Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie spanie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą tanie spanie. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 listopada 2016

Kiedy ręce opadają......

Hostel Mamas&Papas to miejsce, gdzie sporo się dzieje. Mimo,że działamy już ponad pięć lat, wciąż przytrafiają się sytuacje, które nas zaskakują. Spotykamy ludzi, których toku myślenia nie rozumiemy i nie czujemy.
Najczęściej ręce nam opadają, kiedy czytamy niefajne opinie, które Goście wystawiają po pobycie. Oczywiście, każdy ma prawo do własnej oceny, nawet bardzo subiektywnej. Niemniej w 90% przypadków (albo i więcej) wiemy, że Gość wystawi nam złą opinię już w momencie meldowania. Gość spędza w naszym hostelu 5 minut. Nie widział pokoju. Nie jadł śniadania. Nie posiedział w common room. Po prostu - tylko wszedł. I my WIEMY, że wystawi kiepską notę. Tacy ludzie są zmorą wszystkich obiektów noclegowych. Charakteryzują się przede wszystkim tym, że nie puszczają pary z buzi na temat "niedogodności" w czasie pobytu. ZAWSZE dowiadujemy się, jak cierpieli, dopiero po tym, jak napiszą opinię. Wiemy, dlaczego nie informują na bieżąco. Po prostu ich problemy są wydumane (staram się nie użyć słowa "kłamią"). Piszą bzdury, że np. niby w hostelu toleruje się palenie papierosów czy pijackie orgie do białego rana. Nie mogą zgłosić tego na bieżąco, bo takich sytuacji nie ma. Fantastyczne bywają  opisy śniadań. Ktoś pisze, że na śniadanie nie podano potrawy X "A JA LUBIĘ". Pomijam fakt, że hostel to tanie spanie i co do zasady oferuje skromniejsze śniadanie niż Sheraton. Poza tym skąd mamy wiedzieć, że ktoś coś szczególnie lubi? Czasami po prostu wystarczy przyjść na recepcję i zapytać, czy można by otrzymać coś poza standardowym śniadaniem. Zdarza nam się organizować prowiant, o którym nigdy wcześniej nie słyszeliśmy. Nie ma problemu! Wystarczy zapytać!
Przywykliśmy już do tego, że wszędzie można spotkać ludzi nieszczęśliwych i zakompleksionych. Nie przejmujemy się pojedynczymi dowodami na istnienie takich osób. To smutne, że nie wszystkim dane jest cieszyć się życiem bez szukania "dziury w całym".
Ludzi szczęśliwych i zadowolonych jest więcej. Oni nie marudzą i doceniają nasze starania.  Potwierdzeniem jest nagroda, którą otrzymaliśmy parę dni temu. Napisano do nas, że mieścimy się w 3% najlepszych obiektów noclegowych na świecie! Zaskoczyli nas, ale nawet jeżeli nie jest to 3%, ale 10%  czy 20%- to i tak nam się podoba.


Kanada

Hiszpania

Kostaryka i Polska

niedziela, 10 maja 2015

Cigarette story


Chinka nad miską polskiej zupy

Dzisiejszy wpis rozpocznę od naszej fascynującej "cigarette story". Czarna passa trwa i zaczynamy już zabawiać się obstawiając - będą palić w pokoju czy nie. Kolejny mistrz był oczywiście Polakiem, ale z dumą muszę ogłosić, że do buraczanego grona dołączył obywatel Rosji. Po raz pierwszy Gość z tego kraju popełnił palenie w pokoju. Można więc rzec, że jest to postać o dużym znaczeniu historycznym. Zwłaszcza, że mieszkał w pokoju na parterze i do drzwi na zewnątrz miał 10 kroków (policzyłam). Zawsze to miło, że "cigarette story" rozwija się w kierunku międzynarodowym i nie zawiera wyłącznie polskich akcentów.
Miłym polskim akcentem odznaczyła się grupa sześciu dziewcząt. Grupa jak najbardziej międzynarodowa (Włochy, Meksyk, Węgry) porozumiewała się między sobą przepiękną polszczyzną. Dziewczyny są w Polsce od ośmiu miesięcy i mówią naprawdę fantastycznie. Dziwnie się czułam słysząc jak rozmawiając ze sobą po polsku, analizowały polski język posługując się określeniami typu - dopełniacz czy biernik, rodzaj niemęskoosobowy, czas przeszły dokonany itd itp. Już zapomniałam, że istnieją takie określenia (no, może poza dopełniaczem i biernikiem).
Dziewczyny były naprawdę wyluzowane. Przyjechały późnym wieczorem i mimo, że są z ciepłych krajów i wieczór był bardzo rześki, zasiadły w ogródku i piły palinkę z gwinta. Zapas palinki był w ilości absolutnie bezpiecznej. Dziewczyny zachowywały się bardzo kulturalnie i budziły powszechną sympatię.
Hiszpan, który do nich dołączył, tak się "zaczarował", że próbował koniecznie pójść spać do nie swojego pokoju. Mieszkał w domku, ale atakował pokój przy recepcji. Chciałam go jakoś przekonać, że to nie tu. On twardo twierdził, że Papas mówił, że tu jest jego miejsce i koniec. Byłam pewna swego, ale on swego był bardziej pewny. Zobaczcie, jak grupa pięknych dziewcząt potrafi zakręcić chłopaka.
Miałam nie chwalić Polaków, ale teraz muszę. Późnym wieczorem dwójka naszych rodaków przywiozła do hostelu parę amerykańsko-holenderską. Byli to autostopowicze jadący z Berlina. Samochód Polaków byli trzecim pojazdem na ich trasie i jechał do Rumi. Przemili młodzi Polacy najpierw poszukali taniego noclegu, a potem zdecydowali się podwieźć obcokrajowców aż do Hostelu Mamas&Papas. A było już bardzo późno i ponad 40 dodatkowych kilometrów w jedną stronę. Fajnie, że są tacy ludzie. Obcokrajowcy wyruszyli już dalej. Tanie podróżowanie, czyli autostop i tanie spanie w hostelach i świat stoi przed nimi otworem.

Sojusz amerykańsko-holenderski

Wiadomość z ostatniej chwili. Odpaliliśmy grilla. Pogoda, niestety, próbowała nas przepędzić, ale nie dała rady. Grono było bardzo kameralne, ale dało radę otworzyć sezon grillowy.







niedziela, 16 listopada 2014

Fergus i Syberia

Hitem ostatniego tygodnia był przyjazd Fergusa. 
 
Nasz Fergi kochany
 
Fergi przyjeżdżał do nas wiele razy. Po raz pierwszy w 2011 roku. Jest wnukiem zesłańca na Syberię. Jego dziadek był wywieziony jako dzieciak. Z Syberii przewieziony był do Anglii i tam już pozostał. Fergus dzielnie próbował nauczyć się języka polskiego. Szło mu nawet nieźle, ale ostatnio zrobił sobie dłuższą przerwę w przyjazdach do Polski (prawie dwa lata) i zaprzepaścił to, czego się nauczył. Niemniej pamiętał swoje ulubione słowo "oczywiście" oraz zdanie "Jestem bogiem". Swoją drogą dziwną magię ma dla Anglików wyraz "oczywiście". Pamiętacie Granta? (http://hostelik.blogspot.com/2014/08/serbia.html) On też uczył się języka polskiego i ten wyraz też najbardziej przypadł mu do serca.
Fergus przyjechał na krótko. W jego pokoju mieszkał inny Anglik - Don. Okazało się, że przylecieli tym samym samolotem. Siedzieli blisko siebie i na powrót mieli zabukowany również ten sam samolot. Chłopacy zaprzyjaźnili się. Razem spędzali czas i już się umówili na spotkanie po powrocie do Anglii. (Mieszkają w innych miastach). Takie sytuacje często zdarzają się w Hostelu Mamas&Papas. Gdyby Panowie mieszkali grzecznie w hotelu w pokojach prywatnych, nie mieliby szans na poznanie się i spędzenie razem czasu. W hostelu zawsze jest możliwość poznania kogoś interesującego albo spędzenia czasu na pogawędce z Papasem :) Dodając do tego fakt, że to tanie spanie, nic i nikt nie przekona nas, że jest lepsze miejsce do spania niż hostel.
 
Przyjaźń hiszpańsko-angielsko-rosyjska
 
Pogoda już nie rozpieszcza. Chociaż nadal kwitną wiosenne kwiatki, jest zimno i nieprzyjemnie. W tych okolicznościach przyrody zaszokował nas Denis z Kaliningradu. Na wieczornego, (a nawet wręcz nocnego) papierosa wyszedł w krótkich majtkach. Stało z nim 5 osób, wszyscy klną na wietrzycho i ziąb, a on jak gdyby to była lipcowa noc. Zrobiłam zdjęcie. Nie wyszło za dobrze (pewnie ręka z zimna mi się trzęsła), ale muszę Wam pokazać.
 
Okazało się, że Denis jest z Syberii. Przeprowadził się do Kaliningradu, ale zahartowanie pozostało. Przypomnieli się nam przy okazji liczni Szkoci, którzy przyjeżdżali późną jesienią. Tak, jak Denis, stali wieczorami spokojnie w krótkich gaciach, czasami boso, podczas gdy inni opatuleni przytupywali na rozgrzewkę.

Czas na Kiciusia. Ma aktualnie nową miejscówkę. Ada przywiozła pudło z kołdrą. Kołdra wymagała ratunku po aktywności kici Marcysi. Zastanawialiśmy się, czy oddać kołdrę do pralni, czy wywalić. Kiciuś w międzyczasie zaanektował pakunek i prawie się stamtąd nie rusza. Poduszki już nie używa.



Na koniec zdjęcie dedykowane Kóżce i Adiemu. Kiciuś przesyła Wam pozdrowienia i wyrazy tęsknoty :D




niedziela, 13 lipca 2014

Tanie spanie


Szalone Angielki + Ola

Do Hostelu Mamas&Papas przyjeżdżają prawie wyłącznie ludzie weseli, otwarci i ciekawi świata. Dużo pozytywnej energii. Bardzo chętnie poznają innych ludzi i wspólnie spędzają czas. Niestety, wielu Polaków i Rosjan nadal zamyka się na nowe znajomości. Nie są ciekawi świata i siedzą gdzieś w kącie na uboczu licząc na to, że nikt ich nie zaczepi. Wczoraj zadzwoniła Pani (z Polski). Była zainteresowana noclegiem w najtańszej opcji, czyli łóżkiem w pokoju 6-osobowym. Od razu zastrzegła, że chciałaby być w pokoju sama. Chciała zapłacić za jedno łóżko i mieć cały pokój na wyłączność. Ręce opadają. Chcesz mieć pokój na wyłączność, zapłać za cały pokój. Chcesz mieć tanie spanie, nie możesz liczyć na spełnienie wszystkich zachcianek. Niestety, tylko Polakom przychodzą do głowy takie pomysły.
Ostatnio zaciekawili nas Białorusini. Przyjechali na parę dni. Byli inni niż pozostali Białorusini, którzy przebywali w naszym hostelu. Bardzo unikali innych ludzi. Również nas, Mamas i Papasa. Chociaż raz udało nam się chwilę porozmawiać. Powiedzieli nam, że dziwi ich bardzo ogromna ilość samochodów parkujących na chodnikach w taki sposób, że nie można przejść. W ich mieście nie ma takiego problemu. Jeżeli ktoś nieopatrznie zaparkuje w ten sposób, zaraz ktoś "niechcący" porysuje lakier na samochodzie, albo spuści powietrze z kół. Prosta metoda! I bardzo skuteczna.
Białorusini przywieźli ze sobą wszystko, jakby szykowali się pod namiot. Nawet nawlekli sobie własną pościel na tą, którą przygotowaliśmy. Mają własną lodówkę. I jedzenia tyle, że trzymają w swojej lodówce, w naszej i w szufladach w komodzie. Cały czas gotują (i jedzą). Wygląda to tak, jakby przyjechali na kulinarny urlop. No cóż, każdy odpoczywa, jak lubi. Mnie by się nie chciało siedzieć codziennie pół dnia w kuchni, kiedy wokół tyle ciekawych miejsc i sytuacji.
Mieliśmy małą scysję. Pan zmywał wieczorem naczynia po kolejnej uczcie. Robił przy tym tyle rabanu, że w podskokach pobiegłam poprosić, żeby nie korzystał z kuchni o tej porze. Mamy dwie kuchnie. Jedna jest na piętrze, gdzie są pokoje dla Gości i napisane jest, żeby nie korzystać z niej po 22-giej. Wiadomo hałasy, zapachy, a niektórzy już udają się na wypoczynek. Mamy piętro wyżej drugą kuchnię, z której można korzystać do woli. Pan poczuł się bardzo dotknięty zwróconą uwagą. W tym samym czasie w common room, na wyższym piętrze, młodzież integrowała się przy małej buteleczce. Sprawowali się naprawdę nieźle. Pan przybiegł do mnie i powiedział, że daje im 20 minut na skończenie imprezy. W przeciwnym razie ON tam pójdzie. Strasznie się wystraszyłam. Niemniej ludzie nie dali sobie okazji sprawdzić, co im grozi. Nie widział człowiek różnicy w hałasowaniu w nocy na piętrze ze śpiącymi ludźmi, a zabawą na piętrze, gdzie nikt nie mieszka. Być może byli po raz pierwszy w hostelu. Być może nie ma dystansu. W sumie nieważne. Tacy Goście też są potrzebni, żeby nie było zbyt nudno.
Trochę ich obgadałam, bo byłam zaskoczona całą sytuacją. A jeszcze we wpisie sprzed 4 tygodni pisałam, że Białorusini ZAWSZE są bardzo fajni (http://hostelik.blogspot.com/2014/06/nie-tylko-mistrzostwa-swiata.html ). A ten Pan raz był niefajny! Nie gniewamy się i mamy nadzieję, że mimo wszystko pobyt w hostelu Mamas&Papas będą wspominać dobrze.

Ta pizza nie była zrobiona przez Grzesia "Mordkę", ale dali radę


Kiciuś żebrze

Kocia mamcia (zastępcza)

Sezon miziania Kiciusia przez Papasa w pełni. Który szczęśliwszy?
Odwiedził nas szalony Gary. Ależ się ganiali z Kiciusiem!

Gary znajdował Kiciusia w każdej skrytce.

Kiciuś raz w życiu pokazał koci pazur. Wyżarł jedzenie dla Garego.
Papas z poświęceniem fotografuje Kiciusia
Papas paparazzi

Ja strzelam fotkę Papasowi
Czas relaksu





niedziela, 30 marca 2014

101

Kolejna setka wpisów zaczęta :)

Tydzień rozwijał się w Hostelu Mamas&Papas pod znakiem Polaków. Nie wiem z czego to wynika, ale w marcu mieliśmy Gości prawie wyłącznie z Polski. Może to przypadek, a może jakaś tendencja. Najprawdopodobniej tanie spanie w hostelach robi się coraz bardziej znane. Mamy nadzieję, że są to świadome wybory. Na szczęście dawno nie mieliśmy Polaków z gatunku roszczeniowych, którzy dziwią się, że kupując nocleg w pokoju wieloosobowym nie są sami w pokoju. Albo mają pretensje, że standard hostelu odbiega od standardu Hiltona czy Sheratona, chociaż ceny w tym pierwszym są 4-5 razy wyższe. Ale rating mamy wyższy niż Hilton :)

Może właśnie dlatego coś pociągnęło do nas Gościa, który przyjechał w ostatni weekend. Obywatel kraju arabskiego z Zatoki Perskiej wybrał nas myśląc, że to hotel. Był bardzo zadowolony, że tak tanio wynajął miejsce. Zdziwił się, gdy uświadomiłam go, że znajduje się w hostelu. Chwila konsternacji, moment zaprzeczania. Ostatecznie wygląda na zadowolonego. Jak tu martwić się, że się znalazło w Hostelu Mamas&Papas?

Trochę polityki.
Ostatnio przyjeżdża bardzo mało Gości z Rosji. Nieliczni, którzy byli, opowiadali, że w rosyjskich mediach jest wielka antypolska nagonka. Straszy się ludzi, że Rosjanie są bardzo niemile widziani w Polsce. Są pobicia, niszczenie samochodów i ogólna wrogość. Nasi Goście mimo lęku odważyli się przyjechać i mówią, że absolutnie nie odczuwają żadnych negatywnych zachowań. Jest normalnie, czyli bardzo miło.
Nóż się w kieszeni otwiera, gdy pomyśli się o debilach politykach.

Na koniec słówko o Papasie.
Wybrał się w krótką podróż do Berlina na koncert grupy moe. Ja zostałam w hostelu na służbie :) Może to i lepiej. Papas wrócił taki wymęczony i zachrypnięty, że chyba nie dałabym rady takiemu trybowi życia. Zresztą był to męski wypad. Papas rzadko "wypada" z hostelu, bo często zdarza się coś fajnego podczas jego nieobecności i Papas nie może odżałować, że go nie było. Zresztą w naszym hostelu zawsze jest interesująco i mamy pewność, że tak będzie zawsze.

Bohater wieczoru



Jeszcze tacy świeżutcy




Papas rządzi

Papasowa flaga w roli głównej



Trudno uwierzyć, ale kolej niemiecka nawaliła i Panowie mieli problemy. Spóźnili się do domu 4 godziny.

Biedacy wciąż byli ograniczani zakazami.....


....... i straszeni

Nie mogłam się oprzeć, żeby pokazać Wam Grzesiową mordkę.





Część zdjęć ukradłam Jakubowi M.


niedziela, 2 marca 2014

večer Polsko-České

Spełniając prośbę paru wiernych "czytaczy" w nawiązaniu do poprzedniego wpisu (http://hostelik.blogspot.com/2014/02/dawno-temu.html) wrzucam parę naszych fotek z Sieny. Niewiele. Tyle, ile przysłała mi Ada Sz. 










Cały czas nosiliśmy flagę naszej dzielnicy, NAJLEPSZEJ ZWYCIĘSKIEJ dzielnicy ISTRICE


Wspomnienia to wielka siła dla wykluwania się kolejnych marzeń. Gościliśmy uroczego Czecha. Spędził u nas tylko dwie noce. Był bardzo towarzyski i fajnie się gadało. Pavel chciał, żebyśmy rozmawiali każdy w swoim języku. Dziwne, bo on sporo rozumiał po polsku, a my mieliśmy problemy ze zrozumieniem czeskiego. Mieliśmy na szczęście protezę w postaci angielskiego. Z drugiej strony bardzo lubię sytuacje, kiedy, my Słowianie, dogadujemy się w swoich językach. Chociaż są pułapki (http://hostelik.blogspot.com/2014/01/odpoczywamy.html).
Siedział tak z nami wieczorami na recepcji i snuliśmy opowieści o naszych podróżach. On o swoich, my o naszych. Tak silnie trącona została azjatycka nuta, że możemy z Papasem ogłosić, że następny wyjazd będzie na pewno do Azji. Jakiś zarys już się tłucze po naszych głowach, ale możecie też nam coś podpowiedzieć. Mamy cały rok na planowanie.
Pavel popełnił to, co jest już normą w naszym hostelu. Przywiózł Papasowi prezent. Tak, Papasowi... OSIEM PÓŁ-LITROWYCH BUTELEK PIWA. Nietrudno zgadnąć, że będąc Czechem zna się na piwnej rzeczy. Papas natychmiast odwiedził pobliski sklep w celu dokonania zakupu rewanżu. Wszak nasze polskie piwo nie jest od macochy :)
Najbardziej wzruszyło nas poświęcenie Pavla. Targał taki ciężar jadąc autobusem. Jego bagaż osobisty był na pewno duuuuuużo lżejszy niż prezent dla Papasa. Jako ciekawostkę podam w tym miejscu, że podróż z Pragi do Gdańska i z powrotem kosztowała go ....3zł. W tej sytuacji jesteśmy w stanie zrozumieć chęć podjęcia wysiłku jazdy 13,5 godziny, spędzenia w Gdańsku popołudnia, dwóch nocy i jednego dnia i znowu 13,5 godziny jazdy. Po prostu tanie podróżowanie, tanie spanie. W sumie to oczywiste, że Gdańsk i Hostel Mamas&Papas warte są każdego poświęcenia.


Ahoj!!!
 Poniżej pakiecik dla Papasa




niedziela, 3 listopada 2013

Dlaczego nas wybierają

Spanie w hostelu to sposób na tanie spanie i tanie podróżowanie. Ludzie poszukujący taniego noclegu nie patrzą jednak tylko cenę (no, może niektórzy). Często pytamy Gości, czym się kierowali wybierając nasz hostel.
Odpowiedzi bywają zarówno oczywiste, jak i zaskakujące.

Najczęściej Goście wybierają nasz Hostel Mamas&Papas patrząc na rankingi i opinie. Jesteśmy na pierwszym miejscu w wielu rankingach. Niektórzy mają zasadę, że nocują tylko w hostelu, który jest na pierwszym miejscu. Inni wybierają z czołowej trójki-czwórki. Inni nie patrzą na ranking, ale czytają opinie.

Druga grupa to Goście, którzy nas odwiedzają z polecenia innych. Jest to dla nas szczególnie miłe.

Spora grupa mówi, żę przyciągnęła ich nasza nazwa. Dla jednych to skojarzenie z zespołem The Mamas & The Papas. Inni po nazwie spodziewają się domowej atmosfery jak u mamy. Jedni i drudzy są zadowoleni z pobytu w naszym hostelu.
Nazwa hostelu wzbudziła też zainteresowanie amatorów żłobków i przedszkoli :) Rodzice próbowali znaleźć u nas miejsce dla swoich pociech na czas swojego pobytu w pracy :) Jak wiecie z poprzednich wpisów dzieci również czują się doskonale w Hostelu Mamas&Papas.

Obok nazwy często nasze logo (stworzone przez Marcina) jest tym, co przyciągnęło uwagę Gości. Nie ukrywamy, że dzieło Marcina bardzo się nam podoba i nie dziwimy się ludziom :)

Mamy też niestandardowe wybory.

Jeden Pan wybrał nas, bo mamy w adresie 19. On też ma.

Inny pracował kiedyś w hostelu, gdzie na właścicieli wołano mama i papa.

Kolejny Pan powiedział, że zawsze wybiera hostel, który ma najwyższy rating za czystość i bezpieczeństwo. Reszta go nie interesuje.

Są tacy, którym podoba się, że jesteśmy daleko od centrum i jego zgiełku. Inni są zadowoleni, że jesteśmy tak blisko centrum :)

Bywają Goście, którzy kompletnie nie wiedzą, dlaczego nas wybrali. Ale też są u nas szczęśliwi :)

Niedawno był Pan, który upatrzył sobie nas jako miejsce postoju, ale nie było miejsc. Uparł się na nas. Mówi, że zapłąci 300zł . My na to, że może deklarować i 3000, ale nie ma miejsc. Przekonywał nas 5 minut, ale miejsc niestety od tego nie przybyło. Trudno mu się dziwić. Każdy chce spać w Hostelu Mamas&Papas.


Nieważne z jakiego powodu nas wybierają. Najważniejsze, że Goście czują się dobrze w naszym hostelu i wspólnie tworzymy naszą historię. Dziękujemy wszystkim!

A teraz ciąg dalszy relacji z naszej przyszłej wyprawy do Chin :) Autor Phil Badcock