piątek, 12 października 2012

porady praktyczne: workaway

Pisałam w poprzednim poście o Tajwańczyku, który przebywa w hostelu Mamas&Papas w ramach programu workaway. Jest to bardzo fajny pomysł na tanie spanie, a właściwie tanie podróżowanie. Pisałam kiedyś o idei couchsurfingu. Workaway jest lepszy na dłuższy pobyt. Z grubsza polega to na tym, że na stronie www.workaway.info ludzie szukają miejsca oferującego w zamian za pracę darmowe spanie i wyżywienie. Oczywiście całkiem darmowe nie jest, bo praca ma też wartość. Ale często pracę z dnia na dzień na krótki okres ciężko znaleźć. Poza tym obrót bezgotówkowy jest prostszy. Workawayer żyje przy rodzinie, lepiej poznaje ludzi, kulturę, życie codzienne w danym kraju. My poznajemy ich. Nasz Layx bardzo szybko zaczął się dziwić, jak odpowiadaliśmy na jego pytania dotyczące Polski i np. Kościoła. Sam jest chrześcijaninem, co w Azji nie jest normą. My się dziwimy czasami, jak on opowiada......
Co do zasady praca nie powinna zajmować więcej niż 5 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Strony umawiają się co do ewentualnego kieszonkowego, warunków do spania itd.
Ada podpowiedziała nam tą stronę i spróbowaliśmy. Była u nas Jyoti z Anglii. Teraz Layx. Chętnych były miliony. Korzystamy z ich pomocy, a jednocześnie dużo rozmawiamy. Poznajemy się po prostu. Ciekawe doświadczenie.
Teraz ja podpowiadam to rozwiązanie Wam. Może marzycie o podróżach, ale brak kasy Was ogranicza. Warto spróbować.

 Jyoti była fajna; co dalej, to się okaże :)

poniedziałek, 8 października 2012

Uprzedzenia i stereotypy

Dzisiaj znowu piszę pod wpływem bieżących wydarzeń w hostelu Mamas&Papas.
Do Gdańska i do naszego hostelu przyjeżdżają ludzie z całego świata, przywożąc swoje opowieści, doświadczenia i .... obciążenia historyczne.
Pamiętam w jakie osłupienie wprowadziła nas dziewczyna z Turcji. Pół godziny po przyjeździe zapytała bez ogródek (oczekując ewidentnie jednej jedynej odpowiedzi), czy nienawidzimy Niemców.
Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nie - nie nienawidzimy. Zdumiona stwierdziła, że nie wierzy, że po tym, co oni nam zrobili, my nie chcemy ich nienawidzić.
Nie docierało do niej, że Ci, co do nas  przyjeżdżają niczego złego nam nie zrobili. To, co się zdarzyło wiele lat temu, to historia. Historia, którą trzeba znać i pamiętać, ale nienawiść nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Poza tym, naszym zdaniem, nie można oceniać narodów, co najwyżej pojedynczych ludzi. W każdym narodzie są ludzie mądrzy i są idioci, są uczciwi i są złodzieje, itd.
Nie rozumiała. Skomentowała tylko, że 100lat temu Ormianie zrobili rzeź Turków i ona Ormian nienawidzi.
My myśleliśmy, że było raczej na odwrót, ale nie było sensu dyskutować. Załamujące jest to, że była studentką i jako osoba wykształcona będzie elitą w tureckiej społeczności.

Aktualnie przebywa u nas chłopak z Tajwanu (jako uczestnik programu workaway). Zapytaliśmy go o stosunek Tajwańczyków do Chińczyków. Wiemy, że i w tych krajach historia odcisnęła piętno na wzajemnych relacjach. Powiedział, że nie bardzo się lubią. A przecież Tajwan nazywa się oficjalnie Republika Chińska. Na wieść, że przyjeżdżają Goście z Chin, nie ucieszył się.
Goście przyjechali i .... spędzili wspólnie z Tajwańczykiem całe popołudnie. Razem udali się na starówkę, razem jedli zupę na recepcji, rozmawiali śmiejąc się dużo. Okazuje się, że nie są śmiertelnymi wrogami. Wyłazi bezsens relacji międzyludzkich opartych na podsycaniu wzajemnej niechęci czy wręcz nienawiści. Ludzie często dopiero przy bezpośredniej relacji dowiadują się, że ten wróg to całkiem fajny jest, a nienawiść jest bez sensu.
Za parę dni przyjeżdża ktoś z Japonii. Nasz miły Tajwańczyk poinformował nas, że Japończycy są największym wrogiem wszystkich krajów z tej części Azji i perspektywa spotkania z japońskim Gościem nie bardzo mu przypadła do gustu.
Pożyjemy, zobaczymy. Czujemy, że będzie miło. Musi być fajnie! Nie pozwolimy, aby w hostelu Mamas&Papas królowały uprzedzenia i stereotypy.
Ostatnio mieliśmy Gościa z Rosji, który starał się mówić po polsku. Ponieważ mówię po rosyjsku, zapytałam, czy nie byłoby mu wygodniej przejść na ten właśnie język. Odparł, że jesteśmy sąsiadami (przyjechał z Kaliningradu) i musimy się dogadywać, dlatego stara się mówić po polsku. Miły akcent w polsko-rosyjskich stosunkach. W naszym hostelu bardzo pożądany :)

Czy oni wyglądają na wrogów?

poniedziałek, 1 października 2012

Pan Jan

Dzisiaj opowiem o Panu Janie. Pan Jan przyjechał do hostelu Mamas&Papas na jedną noc w drodze ze Szwecji nad polskie morze.
Dlaczego Pan Jan zasłużył na osobną opowieść (oprócz Pana Piątego)?
Pan ten ma prawie 90 lat. Jest bardzo samodzielny i w doskonałej formie. W czasach dla nas przedpotopowych był medalistą mistrzostw Polski w skoku w dal oraz trenerem kadry lekkoatletycznej. Zdradził nam tajemnicę doskonałej formy. Naprawdę DROBIAZG. Codziennie przed śniadaniem ćwiczcie 30 minut. CODZIENNIE!!!!
Również, gdy śpicie w hostelu, czy gdziekolwiek jesteście.
I tak przez wiele dziesiątek lat. Proste, prawda??!!
Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt posiadania 90-letniej perspektywy spojrzenia na świat. Pan Jan rozmawiając przez telefon  z wnuczką wyraził zadowolenie z faktu przebywania w hostelu Mamas&Papas. Pochwalił się też, że z przystanku odebrał go taki miły, młody człowiek, czyli ....Papas. No i wiemy wreszcie, że Papas to młodziak jest. Papas nie zaprzecza. Ja potwierdzam :)

wtorek, 25 września 2012

Obcokrajowcy, uważajcie!!!!

W tym wpisie pragnę wyrazić swoje oburzenie na traktowanie mnie przez los :))))
Przyszły do hostelu Mamas&Papas trzy przemiłe, wesołe obywatelki Australii. Znalazły informacje o naszym hostelu w internecie i zapragnęły zatrzymać się właśnie u nas w trakcie swojego pobytu w Gdańsku.
Którejś nocy wtoczyła się (pardon - weszła) jedna z nich do hostelu i od razu oceniliśmy z Papasem, że nie jest dobrze. Po chwili weszły (tzn. ledwo się wtoczyły) dwie kolejne dziewczyny i  stwierdziliśmy, że pierwsza to właściwie trzeźwa była jak niemowlę. Panie były mocno wypełnione trunkami. Przewracały się, bełkotały i tam takie inne.... Po chwili zaczęła się twórczość artystyczna, czyli przecudne kolorowe pawie. Zgodnie z regulaminem trzeba by Panie wystawić z hostelu, ale ciemno i zimno, i takie zaczarowane..... No, cóż. Mamas zakłada rękawiczki i bierze się do roboty. Ciąg dalszy nerwowy i niezbyt miły. Ale stało się.
Rano dziewczyny miały mega moralniaka. Przepraszały milion razy. Opowiedziały, że spotkały w pubie przemiłych Polaków, którzy postanowili zaznajomić je z jak największą ilością gatunków wódki. Wiadomo, Polska trunkiem stoi!!! Nieświadome zagrożenia próbowały, próbowały, próbowały..... A ja sprzątałam, sprzątałam, sprzątałam...
A teraz o mojej krzywdzie. Przyszły Panie wieczorem do Papasa z garścią piwa jako przeprosinami i podziękowaniem za sprzątnięcie dowodów hańby. Ja sprzątałam, Papas dostał piwo i przeprosiny. Nie wiem, czy się kiedyś podniosę po tej traumie :))))))
Następnego dnia wtoczyła się do hostelu dwójka sympatycznych Gości z Niemiec. W zasadzie kalka poprzedniej sytuacji. Też spotkali przemiłych Polaków, też dużo próbowali i aktualnie słyszę niepokojące odgłosy z łazienki. Zakładam rękawiczki (nie z powodu zimna) i lecę zobaczyć, co słychać (tzn. widać).
Obcokrajowcy, bądźcie czujni!!!!!!!!!!!!!

Litościwie ludzkich zdjęć dzisiaj nie będzie. Kto by chciał pokazać się z takiej strony....




wtorek, 18 września 2012

Szwedzi

Dzisiaj wyskoczymy z ploteczkami na północ.
Bracia Szwedzi przyjeżdżają do Polski w zasadzie w jednym celu: CHCĄ SIĘ CIESZYĆ. Wiadomo, jakie są ceny w Szwecji. Samoloty i promy do Gdańska kursują więc zapełnione amatorami dobrej zabawy. Także Hostel Mamas&Papas ma szanse popatrzeć, jak się bawi szwedzki naród :)
Poza totalnym luzem, Goście ze Szwecji charakteryzują się dużą konsekwencją historyczną. Mamy regularne powtórki z historii pod tytułem "potop szwedzki". Pierwszy raz byliśmy mało czujni i ujrzeliśmy potop w momencie, gdy woda z domku wypłynęła z łazienki za zewnątrz budynku. Szok!!! Potem byliśmy bardziej doświadczeni i baaaaaaaaaaaaaaaaaardzo czujni.
Pewna grupa ze Szwecji bardzo nas ujęła swoim zaangażowaniem w nasze sprawy. Tej nocy była potworna wichura. Taka, o których później mówią w telewizji przez wiele dni. Nie miałam pojęcia, co się dzieje, bo zaczęło się, jak siedziałam na recepcji. Wpadli chłopacy ze Szwecji i wołają, że wichura wyłamuje bramę. Wyskoczyłam na zewnątrz, a wiatr próbuje mnie przemieścić w inną stronę. Bramę też. Powiadomili i mogli sobie pójść. Poszli, ale po ratunek. Skakali przez płot szukając stosownych kamieni. Trzymali bramę, a jeden to nawet mnie trzymał :)))) 
Ostatecznie przytargali ławkę z ogrodu i jakoś unieruchomili te nieszczęsne wrota. Super postawa! Zanieśli mnie do hostelu i poszli spać. (Tak przypuszczałam).
Rano okazało się, że mieli sprawę na recepcji. Weszli (kurcze, nie wiem, jak) załatwili, poszli.

Молодцы!!!

Młodzież szwedzka, bardzo wyluzowana, zadała pytanie mi i Papasowi.
Czy pamiętamy czasy II wojny światowej? Jak się wtedy żyło w Gdańsku? Ja nie pamiętam. Papas też się nie przyznaje. Idzie w zaparte, a przecież trzeba odpowiadać młodym na pytania :)))))

Jedna z ekip


sobota, 8 września 2012

język

Dzisiaj trochę o językach obcych. W hostelu Mamas&Papas gościliśmy ludzi z ponad 70 państw z 6 kontynentów. Oczywiście nie ma możliwości porozumiewać się z każdym w jego ojczystym języku. Współczesny esperanto czyli język angielski jest raczej znany większości, ale nie wszystkim.
Trochę poobgaduję Gości, tak po cichutku :)
Bracia Moskale spowodowali, że błyskawicznie musiałam odnowić znajomość języka rosyjskiego. Uczyłam się go dawno i nie używałam nic a nic . Okazało się, że jestem bardzo utalentowana. Wystartowałam z rosyjską mową niczym wytrawny rusycysta, bo.... nie miałam wyjścia. Większość Gości z Rosji nie mówi po angielsku, ani w żadnym innym narzeczu.
Drugie miejsce przypada, wg naszych obserwacji, Gościom z Francji. Niektórzy nie mówili nic w żadnym obcym języku, niektórzy ciut, ciut... Ale od czego są ręce, translatory i inne wynalazki :)
Turcja też bywa kulawa w komunikacji.
Ale najwybitniejszy lingwista trafił się z Włoch.
Jego przyjazd opóźniał więc napisałam sms-a po angielsku z zapytaniem o godzinę przybycia. Odpisał " O SAW ESCUSE ME". Nie bardzo skumałam, która to godzina, więc napisałam kolejnego sms-a z zapytaniem, używając bardzo prostych słów. Niestety, bez odpowiedzi. Czekałam, czekałam i zdecydowałam, że idę spać, bo Gość nie przyjedzie.
Przybył ok 3 nad ranem. Nie mogłam się dogadać. On ciągle używał słowa "chocolate". Zapytałam:
-Are you hungry? (jesteś głodny?)
-No, no. I'm Italiano. (nie, nie, jestem Włochem)
Człowiek bardzo pozytywny. Nie przejmował się językiem. Znał słowa disco, center, the best pizza.
I wierzcie, naprawdę wyglądał na bardzo, bardzo szczęśliwego.
Konkluzja wyszła inna, niż zakładałam przed rozpoczęciem pisania tego posta.

Języki obce nie są potrzebne do szczęścia :)


Na zdjęciu nasi Goście na imprezie w Sopocie, wśród nich nasz lingwista (zagadka: który to pan?)



niedziela, 2 września 2012

Taxi

W Gdańsku nie można wiele dobrego powiedzieć o taxi. Wielu Gości hostelu Mamas and Papas korzysta z usług taksówek i ciągle palimy się ze wstydu z powodu nieuczciwości większości taksówkarzy.
Normą jest kasowanie za kurs z dworca do hostelu 50zł przy cenie normalnej ok 20zł. Kurs z lotniska nie powinien przekroczyć 70zł (przy niekorzystnych wiatrach). Przywieziono nam Gości za 180zł.
W czasie Euro 2012 taksówkarze poszaleli. Zaproponowano np. przejazd ze starówki (3km) do hostelu za 140zł. Gość pijany, ale czujny zrezygnował i przyjechał innym wozem za jedyne 100zł. :(
Inny przykład. Taksówka wioząca Gościa z dworca PKP do hostelu przyjechała od strony Pruszcza. Kierowca zapytany, dlaczego kombinuje, odparł, że nie mógł znaleźć hostelu. Sami popatrzcie na zdjęcie, czy można nie zauważyć hostelu i numeru posesji w biały dzień???




Cyferki na budynku są, tablica jest. Pan taksówkarz nie znalazł. My świecimy oczami za tych cwaniaków.

Innym razem: kurs do centrum Gdańska, a taxi wali na Pruszcz. Interwencja w centrali. Taksówkarz szukał miejsca do zawrócenia. Wszyscy zawracają pod hostelem, a on musiał wyjechać na rogatki miasta, żeby wykręcić. Dobrze, że Gdańsk to nie Nowy Jork. Tam to rogatki daleko są.....

Teraz coś pozytywnego (jednak).
Pan Piąty zostawił w taksówce iPoda. Wracał  lekko (albo ciężko nawet) skaleczony o siódmej do hostelu i zostawił cenny sprzęt w taksówce. Jak się obudził, był przerażony. Miał tam wszystko związane ze swoją firmą. Wypytaliśmy możliwie szczegółowo o okoliczności i wyszło na to, że była to taksówka spoza korporacji. Szanse marne, a właściwie zerowe na odnalezienie kierowcy. I tu nastąpił cud!!! Wieczorem do hostelu przyjechał Pan i przywiózł sprzęt. Skojarzył kogo wiózł i wrócił. Nie wiemy, co prawda, ile skasował za kurs ze starówki. Na pewno mniej, niż warty był iPod w sensie rynkowym i osobistym.