poniedziałek, 12 listopada 2012

Po co przyjeżdżają do Gdańska....

Nie mieliśmy pojęcia przed otworzeniem Hostelu Mamas&Papas, jak bardzo różne mogą być powody pobytu w hostelu.
Oczywiście pierwszy i podstawowy cel, w jakim przybywają do Gdańska Goście to cel turystyczny. Gdańsk jest postrzegany jako miejsce bardzo piękne. Bardzo często Goście odwiedzają Malbork, Stutthof i Sopot. Ten ostatni nie tylko jako miejsce do obejrzenia, ale przede wszystkim w celach imprezowych. Nasi taksówkarze nieźle nabijają kabzy. Nocny transport publiczny wybitnie im w tym pomaga.
Bardzo częstym powodem wizyty w Gdańsku są zakupy. Przodują w tym Rosjanie, głównie z Kaliningradu, ale inne nacje też korzystają z różnic cenowych. Pokłosiem zakupów często bywa kubeł na śmieci pełny porzuconych butów czy innych części garderoby. Tylko Pan z wędką ma później problem, co zabrać i czy na małżonkę będzie pasować.
Kolejnym powodem przybycia do Gdańska i noclegu w hostelu jest bardzo prozaiczna potrzeba znalezienia pracy. Dużo osób szuka szczęścia w odległym często dla nich  Gdańsku. Niestety, na ogół nie wiemy, czy z sukcesem, chociaż zawsze trzymamy mocno kciuki.
Zresztą, nieturystyczne powody podróży są tak liczne, że nie wyobrażaliśmy sobie tego wcześniej. Sami nocowaliśmy w hostelach wyłącznie jako turyści i stąd może nasze zaskoczenie.
Ludzie przyjeżdżają na rozmowy kwalifikacyjne, na szkolenia, na egzaminy, do pracy.
Wśród tych ostatnich był Pan, który incognito wizytował kluby go go (go-go, gogo - jak to się pisze?). Stwierdził zresztą, że te przybytki mamy kiepskie. Mówił, że za pieniądze zleceniodawcy może się pomęczyć, za swoje nigdy w życiu! Dziwił się, że nie mamy materiałów reklamujących takie miejsca i nie polecamy ich Gościom. W sumie nie pomyśleliśmy o tym. Ale może i lepiej, skoro kiepskie są.........
Dzisiaj przyjechał Gość ze Szwecji na....rozprawę sądową. Został oszukany przez polskiego developera. Sprawa toczy się w sądzie już trzy lata. Pan oczywiście nie może się nadziwić. Mówi, że w Szwecji po roku byłoby po wszystkim. No cóż, wstydziliśmy się za kolej, pocztę i inne, możemy powstydzić się i za sądy.
Byli też u nas Goście z trójmiejskim meldunkiem. Różne sytuacje, najczęściej niewesołe, zmuszały ich do szukania noclegu na mieście czyli w hostelu Mamas&Papas.
Jeszcze jedna historia.
Pojawiła się w hostelu Pani, która kiedyś u nas gościła. Tym razem przyjechała z mamą do Gdańska odwiedzić brata. Narzeczona brata kategorycznie odmówiła ugoszczenia przyszłej teściowej i szwagierki. Po krótkiej i treściwej kłótni Panie postanowiły zanocować w znanym już sobie miejscu, czyli w naszym hostelu. Nierozwiązanie konfliktu spowodowało ogromny stres i morze wylanych łez. Ale Panie były charakterne. Pojechały jeszcze raz się rozmówić i wróciły wyluzowane i zadowolone. Okazało się, że urażona narzeczona uderzyła swojego ukochanego. Tego mamusia nie wytrzymała i... oddała... narzeczonej. Wysiłek fizyczny najwyraźniej pomógł pozbyć się nadmiaru złej energii. Dziewczyny odreagowały i od tej pory miały fajny pobyt w Gdańsku.
Żeby nie było tak strasznie życiowo, dodam, że nadal większość osób przyjeżdża zwiedzać, na koncerty, na mecze.





niedziela, 4 listopada 2012

Pan z wędką....

Życie hostelu Mams&Papas jest barwne nie tylko dzięki Gościom przyjeżdżającym do Gdańska. Wśród ważnych postaci z okolic hostelu znajduje się Pan z wędką....
Pierwszy raz zobaczyliśmy Pana wkrótce po rozpoczęciu działalności hostelu. Pojawił się w piękny słoneczny letni poranek. Wynurzył się jak Afrodyta z piany morskiej. Pojawił się znienacka, prawie piękny i na pewno intrygujący.
Prawie piękny... Wyglądał, jakby parę dni wcześniej wyszykował się elegancko na ważną uroczystość. No właśnie, parę dni wcześniej.... Koszula miała ślady białości i żelazka, reszta odzieży też nosiła wspomnienie elegancji. Pan z wędką na ramieniu przywitał się i oświadczył, że idzie na ryby. Powtarzało się to kilka dni. Nigdy nie złowił żadnej ryby, ale dzielnie wędkę nadal nosił. Po jakimś czasie wędka zniknęła, strój też został zmieniony na mniej wizytowy. Okazało się, że prawdziwą pasją Pan nie są ryby lecz puste puszki. Tzn. pełne prawdopodobnie są Panu bliższe, ale zanim będą pełne, trzeba trochę pochodzić za pustymi.
Pan "zabija" nas co chwila swoimi pomysłami czy tekstami. Któregoś razu Papas przyłapał go wcześnie rano, gdy wynurzył się z naszego ogrodu z worami pełnymi puszek i flaszek. Zapytany, co on tutaj robi, odrzekł, że on tu sobie przechowuje łupy. Nie chce mu się nosić, to wlazł na prywatną posesję i zrobił sobie magazyn. Papas stanowczo Pana pogonił i zabronił wstępu na nasz teren, zwłaszcza w takim stanie czystości, zapachu i celu. Pan baaaaaaaaaaaaardzo zdziwiony zapytał: Dlaczego???!!! Przecież on niczego złego nie robi.!!!Stwierdzenie, że samo szwendanie się bez zgody właściciela po prywatnym terenie jest czymś niewłaściwym, nie docierało do Pana ani trochę. Musieliśmy jakiś czas walczyć z Panem, żeby zrozumiał, że nie może czuć się jak u siebie w domu. Że nie może rozwalać śmieci z kubłów, że nie może włazić do Gości z pytaniem, czy mają puszki (tak też raz zrobił), prosić o datki. Udało mi się wreszcie Pana spacyfikować. Po kolejnym incydencie udałam, że robię mu zdjęcie komórką. Powiedziałam, że następnym razem wezwę policję i tak się wydarłam, ze.... do dzisiaj mi wstyd. Swoją drogą, nie wiedziałam, że mam taki duży zasób słów służący do przeganiania bezczelnych typów. Uważajcie!!!!!
Pan jest teraz dużo porządniejszy. Wspomina często, jak go pogoniłam. I nadal jest stałym elementem naszego pejzażu. Czasami nas  irytuje, czasami rozbawia.

Ostatnio zapytał grzecznie zza płotu:
-Czy są jakieś puszki do zabrania?
-Są.
-To ja zabiorę, jak będę wracał.
-Nie wiem, czy jeszcze będą.Konkurencja nie śpi.
- Będą, będą. Pani popilnuje!
Kurcze, mam wyrzuty sumienia, bo nie popilnowałam...
Innym razem Goście wyrzucili damskie buty. Pan chętnie się nimi zaopiekował i zabił nas pytaniem. "Czy te buty będą dobre na moją małżonkę?" Oczywiście w życiu nie widzieliśmy szanownej małżonki Pana. Tak też odpowiedzieliśmy. A Pan niezrażony pyta: "Ale nie będą za małe?"
Taki właśnie jest Pan z wędką....

To też buty naszych Gości, ale o tym innym razem...

niedziela, 28 października 2012

Żuzek

Dziwny jest ten świat! Mówię Wam, dziwny... W hostelu Mamas&Papas zatrzymał się na jakiś czas uczestnik akcji workaway. Inny kraj, inny kontynent, inna kultura...
Oj, działo się!
Najpierw z ogromnym sentymentem wspominaliśmy wszelkie "niedołęgi", które przewinęły się przez hostel. Okazało się teraz, że wszyscy bez wyjątku byli mistrzami szczotki, mopa i wszelkiej maści umiejętności, potrzebnych w hostelu. Nasz miły wolontariusz mistrzem nie był. Np. kiedyś skończył się aerozol do kurzu, ja zapomniałam wymienić. Żuzek dwa dni wycierał kurze posiłkując się pustym opakowaniem. Ale upierał się, że potrafi sprzątać, bo on sprzątał sobie na studiach (w domu to mama robiła, wiadomo :)  ). Ale na pewno starał się bardzo, po prostu nie miał doświadczenia. Pożytek był mniejszy niż oczekiwaliśmy, ale były też bonusy.
Mimo azjatyckiego pochodzenia Żuzek jest chrześcijaninem. Był bardzo zadowolony, że trafił do tak chrześcijańskiego kraju, jakim jest Polska. Dosłownie łapał się za głowę słysząc odpowiedzi na swoje pytania dotyczące zachowań katolików  i postawy Kościoła w Polsce. Nie potrafił sobie wyobrazić, jak tak może być?! On w zamian opowiedział nam o swoim kraju. Wydaje się nam, że jest raczej seksistą :(  W sumie nie wiemy, czy jest wyjątkiem, czy tak właśnie jest na Tajwanie. Musimy pojechać i zobaczyć.
Skąd Żuzek? Uwielbia żurek Mamy Papasa. Wszyscy uwielbiają. Doszło do tego, że przeszukał dziś gary, żeby sprawdzić, czy żurek jest na stanie. Teoretycznie popełnił "przestępstwo". Workawayerowi przysługuje dach nad głową i 3 posiłki dziennie. On swoje odebrał już tego dnia. Ale dla żurku Pani Czesi każdy popełni przestępstwo :)
Cały czas dopytywał się o "żuzek" i został Żuzkiem. Cudownie nie miał talentu i pamięci do imion. Kasia to Kóża (ustaliliśmy, że piszemy Kóża), Fergy to Merdż a Malwina to .......BULBA!!! Sympatyczne, ale potem niestety, ogarniał poprawne wersje. Malwa, czyż nie lepiej być Bulbą?????!!!!!!
Żuzek, nie gniewaj się, że poplotkowałam na Twój temat!!!
W sumie nasze spotkanie to ciekawe doświadczenie i nie zapomnimy Żuzka :)

 Żuzek nie był pierwszym obywatelem Tajwanu w naszym hostelu.

czwartek, 18 października 2012

Policja

Hostel Mamas&Papas to bardzo przyzwoite miejsce :) Mimo to mieliśmy przyjemność :) gościć w naszym hostelu policję. Nie był to skutek przemocy domowej tzn. hostelowej (zupa nie była za słona) ani świadectwo morderczych skłonności naszych Gości.
Policja zaszczyciła nas swoją obecnością dwa razy.
Jednym z przypadków była obecność 2 przemiłych młodzieńców. Przybyli do hostelu w grudniową mroczną noc. Wszystko wyglądało w prządku do momentu zapłaty za nocleg (w obiektach noclegowych płaci się "z góry"). Panowie wyznali wstrząsającą opowieść o tym, jak padli łupem złodziei w pociągu z Bydgoszczy. Nie mieli dokumentów ani pieniędzy. Mocnymi uderzeniami w piersi zapewnili, że ich szef rano przeleje należność. Przyjechali bowiem do pracy. Pracować będą do piątku, ale prawie na pewno przedłużą pobyt, bo tacy oni pracusie. Lampka się zapaliła, bo po piątku była wigilia, a potem święta. Sorry, Panowie, ale w Polsce to naprawdę święty czas i pracują tylko służby ratunkowe, transport i parę jeszcze, ale tylko niezbędne. Oni coś tam mieli instalować. Obserwowałam pilnie i ...... w zasadzie byłam pewna, że to oszuści. 
Po raz kolejny powinnam wystawić Panów  na zewnątrz, ale to grudniowa noc...... Myślę teraz, że był to ściśle przemyślany etap ich planu. Przyjść w ciemną, zimną grudniową noc. Jest szansa, że nie pogonią.
Rano zadzwoniłam do innego hostelu w Gdańsku, którego ulotkę zauważyłam u nich, jak przekładali swoje szpargały. Okazało się, że byli u nich poprzedniego dnia i usłyszałam opowieść prawie identyczną, jak ta, którą nam sprzedali (tam okradli ich w Holandii) i zadzwoniłam na policję. Panowie zdecydowali sie przyjechać i zaopiekować okradzionymi biedakami. Dostali gratis dach nad głową i jedzonko.
Okazało się, że kolesie wyłudzili w ten sposób noclegi w kilku hostelach na kwotę paru tysięcy.
Niestety, nasza dzielna prokuratura umorzyła postępowanie i wypuścili kolesi. Taki kraj, takie prawo.

Nie był to jedyny raz, kiedy zgodziliśmy się, aby Goście płacili za pobyt w hostelu później. Zawsze płacili. Oprócz jednego razu. Nie zapłacił Klaudiusz, artysta z Torunia. ( Może podam kiedyś nazwisko.) Był u nas parę razy. Zawsze płacił. Przy ostatnim pobycie stwierdził, że nie ma gotówki i poprosił o podanie konta do przelewu. Nie przelał i ślad zaginął. Wiedział, że już nie będzie przyjeżdżał, więc postanowił sobie zafundować naprawdę tani noclegi. Szkoda! Lubiliśmy go. Przegadaliśmy sporo czasu. Okazało się, że był kimś innym niż nam się wydawało.

Na koniec pozytywnie z policją w tle.
Pierwsze przybycie policji było zaskoczeniem. Przyjechali Panowie i PRZYNIEŚLI pijanego, a nawet bardzo pijanego Gościa. Był to młody Amerykanin w wieku, który w USA nie zezwalał na zakup alkoholu. A w Polsce, jak najbardziej, prosimy bardzo :) Policjanci zlitowali się nad dziewczyną, która próbowała podnieść "zwłoki" z ulicy. Przywieźli Pana do hostelu i wnieśli na drugie piętro. Chłopak był tak zwiotczały, że nie był w stanie dosłownie poruszyć jakimkolwiek mięśniem.

Poza językiem.

Darł się "dzień dobry, kocham cię, przepraszam, która godzina" itp i tak jakiś czas. Okazał się świetnym znawcą polskiej mowy, czym zdumiał swoja polską wybrankę.

Takie doświadczenia z policją ma hostel Mamas&Papas. O więcej NIE PROSIMY!!! :)


Mamas&Papas

piątek, 12 października 2012

porady praktyczne: workaway

Pisałam w poprzednim poście o Tajwańczyku, który przebywa w hostelu Mamas&Papas w ramach programu workaway. Jest to bardzo fajny pomysł na tanie spanie, a właściwie tanie podróżowanie. Pisałam kiedyś o idei couchsurfingu. Workaway jest lepszy na dłuższy pobyt. Z grubsza polega to na tym, że na stronie www.workaway.info ludzie szukają miejsca oferującego w zamian za pracę darmowe spanie i wyżywienie. Oczywiście całkiem darmowe nie jest, bo praca ma też wartość. Ale często pracę z dnia na dzień na krótki okres ciężko znaleźć. Poza tym obrót bezgotówkowy jest prostszy. Workawayer żyje przy rodzinie, lepiej poznaje ludzi, kulturę, życie codzienne w danym kraju. My poznajemy ich. Nasz Layx bardzo szybko zaczął się dziwić, jak odpowiadaliśmy na jego pytania dotyczące Polski i np. Kościoła. Sam jest chrześcijaninem, co w Azji nie jest normą. My się dziwimy czasami, jak on opowiada......
Co do zasady praca nie powinna zajmować więcej niż 5 godzin dziennie, 5 dni w tygodniu. Strony umawiają się co do ewentualnego kieszonkowego, warunków do spania itd.
Ada podpowiedziała nam tą stronę i spróbowaliśmy. Była u nas Jyoti z Anglii. Teraz Layx. Chętnych były miliony. Korzystamy z ich pomocy, a jednocześnie dużo rozmawiamy. Poznajemy się po prostu. Ciekawe doświadczenie.
Teraz ja podpowiadam to rozwiązanie Wam. Może marzycie o podróżach, ale brak kasy Was ogranicza. Warto spróbować.

 Jyoti była fajna; co dalej, to się okaże :)

poniedziałek, 8 października 2012

Uprzedzenia i stereotypy

Dzisiaj znowu piszę pod wpływem bieżących wydarzeń w hostelu Mamas&Papas.
Do Gdańska i do naszego hostelu przyjeżdżają ludzie z całego świata, przywożąc swoje opowieści, doświadczenia i .... obciążenia historyczne.
Pamiętam w jakie osłupienie wprowadziła nas dziewczyna z Turcji. Pół godziny po przyjeździe zapytała bez ogródek (oczekując ewidentnie jednej jedynej odpowiedzi), czy nienawidzimy Niemców.
Odpowiedzieliśmy zgodnie z prawdą, że nie - nie nienawidzimy. Zdumiona stwierdziła, że nie wierzy, że po tym, co oni nam zrobili, my nie chcemy ich nienawidzić.
Nie docierało do niej, że Ci, co do nas  przyjeżdżają niczego złego nam nie zrobili. To, co się zdarzyło wiele lat temu, to historia. Historia, którą trzeba znać i pamiętać, ale nienawiść nigdy nie prowadzi do niczego dobrego. Poza tym, naszym zdaniem, nie można oceniać narodów, co najwyżej pojedynczych ludzi. W każdym narodzie są ludzie mądrzy i są idioci, są uczciwi i są złodzieje, itd.
Nie rozumiała. Skomentowała tylko, że 100lat temu Ormianie zrobili rzeź Turków i ona Ormian nienawidzi.
My myśleliśmy, że było raczej na odwrót, ale nie było sensu dyskutować. Załamujące jest to, że była studentką i jako osoba wykształcona będzie elitą w tureckiej społeczności.

Aktualnie przebywa u nas chłopak z Tajwanu (jako uczestnik programu workaway). Zapytaliśmy go o stosunek Tajwańczyków do Chińczyków. Wiemy, że i w tych krajach historia odcisnęła piętno na wzajemnych relacjach. Powiedział, że nie bardzo się lubią. A przecież Tajwan nazywa się oficjalnie Republika Chińska. Na wieść, że przyjeżdżają Goście z Chin, nie ucieszył się.
Goście przyjechali i .... spędzili wspólnie z Tajwańczykiem całe popołudnie. Razem udali się na starówkę, razem jedli zupę na recepcji, rozmawiali śmiejąc się dużo. Okazuje się, że nie są śmiertelnymi wrogami. Wyłazi bezsens relacji międzyludzkich opartych na podsycaniu wzajemnej niechęci czy wręcz nienawiści. Ludzie często dopiero przy bezpośredniej relacji dowiadują się, że ten wróg to całkiem fajny jest, a nienawiść jest bez sensu.
Za parę dni przyjeżdża ktoś z Japonii. Nasz miły Tajwańczyk poinformował nas, że Japończycy są największym wrogiem wszystkich krajów z tej części Azji i perspektywa spotkania z japońskim Gościem nie bardzo mu przypadła do gustu.
Pożyjemy, zobaczymy. Czujemy, że będzie miło. Musi być fajnie! Nie pozwolimy, aby w hostelu Mamas&Papas królowały uprzedzenia i stereotypy.
Ostatnio mieliśmy Gościa z Rosji, który starał się mówić po polsku. Ponieważ mówię po rosyjsku, zapytałam, czy nie byłoby mu wygodniej przejść na ten właśnie język. Odparł, że jesteśmy sąsiadami (przyjechał z Kaliningradu) i musimy się dogadywać, dlatego stara się mówić po polsku. Miły akcent w polsko-rosyjskich stosunkach. W naszym hostelu bardzo pożądany :)

Czy oni wyglądają na wrogów?

poniedziałek, 1 października 2012

Pan Jan

Dzisiaj opowiem o Panu Janie. Pan Jan przyjechał do hostelu Mamas&Papas na jedną noc w drodze ze Szwecji nad polskie morze.
Dlaczego Pan Jan zasłużył na osobną opowieść (oprócz Pana Piątego)?
Pan ten ma prawie 90 lat. Jest bardzo samodzielny i w doskonałej formie. W czasach dla nas przedpotopowych był medalistą mistrzostw Polski w skoku w dal oraz trenerem kadry lekkoatletycznej. Zdradził nam tajemnicę doskonałej formy. Naprawdę DROBIAZG. Codziennie przed śniadaniem ćwiczcie 30 minut. CODZIENNIE!!!!
Również, gdy śpicie w hostelu, czy gdziekolwiek jesteście.
I tak przez wiele dziesiątek lat. Proste, prawda??!!
Jest jeszcze jeden pozytywny aspekt posiadania 90-letniej perspektywy spojrzenia na świat. Pan Jan rozmawiając przez telefon  z wnuczką wyraził zadowolenie z faktu przebywania w hostelu Mamas&Papas. Pochwalił się też, że z przystanku odebrał go taki miły, młody człowiek, czyli ....Papas. No i wiemy wreszcie, że Papas to młodziak jest. Papas nie zaprzecza. Ja potwierdzam :)