Dzisiaj trochę o językach obcych. W hostelu Mamas&Papas gościliśmy
ludzi z ponad 70 państw z 6 kontynentów. Oczywiście nie ma możliwości
porozumiewać się z każdym w jego ojczystym języku. Współczesny esperanto
czyli język angielski jest raczej znany większości, ale nie wszystkim.
Trochę poobgaduję Gości, tak po cichutku :)
Bracia Moskale spowodowali, że błyskawicznie musiałam odnowić znajomość
języka rosyjskiego. Uczyłam się go dawno i nie używałam nic a nic .
Okazało się, że jestem bardzo utalentowana. Wystartowałam z rosyjską
mową niczym wytrawny rusycysta, bo.... nie miałam wyjścia. Większość
Gości z Rosji nie mówi po angielsku, ani w żadnym innym narzeczu.
Drugie miejsce przypada, wg naszych obserwacji, Gościom z Francji.
Niektórzy nie mówili nic w żadnym obcym języku, niektórzy ciut, ciut...
Ale od czego są ręce, translatory i inne wynalazki :)
Turcja też bywa kulawa w komunikacji.
Ale najwybitniejszy lingwista trafił się z Włoch.
Jego przyjazd opóźniał więc napisałam sms-a po angielsku z zapytaniem o
godzinę przybycia. Odpisał " O SAW ESCUSE ME". Nie bardzo skumałam,
która to godzina, więc napisałam kolejnego sms-a z zapytaniem, używając
bardzo prostych słów. Niestety, bez odpowiedzi. Czekałam, czekałam i
zdecydowałam, że idę spać, bo Gość nie przyjedzie.
Przybył ok 3 nad ranem. Nie mogłam się dogadać. On ciągle używał słowa "chocolate". Zapytałam:
-Are you hungry? (jesteś głodny?)
-No, no. I'm Italiano. (nie, nie, jestem Włochem)
Człowiek bardzo pozytywny. Nie przejmował się językiem. Znał słowa disco, center, the best pizza.
I wierzcie, naprawdę wyglądał na bardzo, bardzo szczęśliwego.
Konkluzja wyszła inna, niż zakładałam przed rozpoczęciem pisania tego posta.
Języki obce nie są potrzebne do szczęścia :)
Na zdjęciu nasi Goście na imprezie w Sopocie, wśród nich nasz lingwista (zagadka: który to pan?)
sobota, 8 września 2012
niedziela, 2 września 2012
Taxi
W Gdańsku nie można wiele dobrego powiedzieć o taxi. Wielu Gości hostelu Mamas and Papas korzysta z usług taksówek i ciągle palimy się ze wstydu z powodu nieuczciwości większości taksówkarzy.
Normą jest kasowanie za kurs z dworca do hostelu 50zł przy cenie normalnej ok 20zł. Kurs z lotniska nie powinien przekroczyć 70zł (przy niekorzystnych wiatrach). Przywieziono nam Gości za 180zł.
W czasie Euro 2012 taksówkarze poszaleli. Zaproponowano np. przejazd ze starówki (3km) do hostelu za 140zł. Gość pijany, ale czujny zrezygnował i przyjechał innym wozem za jedyne 100zł. :(
Inny przykład. Taksówka wioząca Gościa z dworca PKP do hostelu przyjechała od strony Pruszcza. Kierowca zapytany, dlaczego kombinuje, odparł, że nie mógł znaleźć hostelu. Sami popatrzcie na zdjęcie, czy można nie zauważyć hostelu i numeru posesji w biały dzień???
Cyferki na budynku są, tablica jest. Pan taksówkarz nie znalazł. My świecimy oczami za tych cwaniaków.
Innym razem: kurs do centrum Gdańska, a taxi wali na Pruszcz. Interwencja w centrali. Taksówkarz szukał miejsca do zawrócenia. Wszyscy zawracają pod hostelem, a on musiał wyjechać na rogatki miasta, żeby wykręcić. Dobrze, że Gdańsk to nie Nowy Jork. Tam to rogatki daleko są.....
Teraz coś pozytywnego (jednak).
Pan Piąty zostawił w taksówce iPoda. Wracał lekko (albo ciężko nawet) skaleczony o siódmej do hostelu i zostawił cenny sprzęt w taksówce. Jak się obudził, był przerażony. Miał tam wszystko związane ze swoją firmą. Wypytaliśmy możliwie szczegółowo o okoliczności i wyszło na to, że była to taksówka spoza korporacji. Szanse marne, a właściwie zerowe na odnalezienie kierowcy. I tu nastąpił cud!!! Wieczorem do hostelu przyjechał Pan i przywiózł sprzęt. Skojarzył kogo wiózł i wrócił. Nie wiemy, co prawda, ile skasował za kurs ze starówki. Na pewno mniej, niż warty był iPod w sensie rynkowym i osobistym.
Normą jest kasowanie za kurs z dworca do hostelu 50zł przy cenie normalnej ok 20zł. Kurs z lotniska nie powinien przekroczyć 70zł (przy niekorzystnych wiatrach). Przywieziono nam Gości za 180zł.
W czasie Euro 2012 taksówkarze poszaleli. Zaproponowano np. przejazd ze starówki (3km) do hostelu za 140zł. Gość pijany, ale czujny zrezygnował i przyjechał innym wozem za jedyne 100zł. :(
Inny przykład. Taksówka wioząca Gościa z dworca PKP do hostelu przyjechała od strony Pruszcza. Kierowca zapytany, dlaczego kombinuje, odparł, że nie mógł znaleźć hostelu. Sami popatrzcie na zdjęcie, czy można nie zauważyć hostelu i numeru posesji w biały dzień???
Cyferki na budynku są, tablica jest. Pan taksówkarz nie znalazł. My świecimy oczami za tych cwaniaków.
Innym razem: kurs do centrum Gdańska, a taxi wali na Pruszcz. Interwencja w centrali. Taksówkarz szukał miejsca do zawrócenia. Wszyscy zawracają pod hostelem, a on musiał wyjechać na rogatki miasta, żeby wykręcić. Dobrze, że Gdańsk to nie Nowy Jork. Tam to rogatki daleko są.....
Teraz coś pozytywnego (jednak).
Pan Piąty zostawił w taksówce iPoda. Wracał lekko (albo ciężko nawet) skaleczony o siódmej do hostelu i zostawił cenny sprzęt w taksówce. Jak się obudził, był przerażony. Miał tam wszystko związane ze swoją firmą. Wypytaliśmy możliwie szczegółowo o okoliczności i wyszło na to, że była to taksówka spoza korporacji. Szanse marne, a właściwie zerowe na odnalezienie kierowcy. I tu nastąpił cud!!! Wieczorem do hostelu przyjechał Pan i przywiózł sprzęt. Skojarzył kogo wiózł i wrócił. Nie wiemy, co prawda, ile skasował za kurs ze starówki. Na pewno mniej, niż warty był iPod w sensie rynkowym i osobistym.
środa, 29 sierpnia 2012
Pan Piąty
W nawiązaniu do poprzedniego postu o życiu w Hostelu Mamas and Papas, parę zdań o Panu Piątym.
Pan Piąty przyjechał do Gdańska na Euro 2012 bez żadnej rezerwacji noclegu. Wiadomo jak było w tym czasie z bazą noclegową. Szczególnie tanie noclegi szybko się wyprzedały. Pan Piąty miał iście ułańska fantazję. Po prostu przyjechał z założeniem, że jakoś będzie i .... jakoś było.
Został p r z y n i e s i o n y do naszego hostelu przez swoich rodaków. Ponieważ już wszystkie możliwości dodatkowych legowisk były wykorzystane, położyłam Pana do common room i zwierzyłam się Papasowi (on pierwszy wstawał), że znajdzie zwłoki na kanapie.No i trzeba je rano przemieścić na miejsce kibica z Wietnamu, który szczęśliwie bardzo rano miał samolot i zwalniał łóżko.
Rano Papas próbował obudzić Pana. Po jakimś czasie Pan Piąty otworzył oczy i popadł w przerażenie "GDZIE JA JESTEM??!!!!!!!!!" Kolo nie pamiętał nic!!! Po otworzeniu oczu zobaczył jakiegoś kolorowego cudaka (tzn. Papasa, który wyjątkowo barwnie się wystroił) i śniadego Hindusa, który nie był kibicem, ale akurat był w naszym hostelu. Nasz common room też nie należy do typowych w kwestii wystroju. Papas próbował przekonać Pana Piątego, żeby poszedł z nim (tylko łóżko chciał pokazać), ale Pan się BAŁ. Udało się wreszcie.
Został u nas jeszcze parę chwil. Następnej nocy miał łóżko, ale spał na ... podłodze obok. Dziwne te Chorwaty :)
Ale najlepsze spotkało Pana Piątego ze strony polskiego taksówkarza. Ale teraz nie chce mi się już pisać. Cdn...
Pan Piąty przyjechał do Gdańska na Euro 2012 bez żadnej rezerwacji noclegu. Wiadomo jak było w tym czasie z bazą noclegową. Szczególnie tanie noclegi szybko się wyprzedały. Pan Piąty miał iście ułańska fantazję. Po prostu przyjechał z założeniem, że jakoś będzie i .... jakoś było.
Został p r z y n i e s i o n y do naszego hostelu przez swoich rodaków. Ponieważ już wszystkie możliwości dodatkowych legowisk były wykorzystane, położyłam Pana do common room i zwierzyłam się Papasowi (on pierwszy wstawał), że znajdzie zwłoki na kanapie.No i trzeba je rano przemieścić na miejsce kibica z Wietnamu, który szczęśliwie bardzo rano miał samolot i zwalniał łóżko.
Rano Papas próbował obudzić Pana. Po jakimś czasie Pan Piąty otworzył oczy i popadł w przerażenie "GDZIE JA JESTEM??!!!!!!!!!" Kolo nie pamiętał nic!!! Po otworzeniu oczu zobaczył jakiegoś kolorowego cudaka (tzn. Papasa, który wyjątkowo barwnie się wystroił) i śniadego Hindusa, który nie był kibicem, ale akurat był w naszym hostelu. Nasz common room też nie należy do typowych w kwestii wystroju. Papas próbował przekonać Pana Piątego, żeby poszedł z nim (tylko łóżko chciał pokazać), ale Pan się BAŁ. Udało się wreszcie.
Został u nas jeszcze parę chwil. Następnej nocy miał łóżko, ale spał na ... podłodze obok. Dziwne te Chorwaty :)
Na żadnym zdjęciu nie ma Pana Piątego :)
Ale najlepsze spotkało Pana Piątego ze strony polskiego taksówkarza. Ale teraz nie chce mi się już pisać. Cdn...
sobota, 25 sierpnia 2012
Chorwacja
W hostelu nie mieliśmy zbyt wielu Gości z Chorwacji. Przyjechało kilka osób w czasie Euro 2012. Ciekawostka - wszyscy przyjechali z innych krajów niż Chorwacja, ale mieli chorwackie paszporty i wielką dumę z przynależności do swojego narodu. Byli Chorwaci ze Szwecji, Szwajcarii, USA i Japończyk mieszkający w Wilnie, który relacjonował mistrzostwa dla ......chorwackiej gazety.
Jedna grupa utkwiła nam w pamięci. Mieli rezerwację w naszym hostelu dla trzech osób. Przyjechali w czwórkę. Powiedzieliśmy im, że, niestety, nie mamy wolnych miejsc na cały pobyt dla czwartego Pana. Oni na ogromnym luzie odrzekli, że jakoś się przytulą, żeby Pana Czwartego nie wypędzać. No cóż, Klient nasz Pan, chce trzymać w nogach Pana Czwartego , niech trzyma. Nie wypędziliśmy.
W dniu meczu Chorwacji z Hiszpanią mieliśmy już przez Pana Czwartego nadkomplet. Wracają nad ranem weseli Chorwaci i Pan Najstarszy coś tłumaczy, że jest ich więcej. No, wiem. Pan Czwarty przecież... Pan Najstarszy słabo po angielsku mówił, jeszcze dodatkowo zaszczepiony był przez alkohol, ale czułam, że ma coś ważnego do powiedzenia. Gadamy, gadamy i pokazałam na palcach "4 osoby?". Pan Najstarszy: NIE, PIĘĆ!!! Wołam: Przecież wiecie, że już dla Pana Czwartego nie było miejsca!!!!
Wiedzieli, ale Pan Piąty był ich przyjacielem, którego znaleźli na starówce i nie mogli go zostawić. Pytamy: spotkaliście w Gdańsku przyjaciela??!!! Nie wiedzieliście, że tu będzie??!!!
Nie wiedzieli.
Pierwszy raz widzieli go na oczy.
Ponieważ pochodził z tego samego miasta, no to przecież PRZYJACIEL!!!!!
Tylko pozazdrościć poczucia wspólnoty. Pana Piątego nie wypędziliśmy z hostelu, no bo jak tak na noc (chociaż w zasadzie to już prawie rano było). Co było dalej za parę dni dopowiem ....
Jedna grupa utkwiła nam w pamięci. Mieli rezerwację w naszym hostelu dla trzech osób. Przyjechali w czwórkę. Powiedzieliśmy im, że, niestety, nie mamy wolnych miejsc na cały pobyt dla czwartego Pana. Oni na ogromnym luzie odrzekli, że jakoś się przytulą, żeby Pana Czwartego nie wypędzać. No cóż, Klient nasz Pan, chce trzymać w nogach Pana Czwartego , niech trzyma. Nie wypędziliśmy.
W dniu meczu Chorwacji z Hiszpanią mieliśmy już przez Pana Czwartego nadkomplet. Wracają nad ranem weseli Chorwaci i Pan Najstarszy coś tłumaczy, że jest ich więcej. No, wiem. Pan Czwarty przecież... Pan Najstarszy słabo po angielsku mówił, jeszcze dodatkowo zaszczepiony był przez alkohol, ale czułam, że ma coś ważnego do powiedzenia. Gadamy, gadamy i pokazałam na palcach "4 osoby?". Pan Najstarszy: NIE, PIĘĆ!!! Wołam: Przecież wiecie, że już dla Pana Czwartego nie było miejsca!!!!
Wiedzieli, ale Pan Piąty był ich przyjacielem, którego znaleźli na starówce i nie mogli go zostawić. Pytamy: spotkaliście w Gdańsku przyjaciela??!!! Nie wiedzieliście, że tu będzie??!!!
Nie wiedzieli.
Pierwszy raz widzieli go na oczy.
Ponieważ pochodził z tego samego miasta, no to przecież PRZYJACIEL!!!!!
Tylko pozazdrościć poczucia wspólnoty. Pana Piątego nie wypędziliśmy z hostelu, no bo jak tak na noc (chociaż w zasadzie to już prawie rano było). Co było dalej za parę dni dopowiem ....
wtorek, 21 sierpnia 2012
Minął rok działalności hostelu.
Minął rok działalności hostelu. Bardzo fajny czas. Bywało ciężko, ale pozytywnych stron było na pewno dużo, dużo więcej. Właściwie, to już nie pamiętamy tych trudniejszych. Niestety i wiele interesujących wspomnień zaczyna się zacierać. Stąd pomysł, żeby pisać , o tym, co się dzieje i próbować co nieco przywrócić pamięci z przeszłości. Wystartowaliśmy w połowie czerwca 2011 roku. Otworzyliśmy w Gdańsku Hostel Mamas&Papas. Nazwa nawiązuje do muzyki, do szalonych lat 60-tych, a także domowej atmosfery. Goście często wybierają nasz hostel ze względu na nazwę i logo, a jeżeli ktoś właśnie tym się kieruje musi być pozytywny i/lub szalony.
A propos szaleństwa…..Czas na wspominki:
Pewnego zabieganego poranka zajrzałam do pustego ,wg mojej wiedzy, pokoju, a tam ktoś śpi. Przepytałam wszystkie możliwe osoby, kto tam jest? Wszyscy bili się w piersi, że na pewno NIKT. Zajrzałam jeszcze raz i widzę, że JEST. Serca mamy dobre, więc nie budzimy delikwenta. Jak wstał zeznał, że znalazł nasz hostel w internecie. Bardzo mu się spodobało logo, nazwa i opinie i postanowił po 3 w nocy, że chce się u nas zatrzymać. Jak postanowił, tak zrobił. Poszedł w nocy ponad 30 min na piechotę w obcym mieście, z mapką w głowie.
Tej nocy zepsuł się zamek w drzwiach wejściowych. Siedziałam na recepcji do powrotu wszystkich Gości, zamknęłam drzwi na taki durnowaty zamek od środka i poszłam spać. W międzyczasie Daniel dotarł do hostelu. Zastał drzwi zamknięte, to je sobie ……otworzył. Nie wiem, gdzie się uczył zawodu włamywacza, ale poszło mu świetnie. Z pełną determinacją dążył do celu, jakim był pobyt w hostelu Mamas&Papas. Opowiadał, że po wejściu do środka zwątpił, czy na pewno włamał się do hostelu, a nie domu prywatnego, bo było …..za czysto. Po pierwszym szoku zobaczył tablicę informacyjną m.in. z kartką „free hugs for everyone” i wiedział, że jest w domu, tzn w hostelu. Znalazł wolny pokój przy recepcji i poszedł spać. Rano przeprosił za włam, zapłacił za pobyt i spędził u nas parę dni. Może jego fantazję tłumaczą geny. Chociaż jest Amerykaninem urodzonym w USA, wśród przodków miał Polaków i Rosjan. Dawne to dzieje, bo okolica I wojny światowej, ale ułańska fantazja przetrwała. A dla nas nauczka. Natychmiast wymieniliśmy zamki i w sumie szkoda, że prawdopodobnie ludzie tacy, jak Daniel nie włamią się. Ale nie tracimy nadziei - może poczekają do rana w ogrodzie.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
CouchSurfing w hostelu
Zapewne nie wszyscy spotkali się z takim określeniem. Warto je zapamiętać. W dużym uproszczeniu jest to idea wymiany wśród podróżników (za darmo) różnego rodzaju przysług . Najczęściej dotyczy to możliwości bezpłatnego noclegu, ale może to tez być np. oprowadzenie po mieście czy pomoc w załatwieniu jakiejś sprawy. Ludzie odnajdują się za pomocą strony internetowej. Jest to bardzo fajny sposób na tanie spanie. Standard zależy od przyjmującego. Może to być miejsce na podłodze, łóżko lub nawet pokój. Ze śniadaniem lub bez. Podróżnik bezwzględnie musi dopasować się do miejsca, do którego przybył. Nie powinien absorbować gospodarza ani burzyć porządku zastanego na miejscu. Nie jest to hotel czy hostel i nie ma mowy o "skakaniu" przy podróżniku. Raczej on powinien "skakać", żeby zrewanżować się za gościnę.
Ada przystąpiła do społeczności www.couchsurfing.org. Ponieważ częściej śpi w hostelu niż w domu zapraszała couchsurferów właśnie do hostelu Mamas and Papas. Wczoraj była u nas para będąca zaprzeczeniem couchsurfingu. Obudzili Adę skoro świt, bo im się czekać nie chciało. Łóżka przeznaczone dla nich nie były jeszcze dostępne (no bo to świt był). Pozwoliła im wejść i zostawić tymczasowo bagaże w pokoju przygotowanym na przyjazd innych Gości. Zanim się zorientowała, gagatki zniknęły razem z kluczem. Nastąpiło złamanie ważnej zasady couchsurfingu. Klucze dostaje się tylko z woli właściciela lokum i absolutnie nie można się ich domagać. Weszła do pokoju przy pomocy klucza zapasowego i zastała bagaże gagatków rozbebeszone na czystych łóżkach, łącznie z mokrą odzieżą. Wyniosła toboły, pokój trzeba było jeszcze raz przygotować. Gagatki pojawiły się o 23. Na zwróconą im uwagę, że połamali wszelkie zasady couchsurfingu, obrazili się i stwierdzili, że to przecież hostel, więc oczekiwali pokoju z pościelą i pełną obsługą. Hostel.., owszem, ale to byli przecież couchsurferzy. Niestety, potraktowali ideę jako darmowy nocleg bez zobowiązań.
Na szczęście dziś pojawili się dwaj uroczy młodzieńcy ze Słowacji. Couchsurferzy pełną gębą. Mówili po polsku. Języka nauczyli się na studiach w Portugalii. Próbowali nauczyć się po portugalsku, ale im nie wychodziło. Za trudno było. Nauczyli się więc .....polskiego od tamtejszych naszych rodaków. Wyszło na to, że podróże mimo wszystko kształcą (chociaż nie po portugalsku). Fajnie przekręcali. Np. jeden mówi, że będzie po hiszpanowskiej stronie. Kolega szybko go poprawił. "Nie mówi się hiszpanowska, tylko ispanska". Oni z naszego języka też się śmieli. Ale to wiadomo od zawsze, że Polacy, Czesi, Słowacy nabijają się nawzajem. No i bardzo dobrze!!!Wesoło jest!!!! Zaraz się napiję silnej kawy z czerstwym mlekiem.
Na zdjęciach poniżej NIE MA couchsurferów :)))
środa, 8 sierpnia 2012
Czym jest hostel?
Hostel to miejsce, gdzie można wykupić tani nocleg. Przeważają tu przestrzenie wspólne. Wspólne są łazienki, kuchnie, common room, pokoje. Czasami są w hostelach pokoje prywatne, ale to jedyna dostępna prywata. No, jeszcze łóżka są prywatne.... jeżeli właściciel sobie życzy :) W Gdańsku powstaje coraz więcej hosteli, ponieważ jest spore zapotrzebowanie na taką formę taniego spania. Tanie spanie, a więc wyposażenie podstawowe, bez bajerów i nadmiernych udogodnień. I tu zaczynają się schody......
Często osoby rezerwujące miejsce w hostelu nie zauważają literki "s" w nazwie obiektu. Chcą przespać się tanio, ale oczekiwania mają naprawdę iście "hiltonowskie". Niestety przodują w tym nasi rodacy. NIE WSZYSCY oczywiście, ale.... większość. Oczekują prywatnej łazienki, telewizora, lodówki itp. W zaprzyjaźnionym hostelu było nawet zapotrzebowanie na śniadanie podane do łóżka!
Oczywiście, nie każdy musi wiedzieć wszystko o każdej formie noclegu, ale kierując się ceną można spodziewać się czegoś adekwatnego do poniesionych kosztów. My na razie nie planujemy zatrudniać lokaja w liberii, więc niektórzy Goście będą zawiedzeni :)
Przykład stanu świadomości na temat hostelu jako formy taniego noclegu.
-Macie wolne miejsca? Kolega chciał zarezerwować.
-Mamy wolne tylko miejsca w dormach.
-Po ile?
-x zł
-X??!!!! Dlaczego ja płacę 2X??!!!
-Ty śpisz w pokoju prywatnym, a koledze możemy zaproponować tylko miejsce w dormie.
-Co to znaczy?
-Tyle, że będzie spał w pokoju wspólnym z innymi Gośćmi.
-To chcecie władować mu do pokoju obcych ludzi???!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Nie, jego chcemy władować do pokoju, w którym mieszkają inni ludzie :)
Człowiek był w głębokim szoku, Nawet troszkę się nas obraził. Wybaczyliśmy. Po prostu nie miał pojęcia czym jest hostel. Niestety, nie jest to wiedza powszechna, jak w innych krajach.
Niedawno mieliśmy Gości z Australii, których przyłapałam na myciu puszek po piwie, bo chcieli sobie wody na noc nalać, a nie chcieli robić kłopotu...
W hostelu wszystko jest wspólne
Często osoby rezerwujące miejsce w hostelu nie zauważają literki "s" w nazwie obiektu. Chcą przespać się tanio, ale oczekiwania mają naprawdę iście "hiltonowskie". Niestety przodują w tym nasi rodacy. NIE WSZYSCY oczywiście, ale.... większość. Oczekują prywatnej łazienki, telewizora, lodówki itp. W zaprzyjaźnionym hostelu było nawet zapotrzebowanie na śniadanie podane do łóżka!
Oczywiście, nie każdy musi wiedzieć wszystko o każdej formie noclegu, ale kierując się ceną można spodziewać się czegoś adekwatnego do poniesionych kosztów. My na razie nie planujemy zatrudniać lokaja w liberii, więc niektórzy Goście będą zawiedzeni :)
Przykład stanu świadomości na temat hostelu jako formy taniego noclegu.
-Macie wolne miejsca? Kolega chciał zarezerwować.
-Mamy wolne tylko miejsca w dormach.
-Po ile?
-x zł
-X??!!!! Dlaczego ja płacę 2X??!!!
-Ty śpisz w pokoju prywatnym, a koledze możemy zaproponować tylko miejsce w dormie.
-Co to znaczy?
-Tyle, że będzie spał w pokoju wspólnym z innymi Gośćmi.
-To chcecie władować mu do pokoju obcych ludzi???!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
-Nie, jego chcemy władować do pokoju, w którym mieszkają inni ludzie :)
Człowiek był w głębokim szoku, Nawet troszkę się nas obraził. Wybaczyliśmy. Po prostu nie miał pojęcia czym jest hostel. Niestety, nie jest to wiedza powszechna, jak w innych krajach.
Niedawno mieliśmy Gości z Australii, których przyłapałam na myciu puszek po piwie, bo chcieli sobie wody na noc nalać, a nie chcieli robić kłopotu...
W hostelu wszystko jest wspólne
Subskrybuj:
Posty (Atom)






