan poszedł spać. Siedziałam tej nocy długo i około trzeciej słyszę i widzę, że jegomość ładuję się do hostelu z poduszka i kołdrą. Pytam, co on wyprawia? On na to, że mu w namiocie za wilgotno i idzie spać do .... common room. Zjeżyłam się i powtórzyłam głośno, wolno i wyraźnie, że mówiłam mu, że tam nie może spać, bo zaraz ruszają wczesne śniadania dla ludzi odjeżdżających wcześnie na lotnisko. Poza tym mówił, że "no problem", że nie mam dla niego miejsca i niech wreszcie przestanie nas dręczyć! Grzecznie przeprosił i wycofał się do namiotu. Prawdopodobnie wykombinował, że o tej porze będę już spać i spokojnie przemknie się do budynku.
Następnego wieczoru znowu zapytał, gdzie może spać. Po raz kolejny mówię, że przecież noclegu na pierwsze dwie noce nie zapewniamy. Że uparł się zacząć wolontariat wcześniej i że NO PROBLEM! Odrzekł, że spoko, on tą kolejną noc prześpi w namiocie. NIE! To namiot Adiego i było powiedziane, że udostępnił tylko na JEDNĄ noc! Tej nocy Adi sam go potrzebował. Stefan wymówił swoje "no problem" i postanowił na wieczór udać się gdzieś.
Rano znaleźliśmy go  w łóżku ....... w dormie. Jeden z Gości wyjeżdżał wcześnie na samolot. Stefan gdzieś coś usłyszał i bez naszej wiedzy i zgody wlazł do pokoju. Najpierw obudził o szóstej Adiego w jego namiocie żaląc się, że mu zimno i zmęczony. Stoi od dwóch godzin pod hostelem i tak mu źle! 
Wkurzył nas tą samowolką, ale pozwoliliśmy mu odespać. Potem zdecydowaliśmy, że nie chcemy takiego osobnika w hostelu. Zwłaszcza, że inni Goście zaczęli na niego narzekać. Nie polubili go i zdecydowanie wyrazili swoją dezaprobatę. Nie potrzebujemy do pomocy w hostelu kogoś, kogo Goście nie akceptują i stwarza wciąż problemy.
Kiedy Papas poinformował go o naszej decyzji, zaczął się wykłócać, że on nic złego nie zrobił! Było mu zimno stać pod hostelem. Że ławka w ogrodzie była mokra. Przepiękne "NO PROBLEM"! Poza tym dyskryminujemy go za to, że jest .... Turkiem.
To też było dziwne. Powiedział, że jest włosko -niemieckim Stefanem. Poprosiłam go po przyjeździe o paszport. Ociągał się wyraźnie. Kiedy zapytałam o paszport po raz drugi, znowu się ociągał, ale wreszcie podał. W niemieckim paszporcie nie było żadnego Stefana. Tureckie imię i nazwisko. Mieliśmy workaway'ów z całego świata, z pięciu kontynentów. Naprawdę, nie mamy żadnych uprzedzeń! Nie ma dla nas żadnego znaczenia narodowość. Liczy się człowiek. I tylko człowiek! Gadanie, że dyskryminujemy kogoś ze względu na cokolwiek, bardzo nas obraża! Bardzo!!!
Przy wyjściu przyszedł do mnie życzyć mi szczęścia. Poinformował mnie też, że jest buddystą i zakomunikował, że to, co mu zrobiliśmy, to zła karma i los nas pokarze. Jesteśmy bardzo niekulturalni, że obudziliśmy go w ten sposób. Rzeczywiście! Daliśmy mu odespać, dostał śniadanie i jeszcze nas niemal od chamów wyzywa. Papas nie był świadkiem tych serdeczności, bo czekał na zewnątrz z tobołami tego gamonia. Stefcio miał kilkadziesiąt kilogramów klamotów. Papas (ten zły Papas) pomógł mu zanieść to na przystanek. Nasz biedny poszkodowany zaczął po drodze również Papasowi wygrażać złą karmą. Ostatecznie nie ma go u nas i wszyscy odetchnęli z ulgą.
A karma? Od jego wyjazdu wyjątkowo mocno nam sprzyja :)

Chociaż ostatnia wichura może temu trochę przeczyć :)




Następnego dnia jednak było jak zawsze - słonecznie i kolorowo.






Nasz nowy kącik  cieszy się ogromna popularnością. I słusznie!






W takich okolicznościach rodzą się talenty! Nasza Andrea zaraz odjedzie :( Szkoda! Bardzo fajna workaway'ka. Tak inna niż Stefan!

Jeszcze trochę natury.



niedziela, 29 maja 2016

Nigdy nie należy się poddawać

Kolejny raz zakwitły u nas piwonie. Jest to znak ostatecznie potwierdzający, że sezon w hostelu też kwitnie.


Już prawie dwa tygodnie nie ma Timiego, a my ciągle wspominamy jego pobyt. Liczymy na to, że jak nas odwiedzi będzie gotowa nasza "buda". Pisałam o tym niedawno ( http://hostelik.blogspot.com/2016/05/katastrofy.html)
Nasi dzielni fachowcy "grzebią się" już trzeci tydzień. Miało być zrobione w jeden tydzień. Musimy przyznać, że stanowią wielką atrakcję dla naszych Gości. Liczni obcokrajowcy obserwują "postęp" prac i cmokają ze zdumienia. Nie mieści się im w głowach organizacja pracy, pomyślunek (a raczej brak) i tempo pracy. W sumie nam też się nie mieści ;) 
Zostawmy na razie naszych dzielnych majstrów. Wiele się dzieje w Hostelu Mamas&Papas nawet bez pomocy polskich fachowców.






Ciekawą przygodę miał młody Turek. Wyszedł na kolację do miasta i planował grzecznie wrócić na noc. Wrócił następnego dnia, prosto na śniadanie. Takie przypadki nie są niczym nadzwyczajnym, ale jego  sytuacja była inna. Chłopak zgubił plecak z paszportem, okularami i wszelkim dobrem. I jak to bywa w takich momentach, nie miał zielonego pojęcia, jak i kiedy to się stało. Troszkę się załamał, bo nie miał za dużo czasu, a bez paszportu nie mógł wrócić do Finlandii (gdzie mieszkał). Jego determinacja w poszukiwaniach była zrozumiała, ale też godna podziwu. Rano poszedł pochodzić po starówce w nadziei, że coś sobie przypomni. Przypadkiem spotkał ludzi, których poznał poprzedniego dnia. Spędził z nimi nocny czas. Oni opowiedzieli mu, gdzie byli. Przeszli wspólnie trasę z poprzedniej nocy. Na szlaku był m.in. sklep nocny z monitoringiem. Tam stwierdził, że plecak miał jeszcze na plecach. Doszli do jakiegoś hostelu. Ponieważ Turek po pijaku przebywał tam nielegalnie, nie spotkał się z życzliwością w poszukiwaniach. Ale ostatecznie w innym hostelu odnalazł swoją zgubę! Widzicie?! Nigdy nie należy się poddawać i nawet w sytuacjach wyglądających beznadziejnie, trzeba próbować szczęścia :)



niedziela, 13 marca 2016

Coś tu śmierdzi

Wiosna jeszcze dosyć niemrawa, ale w hostelu jest już gwarniej. Ludzie chętniej wyruszają z domów. Mieliśmy już nawet przykład szalonego spontanu. Młodzi ludzie z Zakopanego postanowili wyskoczyć na chwilę do Gdańska. Jechali samochodem przez całą Polskę na jeden zaledwie dzień. To już ewidentny objaw wiosny i budzenia się ludzi z marazmu zimowego.
Sporo życia wniosła w mury Hostelu Mamas&Papas wielonarodowa grupa studentów-erasmusów z Poznania.




Grupa liczna i mocno zaangażowana w życie towarzyskie. Mimo lekkiego chwilami podejścia do życia, widać było, że wiele z tych młodych osób ma dobrze poukładane w głowach. Podobały mi się tematy ich rozmów, których strzępy do mnie dobiegały. Najbardziej utkwiła mi w głowie ich dyskusja na temat odpowiedzialności ich krajów za przeszłość. A to Francuzi byli atakowani za Afrykę Północną czy Azję, a to Portugalczycy za Brazylię. W ostatecznym rozrachunku wychodziło, że jest to młodzież myśląca i krytyczna (co w dzisiejszych czasach nie jest takie oczywiste). Bardzo emocjonują się też aktualną sytuacją związaną z imigrantami. Turecka część grupy opowiada, jak to widać z tamtego miejsca. Jeden z Turków powiedział, że jego najlepszy przyjaciel jest Ormianinem. Patrząc na kontekst historyczny i aktualne relacje między Turcją i Armenią, przyjaźń ta wygląda bardzo pozytywnie. Ogólnie bardzo ciekawie było.
Jednak codzienność bardzo szybko dopadła dopadła dyskutantów w polskim pociągu. Konkretnie w naszej kolejce miejskiej zwanej dumnie SKM.
Jechali z Gdyni Głównej do Gdańska Głównego. 13 osób. Nie zdążyli kupić biletów w kasie i zakupu dokonali w pociągu. Dziwna sprawa! Osiem osób kupiło bilet za 15,68 złotych dla wszystkich. Kolejne cztery osoby zapłaciły 21 złotych. Ciekawe! Osiem osób płaci mniej niż cztery. Wisienką na torcie był zakup dla jednej osoby, która zapłaciła 44 złote. Czy ktoś jest w stanie znaleźć wytłumaczenie, jak to jest możliwe? Wszystko odbywało się w tym samym pociągu i na tej samej trasie.
Bardzo ciekawie wyglądały bilety. Ośmioosobowa grupa ma bilecie napisane, że jadą z Gdyni ..... Chyloni, a więc jadąc najdłuższą trasą płacą najmniej. Osoba płacąca najwięcej, ma bilet wypisany z ... Sopotu. Czyli jedzie nie dość, że w pojedynkę, to jeszcze najkrótszą trasą i płaci duuuuużo więcej niż pozostali.
Dla niezorientowanych: Z Gdyni Chyloni do Gdańska Głównego jest 26 km, z Gdyni Głównej 21, z Sopotu 12.
Coś tutaj śmierdzi. Nikt nie zapłacił tyle, ile wynikało z taryfy opłat. Czyżby jacyś przebierańcy okradali podróżnych?
W imieniu Gości i na ich prośbę będziemy interweniować w SKM, ale na dzień dzisiejszy nie potrafimy tego zrozumieć. Po prostu, coś tu śmierdzi! A może Wy macie jakieś pomysły?





niedziela, 14 grudnia 2014

Ale wstyd!

Na froncie przyjaźni polsko-niemiecko-tureckiej bez zmian. Nasi tureccy Goście dalej bez powodzenia poszukują lokum. Chociaż w zasadzie to jeden z nich nie jest zbyt aktywny na tym polu. Drugi jak najbardziej szuka. Nie obyło się bez niemiłych sytuacji. 3-4 razy wynajmujący wycofali się na wieść, że jest Turkiem. Nawet zdarzyło się, że umówiony właściciel nie przyszedł, a nasz biedaczysko stał na śniegu i wietrze (taka akurat paskudna pogoda była). Widać było, że jest mu przykro. A nam po prostu wstyd za naszych rodaków. Nie widzieli człowieka na oczy, ale od razu łatkę przypięli. Pielęgnujemy stereotypy, a sami oburzamy się się, jak nas wrzucają za granicą do jednego worka z pijakami, brudasami i złodziejami. No bo kto z Was zgadza się się z opinią, że jest pijakiem, złodziejem i burakiem (no paru pijaków jest :) ). A tak właśnie określa Polaków stereotyp.
Raz udało się Ayberkowi umówić na oglądanie mieszkania. Wrócił ubawiony. Nie wiemy, gdzie to było, ale chata była bardzo ciasna. Wyglądało to na standardy gomółkowskie. Zamiast kuchni była wnęka w przedpokoju i w zasadzie zaraz z tej "kuchni" było wejście do łazienki. W łazience ciasnota była taka straszna, że trzeba wynosić pralkę, żeby się wykąpać! Jak można tak zaprojektować mieszkanie!
Ostatecznie znalazł lokum. Wynajął mieszkanie od pana bardzo lubiącego Turcję i Turków. Ufff!
Ayberk jest bardzo sympatycznym i wesołym młodzieńcem. Całe szczęście! Może łatwiej mu znieść
rasizm i inne niedogodności. Opowiadał, że pobyt w Polsce rozpoczął od Łodzi. Przyleciał wieczorem i poszedł na Piotrkowską coś zjeść. Spotkał takich kolesi na swojej drodze, że zdecydował się jak najszybciej wyjechać do Gdańska. Mówił, że starsi ludzie byli ok, ale młodzi, niestety, nastawieni byli nieprzyjaźnie i sygnalizowali agresję.
Jakby było mało kłopotów, doganiają ich problemy z codziennością. Turcy na ogół nie jedzą wieprzowiny. Wyobraźcie sobie, że kiedyś chciałam kupić wędlinę drobiową zamiast tradycyjnej. Czytałam w sklepie z panią ekspedientką etykiety wszystkich drobiowych wyrobów i okazało się, że w KAŻDEJ było chociaż troszkę elementów wieprzowych. Czasami całkiem sporo. Po prostu SZOK!
Ciężko ogarnąć nową rzeczywistość. Obcy kraj, inny język, ludzie, kultura. Nawet pogoda nic a nic nie przypomina Turcji. Z drugiej strony trochę za mało śmiało próbują odnaleźć się w nowej rzeczywistości. Np. nie dopytali się o komunikację i bilety. Biedaki jeździli w najdroższym wariancie. Zamiast zapłacić 7,60 za podróż tam i z powrotem, płacili 15,20. Niezła przebitka. I tak codziennie. Ależ łapali się za głowy z rozpaczy, jak się dowiedzieli, ile kasy puścili w błoto.
Ciężkie jest życie człowieka na obczyźnie, ale na pewno chłopaki ogarną wreszcie naszą polską rzeczywistość.
A moja rzeczywistość jest bardzo kolorowa. Znowu miałam wychodne! Już trzeci raz w ostatnim półroczu. Zdobyłyśmy z Adą starówkę. Pikawa była nasza.

Zestaw rozgrzewający

Żywa malina!!! Cudo!!!

Pierwsze selfie Ady

niedziela, 7 grudnia 2014

śniadanie


Nowy image Papasa

Czas leci szybko, ale jest pewien element stały w życiu Hostelu Mamas&Papas. Chłopaki z Turcji wciąż są z nami. Przyjechali kiedyś na dwa dni z zamiarem poszukania mieszkania na czas studiów. Jakoś nie wykazywali się nadmierną aktywnością w tej dziedzinie. W końcu jeden z nich wyprowadził się. Zabrał swoje tobołki i wyniósł się do Sopotu. Trochę było nam smutno, bo polubiliśmy się. Jednak taka jest kolej rzeczy w hostelu. Ludzie przyjeżdżają i odjeżdżają. Musimy się z tym pogodzić. Hostel to nie jest dom pogodnej młodości czy starości. Ludzie przyjeżdżają na chwilę. Wieczorem około 20-tej kolega, który został, oznajmił, że Ayberk wraca i będzie za 5-10 minut. Okazało się, że mieszkanie, które miał wynająć było jedną wielką pomyłką. W związku z tym Ayberk wynajął tymczasem pokój w jakimś hotelu w Sopocie. Po opłaceniu pobytu i krótkim przebywaniu w pokoju stwierdził, że nigdzie nie jest tak fajnie, jak w Hostelu Mamas&Papas i zdecydował się spędzić tą noc u nas. Po drodze zostawił bagaż w przechowalni na dworcu w Gdańsku. Miał dwie olbrzymie walizy. Przyjechał na studia na dłuższy pobyt i trochę gratów potrzebował. Co prawda dotarł około 2:30 czyli sześć godzin później niż był oczekiwany, ale dotarł. Nazajutrz pojechał na dworzec po bagaże i ponownie zamieszkał w Hostelu Mamas&Papas. Mieszkania chyba na razie nie szuka. Bardzo nam miło, że ludzie tak bardzo lubią nasz hostel, że są gotowi ponosić dodatkowe koszty, byle być u nas. Ayberk zapłacił dodatkowo za hotel, przejazdy, przechowalnię bagażu, ale jest z nami. Miło nam :) Bardzo.....
Chłopaki z Turcji nie dość, że są bardzo sympatyczni, bardzo mało nas absorbują. Nawet na śniadanie ciężko ich zapędzić. Poza tym, że nie jedzą wieprzowiny, mało co jedzą. Nie mają kiedy :)

Dla nas to może lepiej. Mieliśmy sporo sytuacji nerwowych związanych ze śniadaniami i ludzką kreatywnością. A ta jest nieograniczona.

Któregoś dnia przygotowałam śniadanie dla 9 ludzi. Wszyscy, poza dwoma osobami, deklarowali, że będą jeść o godzinie 9-tej. Coś mnie tknęło i chwilę przed 9-tą poszłam sprawdzić, co się dzieje. Po posiłku dwóch osób ze śniadania przygotowanego dla dziewiątki został JEDEN plasterek wędliny. Nie wierzyłam własnym oczom. Owi Goście zostawili w pokoju liścik, że śniadanie było super. No, ja myślę, że super :)
Inna sytuacja. Grupa kilkuosobowa wyjeżdżała wcześnie, więc przygotowaliśmy im jedzonko do lodówki, żeby nie ruszali w dalszą drogę na czczo. Część produktów jest podawana konkretnym osobom. Część jest ogólna. Mleko, soki, kawa itp są w dużych opakowaniach. Tamci Goście zjedli swoje przydziały i zabrali WSZYSTKO co, było poza tym. Jak otworzyłam lodówkę, aż poraziła mnie ta pustka! WSZYSTKO, co dało się zabrać. Bardzo zaradne osoby :)
Poza tym drobiazgi typu:
-zamienić karteczki na talerzykach i jedna osoba wciąga śniadanie przygotowane dla dwóch i dwie muszą posilić się pojedynczą porcją
-podbieranie z cudzych talerzy wędlin czy serów
-wciągnięcie porcji innych osób, stoi (chociaż podpisane) to biorę
itd itp
Czasami bardzo bezczelnie. Kiedyś w nocy szykowałam śniadanie dla bardzo wcześnie wyjeżdżających na lotnisko.  Szwed siedzący w common room zapytał, co robię. Wyjaśniłam, że szykuję śniadanie dla kogoś. Wróciłam po kilkunastu minutach i patrzę, jogurt zniknął. Pytam obecnych (Szwed i Anglik), czy nie wiedzą, co się stało. Szwed na to, że zachciało mu się jogurtu i zjadł. Po prostu.
To jest charakterystyczne, że powyższe sytuacje nie mają narodowości. Kombinują obywatele różnych krajów. A wystarczyłoby przyjść i powiedzieć, że potrzeba czegoś. W Hostelu Mamas&Papas na głodno nie wypuścimy, ale być może czasami tak się dzieje. Może nawet nie zdajemy sobie sprawy, ilu wyjechało głodnych, bo ich porcjami zaopiekowali się kreatywni współspacze. Być może jest to ciemna strona hostelu :)


Tak wygląda suszarka po posiłku. Kreatywność w układaniu niewiarygodna!

Teraz obiecane foto Kiciusia w nowej chałupie.


Szczęśliwy dzień Papasa: przyjechało czworo Amerykanów pochodzenia azjatyckiego, każdy z innego kraju (Korea, Wietnam, Tajwan, Japonia)

 

niedziela, 30 listopada 2014

Tureckie chłopaki


Takie dzieła tworzy Papas. Prawie codziennie.

Zaczyna lekko mrozić. Nasze biedaki z Turcji cały czas mają nadzieję, że to maksimum zimna, jakie spotka ich w Polsce. Trudno im sobie wyobrazić, że może być zimniej i to na dodatek przez kilka miesięcy. Panowie przyjechali do Polski na studia i jeszcze pewnie nie jeden koszmar pogodowy zaliczą. Póki co, chłód nie odstrasza ich od imprezowania. Mówili, że idąc z polskim znajomym (który był w naszym hostelu) spotkali w nocy na starówce .... Papasa. Zobaczyli go z daleka i podbiegli z radosnym "hello". Okazało się, że to ktoś bardzo podobny i wszyscy trzej pomylili się. Z jednej strony to ciekawostka, że Papas ma sobowtóra, a drugiej... no, nie wiem, może Papas prowadzi podwójne życie. Wie ktoś coś na ten temat?
Wydawało nam się, że imprezowy tryb życia Turków wynika z ich usposobienia. Okazało się, że nie do końca. Owszem podoba im się, że Allah nie zagląda tak daleko, ale ich przedłużający się pobyt ma przyczyny gdzie indziej. Jeden z nich zapłacił 1660 euro jakiejś agencji, która organizować ma jego przeniesienie się do Gdańska, w tym formalności związane z zapisaniem się na studia i mieszkanie. O to mieszkanie wszystko się rozbija. Nic mu nie znaleźli i poza tym po prostu nie odbierają telefonów. Chłopak siedzi w naszym hostelu i nie wie, co robić. Z jednej strony zapłacił tyle kasy, że mógłby oczekiwać, że zostanie obsłużony do końca jak należy. Z drugiej, ile można czekać?! Dzisiaj zlitowała się nad nim nasza Monia "Dobre Serduszko" i postanowiła pomóc mu znaleźć jakieś lokum. Bezinteresownie i od serca. Taka jest nasza Monia! Drugi kolega ma gdzie się wyprowadzić, ale nie chce porzucać znajomego w trudnej chwili, więc został z nim. I nawet poświęca się bardziej! Chodzi z nim na imprezy. Pamiętajcie! Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie!

Sojusz turecko-niemiecki
 Trzymamy kciuki za chłopaków i mamy nadzieję, że będzie im się dobrze żyło w Polsce. Niestety, miewaliśmy w przeszłości sygnały od naszych Gości o rasistowskich zagrywkach, których byli świadkami w Polsce. Ciągle jednak zbyt wiele kibolskich debili snuje się po polskich miastach. Chociaż nie tylko ksenofobiczne nazistowskie typki zatruwają życie obcokrajowcom z nieco odmienną karnacją. Był u nas jakiś czas temu chłopak z Iranu. Nie ma zamiaru wracać do ojczyzny. Podoba mu się w Polsce. Ma dziewczynę stąd. Rzucił islam i zajada wieprzowinę. U siebie w kraju nie miałby odwagi, ale wyjechał i z ulgą pozbył się tego balastu. Jak był pogrzeb śp. Lecha Kaczyńskiego smutni panowie "przetrzepali" go i wszystkich śniadych kolegów w akademiku w obawie przed zamachem w czasie uroczystości. Rozumiem, że są pewne procedury, ale takie wybiórcze "trzepanie" nie pasuje mi do kraju, który rzekomo jest tolerancyjny i otwarty.
Zima nastraja mnie chyba zbyt poważnie. Dla rozluźnienia atmosfery chciałam zameldować, że Papas własnoręcznie wybudował dom dla Kiciusia. Prawdziwe dzieło sztuki budowlanej! Kiciuś to ma szczęście, że ma Papasa! Architektura pierwsza klasa, jak wszystko, czego dotknie się Papas :)
Na zdjęcie poczekajcie. Za zimno na sesje fotograficzne.

Taką kawusią rozgrzewamy się w zimowe wieczory. Chłopaki z Turcji wożą ze sobą wszystko, co jest potrzebne do zaparzenia PRAWDZIWEJ tureckiej kawy. Nawet filiżaneczki mają ze sobą. Kawa pierwsza klasa!
"Mordka"- najlepszy przyjaciel Kiciusia (albo może odwrotnie)
 

niedziela, 23 listopada 2014

Nasza zima nie jest zła

Wszyscy odnosimy wrażenie, że zima jednak nadchodzi. Martwimy się o naszych Gości z ciepłych krajów, bo bardzo ciężko znoszą najmniejszy przejaw chłodu. Do Hostelu Mamas&Papas przyjechali dwaj młodzieńcy z Turcji. Będą mieszkać i studiować w Gdańsku. Na razie szukają mieszkania. Pierwszego dnia jeden z nich zwierzył się, że ostatnie dwa lata mieszkał na Filipinach. Przez ten czas ani razu nie miał na sobie niczego z długim rękawem. A teraz przyjechał do Polski i trafił na zimę. Zapytałam, czy wie coś o polskiej zimie. Odparł, że widzi, że nie jest lekko. Poinformowałam go, że to co teraz mamy w Gdańsku to żadna zima, tylko wyjątkowo ciepły listopad. Nie ukrywam, podłamałam człowieka. Był pewny, że te 8 stopni na plusie to apogeum zimna i gorzej być nie może. Mieliśmy wielu Gości z Turcji i na ogół narzekali na temperaturę (poza latem oczywiście). Razem ze zmarźluchem mieszka jego kolega. I ten zafundował nam mega zaskoczenie. Ubraliśmy z Papasem jakieś kufajki (listopad ciepły, ale jednak nie jest to lato) i poszliśmy na papierosa. Spotkaliśmy przed domem Turka stojącego na luzie w koszulce z KRÓTKIM  rękawem. Zbaranieliśmy! Turek niczym Szkot albo mieszkaniec Syberii stał nieporuszony i twierdził, że nie jest chłodno. Wyciągnęliśmy z niego (bez tortur), że służył w armii i przebywał w rejonach, gdzie bywało minus 30 i teraz chłód nie robi na nim wrażenia. Nasi Goście wciąż nas zaskakują. W ubiegłym tygodniu Denis w krótkich portkach (a wtedy naprawdę było zimno, wiał przenikliwy wiatr), a teraz człowiek z ciepłych krajów nie zauważający pory roku.
To on jest taki twardziel :)
Z ciekawostek związanych z życiem hostelu muszę odnotować wizytę Gościa z Ukrainy, który stanowczo nie chciał rozmawiać po rosyjsku. Dla mnie bez różnicy angielski czy rosyjski, ale zauważyłam, że o ile kiedyś wszyscy Ukraińcy komunikowali się chętniej po rosyjsku, o tyle teraz trzeba być bardzo delikatnym. Sytuacja nie jest kolorowa. Całe szczęście, żę Ukraińcy w zasadzie zawsze mówią po angielsku.
Niedługo mój rosyjski będzie zapomniany. Ukraińcy wolą angielski, a Gości z Rosji praktycznie nie ma. Zauważyliśmy dużą różnicę w stosunku do poprzednich lat. Od lata było tylko parę osób i to niemal wyłącznie stali Goście. Zwykle w każdy weekend była co najmniej jedna rezerwacja z Rosji. Teraz jedna na miesiąc. Rubel tak tanieje, że nie bardzo opłaca się jeździć. Zwłaszcza, że ceny w Rosji wzrosły.
Nie ma Rosjan, ale dopisują obywatele państw z innych kontynentów. USA, Kanada, Australia. Nawet Azjaci zdarzali się ku ogromnej radości Papasa. 

Grupa australijsko-angielska. Oj, działo się!
A propos Azji. Mamy z Papasem kupione bilety na styczeń na lot do Azji. Za niecałe dwa miesiące będę Wam raportować stamtąd :)