Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hostel. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą hostel. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 13 października 2019

ZERO WASTE

Oczekiwaliśmy złotej polskiej jesieni, ale nie doczekaliśmy. Postanowiliśmy definitywnie pożegnać się ze złudzeniami, że jeszcze nie tak blisko do zimy.....
Nastąpiła w Hostelu Mamas&Papas rzecz haniebna! Ścięliśmy głowę naszego pięknego słonecznika i cała resztę też. Był już mizerniutki. Liście pożerane były przez jakieś potwory. Była to bardzo smutna chwila, ale nadszedł jednak czas, żeby definitywnie zakończyć czas słoneczny. Teraz czeka nas już tylko listopad i dalsze konsekwencje.






TAK BYŁO NIEDAWNO
TAK TERAZ TO WYGLĄDA

Jeszcze resztki życia w ogrodzie tlą się, ale to już bardziej jako czas żniw. Dynie są przecudne!








Nostalgia na bok!!!

Życie toczy się innym rytmem, ale jednak gna do przodu.
Gości dużo mniej. Wszyscy jacyś ospali. Nawet nie dziwimy się, bo my też tak troszkę jak oni :)

Ostatnio rozbawił mnie pewien widok. A może bardziej zasmucił.....


Znalazłam porzuconą PLASTIKOWĄ  torbę z napisem "ZERO WASTE". "Zero waste", jak sama nazwa wskazuje, jest ruchem na rzecz ekologicznego podejścia do życia. Chodzi o to, żeby generować jak najmniej odpadów, a tym samym nie zanieczyszczać środowiska. Jesteśmy bardzo ZA! W takim miejscu jak hostel, nie jest łatwo być ECO. Ludzie są różni i przede wszystkim ludzi jest dużo. Niemniej staramy się być "zero waste" na tyle, ile damy radę.
PLASTIKOWA torba z napisem "ZERO WASTE" napakowana nieużytą żywnością, którą musieliśmy wyrzucić, wzbudziła naszą konsternację. Myślenie "zero waste" nie zawsze oznacza to samo. Dziwne i szkoda.....




niedziela, 29 września 2019

Pan Ryszard

Skala ludzkiej tępoty wciąż nas zdumiewa. Niestety, doświadczamy tego wciąż i wciąż.
Ostatnio naszym faworytem jest Pan Ryszard, który przyjechał z Żoną Zofią. Od ich wejścia wiedzieliśmy, że hostel to nie ich klimaty, ale mieli rezerwację, więc przyjęliśmy ich profesjonalnie. Pierwsze wrażenie zostało złagodzone po tym, jak zorientowaliśmy się, że mimo iż absolutnie nie są typem hostelowym, dzielnie radzili sobie i spędzali czas bardzo aktywnie. Stwierdzili, że wolą zmęczyć się chodzeniem, niż sterczeć przed telewizorem.  Szacun!
Szacun zniknął parę dni po ich wyjeździe. Pan Ryszard napisał opinię i w tzw. "minusach" narzekał, że łazienka była wspólna, a w pokoju nie było telewizora. Kolejny matołek, który przeczytał tylko cenę i nie potrafił przeczytać ze zrozumieniem całej oferty. Napisane czarno na białym "łazienki wspólne", a w udogodnieniach ani słowa o telewizorze. Ale to się zdarza dosyć często i nawet nas nie zdziwiło. Niektórzy ludzie nie umieją czytać ze zrozumieniem. Smutne bardzo. Tacy ludzie mają prawa wyborcze jak wszyscy i niestety korzystają z nich, nie rozumiejąc za bardzo rzeczywistości.
Ale to tylko dygresja. Najbardziej rozbawił nas Pan Ryszard narzekaniem w opinii na .... smród w kuchni na pierwszym piętrze. Otóż, Pan Ryszard był jednoosobowym autorem tego smrodu! Pierwszego dnia pobytu podgrzewał coś na patelni. Chyba szukał telewizora i zapomniał, że ma coś na gazie. Dym i smród był niemiłosierny! Na dodatek spalone żarcie włożył .... do szafki. My odkryliśmy to dopiero następnego dnia przy sprzątaniu. Tak sobie dodatkowo śmierdziało z ukrycia. Dobrze, że nie spalił hostelu! No, ale zdarza się... Nikt nie miał pretensji. Wywietrzyć swąd ostrej spalenizny nie jest łatwo. Smród unosił się kilka dni. Nie było fajnie, ale co zrobić? A później Pan Ryszard poskarżył się w opinii na ów smród.... Ręce opadają! Jak można być takim ...... No nie będę kończyć, bo słów brakuje.
No, ale to nie pierwszy i nie ostatni Pan Ryszard. Ryzyko zawodowe. Damy radę.




Jest też pozytywna historia. Zamieszkał u nas kilka chwil Amir. Amir jest Tatarem z Krymu. Skomplikowana historia. Paszport ukraiński. Miejsce pochodzenia Krym. Wiadomo, co to oznacza. Przemiły młody człowiek, którego bardzo polubiliśmy. Papas chciał uświadomić Amira, że 200 metrów od hostelu mieści się siedziba Oddziału Stowarzyszenia Tatarów Rzeczpospolitej Polskiej. A Amir właśnie dzięki tej organizacji uzyskał stypendium, dzięki któremu tutaj studiuje. Świat jest mały :) Mały, ale pełny fantastycznych ludzi. I Ryszardy nam nie straszne :)







Mamy też wciąż pozytywnych "wariatów". Przyjechał do nas Michael z Irlandii Północnej. Tylko na jedną  noc. Chłopak tak się zżył z innymi Gośćmi, że mając samolot o 19:45, stał na recepcji jeszcze o godzinie 18. Poganialiśmy go, chociaż nie bardzo wierzyliśmy, że się uda zdążyć. I oczywiście nie udało się. Zadzwonił z lotniska, że się spóźnił na samolot i prosił o zarezerwowanie łóżka na najbliższą noc. Miał pecha! Nie mieliśmy żadnych wolnych miejsc. Zaproponowaliśmy nocleg w hostelu przy lotnisku. Ale jemu nie chodziło o nocleg jako taki. Chciał koniecznie spędzić czas w Hostelu Mamas&Papas z nowo poznanymi ludźmi. Był gotów spać na podłodze, na fotelu lub w jakikolwiek inny sposób. Chciał pobyć z ludźmi. Nieważne było, czy łazienka wspólna, czy jest telewizor, czy pachnie, czy śmierdzi. Ludzie są najważniejsi!!! Zlitowaliśmy się i pozwoliliśmy mu przespać się na kanapie w common room.
Swoją drogą Michael wyciągnął wnioski z przygody z poprzedniego dnia i nazajutrz wyruszył na lotnisko z duuuużym zapasem :)
Zapraszamy Michael'ów. Zapraszamy bardzo :)




niedziela, 25 sierpnia 2019

Kto nie ma miedzi, niech w domu siedzi...

Wysoki sezon zaczyna się wygaszać. Jak co roku o tej porze. Znowu mieliśmy przyjemność gościć bardzo miłych ludzi. Niektórych z potencjalnych gości nie udało nam się jednak zobaczyć. Ludzie wydzwaniają w poszukiwaniu niedrogiego miejsca noclegowego i nie jest to nic dziwnego. Każdy woli wydać mniej niż więcej. Dziwna bywa reakcja ludzi, kiedy pytają o cenę. Wynajdują w internecie jakieś dziwne oferty dotyczące Hostelu Mamas&Papas, o których my nie mamy zielonego pojęcia. Jesteśmy poumieszczani na jakichś dziwnych stronach, do których nigdy się nie zgłaszaliśmy. Ceny przedziwne. Na pewno nie nasze. Ludzie tak obecnie mają , że jak coś znajdą w internecie, to uznają to za prawdę objawioną. Nie chcą zrozumieć, że my nie mamy NIC wspólnego z tym, że ktoś ukradł naszą tożsamość i robi, co mu się podoba. Na ogół takie strony podają bardzo atrakcyjne ceny, ale są to kwoty nie mające nic wspólnego z naszym cennikiem. Dzwoniący potencjalni klienci są bardzo często bardzo oburzeni słysząc, jaka cena obowiązuje w danym momencie. Przecież oni znaleźli tę cenę w INTERNECIE! Że nas chyba "pogięło"! Najciekawsze jest to, że nasze ceny na gdańskim rynku nie są na pewno kosmiczne. Ktoś sobie wyczytał, że za 35 złotych będzie miał pokój na wyłączność, a tu niespodzianka! Za takie pieniądze nie ma nawet łóżka w pokoju wieloosobowym. Kto nie ma miedzi, niech w domu siedzi! Nasza oferta jest, jaka jest. Pasuje? Bierzesz! Nie pasuje? Nie ma przymusu! Tylko po co te komentarze.......

Pamiętacie naszą japońską wolontariuszkę Yokę? Odwiedziła nas. Chyba na dobre osiadła w Polsce.










Również warzywniak Żeni nabiera pomału jesiennego wyglądu. Ogórki już się skończyły i zaczął się zbiór pomidorów. Słoneczniki kończą funkcje ozdobne i czekamy już na pestki.






niedziela, 25 listopada 2018

Przykłady

Yoka i Fazza, nasze zagraniczne dzieci


Pomału zapadamy w sen zimowy. Gości jest coraz mniej, a i coraz bardziej leniwi. Trudno się dziwić patrząc przez okno. Nawet pelargonia, która pobiła rekord wszech czasów w kwitnieniu, zdecydowała się w ostatnich dniach udać na zimowy odpoczynek.
Czasami ożywienie w marazmie wprowadza głupota ludzka. A tej nie brakuje i wciąż się o tym przekonujemy.

Przykład pierwszy z brzegu. Skontaktował się z nami Japończyk, który został wywieziony (wyleciony?) do Poznania zamiast do Gdańska. W związku z awaryjnym lądowaniem na innym lotnisku, miał przybyć do naszego hostelu dużo później niż planował. Zgodziłam się poczekać na niego, mimo, że jego lotnicze przygody mocno namieszały w mojej rutynie. Szkoda mi było narażać  człowieka z innego kontynentu na nocne tułaczki po mieście. Dystans do Poznania zapowiadał dotarcie na wczesne godziny nocne. Jak to zwykle w Polsce bywa, zorganizowanie transportu dla pasażerów okazało się misją niemal niewykonalną i ludki dojechały do Gdańska w czasie potrzebnym na dwukrotne pokonanie odległości z Poznania. Nie to jednak było najbardziej irytujące. Linia lotnicza zawiozła pechowych pasażerów na .... lotnisko. W środku nocy zostali wywaleni z autobusu daleko od miasta. Wg mnie absolutnie powinni przejechać przez miasto i dać szansę nieszczęśnikom wysiąść w okolicy jakiegoś dworca . Spod dworca zawsze jeździ jakaś komunikacja nocna. A tak zostali skazani na taksówki, oczywiście głównie lotniskowej mafii taksówkowej. Komuś zabrakło wyobraźni....

Drugi przykład głupoty i braku czytania ze zrozumieniem. Pewnej nocy zostałam obudzona bardzo natarczywym i agresywnym dzwonieniem do drzwi. Wyskoczyłam z łóżka jak oparzona. Taki raban w nocy musi świadczyć ewidentnie, że jakaś tragedia się wydarza. Otwieram drzwi, a tam kilka osób, które chcą się ładować do hostelu. Pytam, o co chodzi? A oni, że widzieli na bookingu, że są miejsca i oni chcą te miejsca niezwłocznie wynająć. To było nad ranem. Doba hotelowa jest od 13 i w wypatrzonych przez nich pokojach spali ludzie! Próbowałam im to wytłumaczyć, a oni, że chyba hostele powinny pracować 24 godziny na dobę, i że na bookingu jest dostępność. Ja, że jest, ale od godziny 13. Oni, że przecież powinno być 24h. Ręce opadają. Notabene nie mamy 24 godzinnej recepcji i na bookingu też jest to napisane. Ludzie coraz częściej wykazują się brakiem rozumienia czytanego tekstu. A w zasadzie rozumieją tak, jak im pasuje.

Nasza aktualna workaway'ka Yoka okazała się być osobą niesamowicie otwartą i przede wszystkim nie ma braków w myśleniu. Wszystkim, którzy ją spotkają, od razu  przypada do serca. Nam, oczywiście, też. Bardzo!!!
Yoka uczy się języka polskiego. Po początkowej nauce pojedynczych słów, wzięła się za bary z naszą gramatyką. Pierwsze objawy załamania zbliżają się... Tłumaczymy jej, że jeżeli powie coś z nieprawidłową końcówką, na pewno będzie zrozumiana, ale jej to chyba nie uspokaja.
Przykład kłopotów. Zapytała, czym się różni wyraz "polski" od wyrazu "polska". Wytłumaczyliśmy, że Polska to nazwa kraju, a polski i polska to przymiotniki, i że w języku polskim są rodzaje, i że może być męski (wtedy polski) albo żeński (wtedy polska). Pokazałam parę przedmiotów tłumacząc, który jest męski, a który żeński. Yoka pokazała piwo i zapytała, czy to jest rodzaj męski? W sumie kombinowała logicznie, ale jak powiedziałam, że to jest jeszcze inny, trzeci rodzaj, załamała się. Myślę, że na bardzo krótko. Jest bardzo zdolna i bardzo szybko chwyta nasz niełatwy język. Podziwiamy ją bardzo!

Yoka obiecała nam ugotować coś po japońsku. Nawet kupiła produkty! Niestety, nie może się dopchać do kuchni. Abstrahuję od oczywistości, że p.Czesia wciąż nas zaopatruje w pyszności, również Żenia ostro nas "obgotowuje". Po drodze trafiła się Kasia, która zaordynowała dwa warianty pysznej zupy. Fazza odgrażał się na dzisiaj, ale Żenia znowu go wyprzedził. A Yoka czeka! Na pewno się doczeka :) Chociaż my nie możemy się doczekać!




Papas wymiótł "żeniówkę"

Andrzej (Polska) i Jurek (Turkmenistan) spotkali się w Hostelu Mamas&Papas po prawie trzech latach . Świat jest mały. Lubimy, gdy ludzie do nas wracają. A ci DWAJ to już szczególnie serdeczny "przypadek" :)

2015

2018

niedziela, 18 listopada 2018

Panna wybredna



Zdziwiona zachwycałam się cztery tygodnie temu, że mimo bardzo jesiennej pory nasze pelargonie wciąż mają się bardzo dobrze. Zachwyt był mocno przedwczesny. One wciąż kwitną! Dziwnie zachowuje się pogoda w tym roku. Oczywiście, nie narzekam :) Dla mnie pelargonie na zewnątrz mogłyby kwitnąć cały rok, ale aż tak dobrze raczej nie będzie :(

Cztery tygodnie temu....

...i teraz

Ale poza tym jest bardzo dobrze. Nasza nowa workaway'ka z Japonii jest mega pozytywną postacią. Uczy się pilnie polskiego. Z wielką otwartością próbuje polskich potraw. I oczywiście zaprzyjaźniła się przy tej okazji z p.Czesią.


Łapie kontakt ze wszystkimi. Niesamowicie otwarta osoba!

Joka z Tajwanka i.. TA dłoń! Kto zgadnie, czyjaż ona jest?

Są fajne dziewczyny, jest i Fazza :)
Dziewczyna z Tajwanu (nie udało mi się nauczyć jej imienia :( ) przyjechała do nas z polecenia innej Tajwanki, którą gościliśmy miesiąc temu.


Dziewczyny spotkały się przypadkiem. Nocowały w tym samym dormie w hostelu we Wrocławiu. Nie jest to statystycznie takie proste, żeby dwie Tajwanki spotkały się w jednym dormie w Polsce. W tym przypadku nie dość, że się spotkały w Polsce, to okazało się, że chodziły do tej samej szkoły w tym samym czasie. Świat jest taki mały!!!


Jednak w minionym tygodniu naszą cierpliwość i uwagę przetestowała Polka.
Papas odebrał rezerwację telefoniczną i od początku gryzło go, czy nie wsadzamy się na minę. Opisywałam niedawno problem rezerwacji telefonicznych. Często są one wysokiego ryzyka. Oczywiście nie zawsze. Było mnóstwo fantastycznych ludzi z tego kanału rezerwacji.
Jednak w tym przypadku Papasa coś zaczęło niepokoić. Kiedy panna przyjechała, zrozumiałam, że Papas miał rację.
Gdyby nie miała rezerwacji i przyszłaby "z ulicy", na pewno nie przyjęlibyśmy jej. Ona jednak miała rezerwację. Anioły nam sprzyjały! Nie miała dokumentu. Nie ma opcji, żeby zameldować kogoś bez dokumentu! Powiedziałam jej o tym. Ona na to, że pan, z którym rozmawiała telefonicznie, powiedział, że nie ma problemu. Można bez dokumentu. Byłam pewna na 1000%, że Papas nie powiedziałby tak. Panna się upierała i dodała, że wczoraj spała na Suchaninie i nie było problemu z powodu braku dokumentu. Próbowała się wylegitymować kartą stałego klienta z jakiegoś sklepu. Zadeklarowała, że poda z pamięci wszelkie dane. Nie zgodziłam się. Nie meldujemy bez dokumentu i już! Na pewno nie zmienimy zasad dla osoby z takim wyglądem. Powiedziałam, żeby zaczekała na Papasa i zrobimy konfrontację. W międzyczasie pożaliła się, że nie ma pieniędzy. Próbowałam jej zasugerować jakieś inne miejsca w Gdańsku z dolnej półki cenowej. Tańsze niż u nas. Przy każdym wymienionym obiekcie twierdziła, że tam już była i nie chce tam wracać. W tym momencie lampka zapaliła mi się jeszcze mocniej! Nie ma pieniędzy i tak wybrzydza???!!! Co więcej, dzwoniła do nas z zapytaniem o nazwę przystanku, na którym ma wysiąść, stojąc obok jednego z najtańszych hosteli w Gdańsku! Już byłam pewna! Ta osoba po jednej nocy nie ma wstępu do obiektu, który zaszczyciła swoja obecnością! Ufff.... Jak dobrze, że nie przyjęliśmy jej.
Konfrontacja z Papasem nie była dla niej korzystna. Próbowała wmówić, że zgodził się przyjąć ją bez dokumentów po rozmowie .... z jej kierowniczką. Papas nie rozmawiał z żadną kierowniczką! Nawet gdyby jej szefowa zechciała zaszczycić Papasa rozmową, nie zgodziłby się na pewno na meldunek bez dokumentów. Tak jakoś mam, że ufam Papasowi bardziej niż tej pannie.
Panna zobaczyła, że nic nie ugra i zaczęła nawet pyskować. Na szczęście jest już przeszłością.
Zdjęcia z panną nie ma. Żałujcie! Albo może nie :) Lepiej popatrzeć na sympatyczne osoby.


Na koniec sesja z Kiciusiem. Oczywiście dedykowana Kóżce i Adiemu :)
Kiciuś bezbłędnie wyczuwa, że czas posiadówek na kolanach bezlitośnie mija i atakuje jakiekolwiek kolana pojawiające się w jego polu widzenia.