niedziela, 23 czerwca 2013

Dzisiaj w ogrodzie....

Ogród w hostelu Mamas&Papas był świadkiem/gospodarzem wielu interesujących zdarzeń.
Dzisiaj miało miejsce wydarzenie kulturalne. Nasza kochana Monia przywiozła do hostelu znajomych ze szkoły muzycznej. Polska młodzież jest naprawdę utalentowana! Monia i Natalia zaśpiewały, Karol grał na trąbce. Żałujcie, że nie słyszeliście!!!!!!!  Dołączyła do nich Chinka, która mieszka teraz w naszym hostelu. Okazało się, że przyjechała na konsultacje do Akademii Muzycznej i jest czynną śpiewaczka o fantastycznym głosie. Zaśpiewała polską pieśń, a nam ciary biegały po plecach. W pewnym momencie, kiedy śpiewała, ustał cały zgiełk uliczny. Niesamowite! O tej porze zawsze coś brzęczy, a to ulica, a to jakiś pociąg, albo inne dźwięki. A tu raptem tylko jej śpiew ze śpiewem ptaków w tle. Szkoda, że nie można zatrzymać takich chwil, żeby podzielić się z przyjaciółmi i znajomymi. Musicie odwiedzać częściej nasz hostel. Często spontanicznie kreują się wydarzenia, których nie da się zapomnieć

Przygotowania do koncertu
Karol-czarodziej trąbki
Duet Monia i Natalia
Monia czaruje solo
Chińskie wykonanie polskiej pieśni
Yue zatrzymuje śpiewem ruch na ulicach
Wesołe trio
Trio międzynarodowe
Teraz Yue śpiewa pieśń chińską
Rozluźnienie po koncercie
Trzymajcie kciuki za Monię, Natalię i Karola, zdają egzaminy na Akademię Muzyczną w tym tygodniu.

Bardzo lubimy takie spontaniczne wydarzenia. Czekamy na kolejne zaczarowane wydarzenia. Póki co, humory dopisują i świat jest piękny :)

Jakie fajne dziewczyny!!!!

Prawda, że fajne? :)

Koszulki im się połączyły ;)





PS. Właśnie zameldował się kolejny młody człowiek zdający na Akademię Muzyczną. Za Jarka też trzymajmy kciuki!

niedziela, 16 czerwca 2013

Upadek

Życie w hostelu Mamas&Papas jest ciekawe, kolorowe, po prostu fajne.

Mały wycinek kolorowego Mamas&Papas

Żeby nie było za słodko, los zesłał mi upadek :(
Szłam jak zwykle do piwnicy, w której mamy magazyn i ......nagle znalazłam się na dole schodów. Pośliznęłam się na mokrej macie łazienkowej, którą chwilę wcześniej wrzuciłam na schody, bo mi się nie chciało schodzić do pralni. Lenistwo jednak nie popłaca. Jak spadałam narobiłam takiego hałasu, że myślałam, że pół dzielnicy obudziłam (bo działo się to w nocy). Okazało się, że na górze nie było słychać tego łomotu, jakoś się wygłuszyło. Siedziałam tak wystraszona na dole i czekałam, aż ktoś (czyli Ada) przybędzie z pomocą. Świat jest okrutny. Siedzę, siedzę, siedzę i nic. Zero reakcji! Postanowiłam sprawdzić, czy żyję i czy coś mi się połamało. Oględziny dały mi wstępną diagnozę, że prawdopodobnie żyję i jestem w całości, aczkolwiek ocean krwi nie napawał optymizmem.
Zdecydowałam się zawołać o pomoc. Ryknęłam "Aaadaaaaa". Odzew był w postaci znudzonego "czego?". Czytało dziewczę książkę i spodziewało się, że znowu o coś durnego poproszę. Nawet ją rozumiem :) Ciągle czegoś durnego chcę :)
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że potrzebuję pomocy. Reakcja dziewczęcia nie była ekspresowa, więc dodałam, że spadłam ze schodów. Muszę przyznać, że wtedy przybiegła w ćwierć sekundy. Zbladła na widok moich obrażeń i dzielnie zabrała się do prac ratunkowych. W zasadzie od chwili, kiedy uznałam, że jestem żywa i niepołamana, miałam już tylko ubaw z własnej głupoty i całej sytuacji.

To zdjęcie obiegło już świat i wstrząsnęło internetem :)
W sumie nic strasznego się nie stało. Trochę się obiłam, noga się trochę popsuła, ale nie bardzo.
Muszę w tym miejscu wyrazić wdzięczność Papasowi, że zmusił mnie do szczepień przed wyjazdem do Azji. Szczepienia były tylko zalecane, nie obowiązkowe. Sam się nie szczepił, ale mi wiercił dziurę w brzuchu, żebym poszła do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej i wreszcie dla świętego spokoju dałam się pokłuć. Teraz było, jak znalazł. Nie musiałam w nocy jechać na zastrzyk przeciwtężcowy. Dziękuję Papasku :)

Ada jest mistrzem prac ratunkowych, zakleja i zawija cudnie
Od tego czasu mam "zakaz piwnicowy" . Wstęp tylko w kasku i z zachowaniem najwyższej ostrożności. Zgadzam się w całej rozciągłości. Głupio zabić się na schodach takiego fajnego hostelu. I kto by dla Was pisał?

Kask jest, nic mi nie grozi
A gdyby ktoś z Was się martwił, to zapewniam, że już jest dobrze. Z każdym dniem duuuuuuuuuużo lepiej. Dziękuję za troskę i miłe słowa, które przekazaliście mi do tej pory.

Jak widać trzymam się nieźle.

niedziela, 9 czerwca 2013

Ostatnimi czasy.....

Życie w hostelu Mamas&Papas zaczyna nabierać tempa. Sezon rozkręca się, no i bardzo dobrze :)

Ostatnio stwierdziliśmy, że Papas jest niewysokim mężczyzną. Zdarzyło się, że było akurat sporo Panów, przy których 190 cm Papasa wyglądało niezbyt imponująco. I dobrze mu tak!!! Niech zobaczy, co czują przy nim przeciętni śmiertelnicy.

Papas: wysoki czy nie???

I tak nasze chłopaki najfajniejsze!
Jeszcze raz Papas musiał uznać wyższość Krzyśka nad Krzyśkiem



Do takich proporcji był do tej pory przyzwyczajony
Jednak najbezpieczniej jest pozować w pojedynkę :)



Po moim ostatnim smutnym  wpisie o Polakach mieliśmy przyjemność gościć w naszym hostelu bardzo fajnych ludzi z Polski. Wiele osób, z wielu miast. Serce rosło! Chociaż dla otrzeźwienia z euforii przydarzyli nam się też raz "tradycyjni". Przyjechali pijani, obalili flaszkę, pojechali w miasto, wrócili w nocy, dokończyli flaszkę. Pohałasowali, podroczyli się.  Czy naprawdę nie można inaczej?!
Na przykład, jak Rosjanie. Też wielu z nich spożywa intensywnie, ale NIGDY nie ma problemów. Ostatnio mieliśmy Gości, którzy spożywali w pełnym słońcu w naszym pięknym ogrodzie. Uśmiechnięci, grzeczni, nienapastliwi. Wydawałby się, że sam fakt spożywania alkoholu podgrzanego słońcem może wywołać nerwowe reakcje. Może, ale nie musi. Może być kulturalnie i bez kłopotów. Dzięki Bracia Rosjanie!!!!

W ostatnim czasie ponownie odwiedzają nas potomkowie Polaków, którzy wyemigrowali niegdyś za lepszym bytem. Różnie jest ze znajomością języka polskiego. Od bardzo dobrej po zerową. Byli u nas przemili Amerykanie, którzy wpadli do Polski pozwiedzać i odnaleźć miejsca rodzinne dziadków. Potrafili parę słów po polsku, np "daj buzi", albo "dzisiaj jest ładny dzień". Fantastyczni ludzie, ale jak wszyscy odjechali.... Przybył też do nas sympatyczny Holender, który nie ma polskich korzeni, ale bardzo dobrze mówi po polsku. Lubi Polskę, ma polskich przyjaciół i chciało mu się zadać trud nauczenia naszego trudnego języka. Ma ciekawe hobby przemieszcza się z hostelu do hostelu. W ciągu 2 tygodni pobytu w Gdańsku zaliczył już pięć w poszukiwaniu tego najlepszego. Mamy przeczucie, że hostel Mamas&Papas będzie tym najlepszym :)

Kto ma polskie korzenie?


Tutaj oboje mają w sobie polską krew.

Losy Polonusów też są poplątane. Był u nas Kanadyjczyk, który urodził się w Polsce i jako maleńkie pacholę wyjechało w świat. Ostatnie 7 lat spędził w Japonii z japońską żoną. Aktualnie pozbyli się wszelkich dóbr (z mieszkaniem na czele) i wyjechali przez Tajlandię do Nowej Zelandii. Gdzie też naszych nie zaniesie .....


Na koniec dobra wiadomość! Sezon na spontany wyraźnie przyspiesza :)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Korea i nie tylko

by Monika


Życie w hostelu Mamas&Papas płynie w zgodzie z porami roku. Aktualnie hitem jest nasz ogród. Powiem nieskromnie, cudny jest!!!  

by Monika

Musimy tu podziękować naszym przyjaznym duszom, które dbają o to miejsce z wielkim sercem i w czynie społecznym. Nie potrafię ustalić kolejności do wdzięczności więc jadę alfabetycznie: wujek Andrzej z Olsztyna, Dyzio, ciocia Ela (ta od wujka Andrzeja) i niezawodna, wspierająca nas codziennie Mama Papasa. Dziękujemy pięknie z całego serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nawet Papas bywa ogrodnikiem :) Ale wiadomo - Papas potrafi wszystko! Czy ktoś zaprzeczy?

Ja zaś jestem wiernym użytkownikiem, czyli też jakiś udział chyba mam ;)

Mamy Gościa z Turcji, który siedzi całymi dniami w hostelu. Dziś popołudniu oznajmił, że dość tego lenistwa i czas na aktywność. Ubrał coś tam na siebie, wziął torbę, laptopa i wyszedł z hostelu. Pomyślałam z szacunkiem, że się człowiek podniósł z upadku lenistwa i zmobilizował wreszcie.  Za pół godziny poszłam do ogrodu i...... zobaczyłam go rozłożonego na ławce. Daleko nie zaszedł, ale próbował!!! Zresztą, kto by się oparł naszemu ogrodowi :)

by Monika

Teraz z kolei garść obserwacji o innych krajach.
Gościła ostatnio w hostelu Mamas&Papas urocza obywatelka Korei Południowej. Mieliśmy już kilkoro Gości stamtąd, ale właśnie z tą dziewczyną zaprzyjaźniliśmy się jakoś bardziej. Na pewno sprzyjało temu to, że nie przyjechała na jedną noc, tak, jak to mają w zwyczaju mieszkańcy Azji. Zadziwia nas zresztą nieustannie tempo Azjatów w podróżowaniu. 90% Gości stamtąd podróżuje wg następującego schematu: przejazd w nocy skądś do Gdańska, bardzo intensywne zaliczanie (raczej zaliczanie niż zwiedzanie) atrakcji turystycznych przez cały długi dzień, nocleg, kolejny intensywny dzień i nocny przejazd z powrotem lub dalej. To, co innym zajmuje 3-4 dni oni przelatują z prędkością światła. Zapamiętaliśmy grupę 11 Tajwańczyków, którzy jechali całą noc na stojąco z Katowic,  jak zwykle na jedną noc i od razu z powrotem. Podziw wielki, ale nie rozumiemy tego tempa.
Nasza Koreanka była inna. Nie dość, że została dłużej, to nie latała ciągle po mieście, ale potrafiła zrobić sobie dzień odpoczynku. Była bardzo kontaktowa. Twierdzi, że nie tęskni za Koreą, co najwyżej za bliskimi. Europa i tutejsze życie bardzo jej się podoba. Mieszka w Anglii i jest jej dobrze. Mówiła, że w swoim kraju ma marne szanse na rozmowach o pracę, bo... nie jest zamężna. Ludzie będący w związkach nieformalnych muszą się ukrywać. Bardzo nas to zdziwiło, bo wydawało się nam, że Korea jako kraj znacznie bardziej rozwinięty (27. PKB, Polska 47.) jest bardziej nowoczesny w sferze obyczajów. Okazuje się, że nie. Społeczeństwo, rodzina skutecznie kontrolują styl życia obywateli i wywiera naciski w kierunku stylu tradycyjnego.


Zapamiętaliśmy jeszcze dwa inne akcenty koreańskie.
Pierwszy Koreańczyk, którego gościliśmy w naszym hostelu był miłośnikiem żeglugi. Oczywiście był na jedną noc i miał bardzo rozległe plany. Pytał o dojazdy w poszczególne miejsca i za każdym razem pytał, czy można tam dopłynąć statkiem. Na odpowiedź, że nie, upewniał się, czy na pewno nie. W sumie wszędzie pewnie się da, ale Kowno czy Praga naprawdę nie kojarzy się z żeglugą jako najlepszym i najszybszym środkiem transportu. Najbardziej zmartwił go brak wodnego połączenia z Malborkiem. W sumie woda tam jest i może sam pomysł nie jest zły....
Z tym właśnie Koreańczykiem mieliśmy związany satyryczny akcent. Był ostatnim Gościem, którego oczekiwaliśmy tego dnia. Późno się zrobiło, aż wchodzi dwóch młodzieńców. Wnikliwie oceniliśmy, że jeden z nich to może być "na siłę" koreański. Wyszło na to, że nie ma innej opcji. Papas przywitał go mówiąc cześć po koreańsku (taki zdolny nasz Papas), a "Koreańczyk" na to "WHAT???!!!" Okazało się, że byli to dwaj Finowie, którzy zjawili się bez rezerwacji. A człowiek w desperacji to zauważy orła w gołębiu. Mamy przynajmniej z czego się pośmiać wspominając dwuletnie prawie dzieje hostelu.


by Monika

sobota, 25 maja 2013

Majówka

Majówka za nami, chrzest bojowy też. Najpierw przygotowania. Sprzątanie, ścielenie łóżek. Ada postanowiła wymyć okna. Narobiła się bidulka. Zamknęła ostatnie umyte okno i w tym momencie sąsiad z naprzeciwka postanowił wyburzyć stary dom. W 3 sekundy cały widok spowiła mieszanina pyłów o gęstości mleka. Ada się załamała i ...wyjechała do USA

Taki mamy teraz piękny widok z okien. Sąsiad naprodukował pyłów przy wyburzaniu, ale już mu się znudziła rozbiórka. Taki polskie poczucie estetyki i przyzwoitości. Pozdrawiamy Sąsiedzie!!!!

Prognozy pogody były nieciekawe, ale jak zwykle okazało się, że głąby nie potrafią nic zaprognozować. Miało padać, jakieś ultra niskie temperatury, srele morele..... Szkoda gadać. Pogoda dopisała, Goście również. Sezon w hostelu Mamas&Papas rozpoczęty.
Byli u nas ludzie z Rosji, USA, Ukrainy, Hiszpanii, Tajwanu, Chin, Włoch, Portugalii, Bułgarii, Grecji, Tunezji i oczywiście przede wszystkim z Polski.
Tym razem gościliśmy w hostelu naprawdę fajnych Rodaków. Na pewno zapamiętamy szalonych studentów z Warszawy i konkurencyjną grupę z Krakowa. Niestety, w tej beczce miodu trafiła się mała łyżeczka dziegciu. Wylądowali u nas rowerzyści z Polski. Poszli na noc zabawić się do miasta. Wrócili o piątej rano i kontynuowali imprezę w dormie zapełnionym w 100%. Chlali (zalewając piwem łóżka), hałasowali i w d..ie mieli innych śpiących w pokoju. Musieli to zrobić, żebyśmy przypadkiem nie zapomnieli, jaką opinię mają Polacy. Rano o dziewiątej ruszyli dalej. Po całej nocy picia. To też takie polskie..... Niestety, byli w drugim budynku. Nikt z Gości nas nie zaalarmował i wyszło niefajnie.
Ale to był jedyny zgrzyt.
Warszawiacy otworzyli sezon grillowy, tak więc otwarcie było kompletne.
A propos grilla. Grillowały też przesympatyczne Irlandki. Były bardzo napalone i szczęśliwe, że mogą posiedzieć przy dymiącym metalowym urządzeniu. Okazało się, że w Irlandii ludzie próbują uprawiać ten sport, ale mają w roku tylko parę dni, kiedy jest odpowiednia pogoda. Tak więc ich marzenia mogą się spełniać m.in. w Polsce, a najlepiej w naszym hostelu.

To do mnie tak się uśmiechają :)

Pełne zaangażowanie

Papas życzliwie obserwuje

Papas jak zwykle zadowolony :)

Mamas też :)

Nasze Irlandki przyjechały do nas z Londynu, Paryża i Liverpoolu. Irlandczycy, tak jak Polacy, jeżdżą za pracą gdzie się da. Coraz częściej gościmy w hostelu ludzi, którzy nie mieszkają w kraju, którego godło mają na paszportach. Bardzo często jest tak, jak na przykład z naszym greckim majówkowym Gościem. Para grecko-amerykańska zamieszkała w Finlandii. Takich konfiguracji spotykamy bardzo wiele. Tylko na majówce było takich par kilka. Takie czasy.

Majówka potwierdziła, że zima odeszła bardzo daleko. Nawet "Pan z wędką" się pojawił po śnie zimowym. (Pamiętacie posta "Pan z wędką"? http://hostelik.blogspot.com/2012/11/pan-z-wedka.html)Najpierw zobaczyłam go, jak w południe pewnego dnia dobijał się do posesji po drugiej stronie ulicy. Zobaczywszy mnie zapytał, czy nie wiem, gdzie się podziali ludzie stamtąd. Mówię mu, że nie wiem. On zdenerwowany na to, że miał być przed ósmą, a tam nikogo nie ma. Mówię mu, że już południe, a on wkurzony, że nikt tam na niego nie czeka.  Uwielbiam "Pana z wędką" mimo, iż wędki już nie nosi i często mnie wkurza.

Ostatnia sytuacja.
"Pan z wędką" wyglądał, tak jak wyglądał. No, nie za bardzo elegancko. Trochę przedwczorajszy pod każdym względem. Może nawet bardziej niż przedwczorajszy....
Wlazł po raz setny na naszą posesję stanął przy drzwiach wejściowych i stwierdził, że przyszedł sobie ....zapalić papieroska. Miał pecha, bo akurat Papas też wyszedł w tym samym celu. Zostałam zawołana na pomoc, gdyż tylko ja potrafię "Pana z wędką" spacyfikować (bez użycia policji). Pogoniłam Pana w krótkich żołnierskich słowach. "Pan z wędką czy bez wędki" był naprawdę wątpliwą ozdobą i raczej odstraszającą potencjalnych i obecnych Gości. Wyszedł za bramkę, stanął na chodniku, zapalił papierosa i wyrzucił z siebie swoją odwieczną mantrę "co ja złego zrobiłem?". Ręce opadają. Z drugiej strony, jak nie widzieliśmy go dłuższy czas, to czegoś nam brakowało. Może właśnie tego odwiecznego zapytania... :)


Z hostelowego ogrodu


niedziela, 19 maja 2013

Polacy

Dzisiaj będzie trochę refleksyjnie, może trochę smutno nawet.
Do hostelu Mamas&Papas przyjeżdżają ludzie z całego świata. Gościliśmy obywateli z prawie 80 krajów. Wśród nich oczywiście Polaków.  Gościło w hostelu wielu fantastycznych Rodaków, niektórzy powracają i bardzo nam miło spotykać się ponownie. Niektórzy przemykają po cichutku i nie chcą się integrować. Szanujemy to.
Mamy też niestety bardzo smutne refleksje dotyczące dużej części gości z Polski. Pragnę mocno zaznaczyć, że nie zamierzam "obgadywać" wszystkich  Polaków. Niemniej właśnie "nasi" dominują w sferze nieładnych zachowań.
Pisałam już kiedyś, że hostel nie jest miejscem, o którym wiemy wystarczająco dużo. Wciąż spotykamy się ze zdziwieniem, że nie ma telewizorów i lodówek w pokojach, a także łazienek i złotych klamek oczywiście ;)  Hostel jako tani nocleg zapewnia proste warunki (zawsze uczciwie opisane w ofercie). Wiadomo płacisz niewiele, otrzymujesz tyle, za ile płacisz. Niemniej zawsze znajdą się tacy, którym cena parudziesięciu złotych wydaje się akurat na standard hotelu 5-gwiazdkowego.

czego oni chcą, przecież to piękny pokój jest
Zauważyliśmy zależność dotyczącą par mieszanych (Pani z Polski, Pan z Europy Zachodniej). Prawdopodobnie niezrealizowane ambicje finansowe każą szukać jak najtańszego spania, a marzenia nie chcą się realizować w tych okolicznościach.  Mają, niestety, wymagania, którym Hilton raczej nie sprostałby. Otrzymujemy od nich najniższe noty, średnio na poziomie połowy przeciętnych opinii. Nie jest to oczywiście norma powszechna, ale niestety dominująca. Pragnę zaznaczyć, że były też u nas super pary, ale jakąś zależność wyraźnie zauważyliśmy.
Inna sprawa to pijaństwo. Znowu wyróżniamy się wśród innych nacji. Jeżeli już jest problem z pijącymi to na 95% będą to Polacy.  Mamy bardzo dużo do zrobienia jako naród. Przykro pisać o nas w taki sposób, ale przez 2 lata działalności hostelu możemy chyba pokusić się o pewne wnioski. Rosjanie czy Szkoci też potrafią zaimponować wprawą w spożywaniu, ale oni nie kreują kłopotów.

Pozytywny przykład. Polacy przy jednym piwie i mineralce.....

..... i takie zadowolone chłopaki

Holandia, Szwecja, Niemcy i Portugalia-też grzeczni

Polacy lubią też popalać w pokojach mimo wyraźnego zakazu palenia w całym hostelu. Nasz hostel nie jest wielki i wyjście na zewnątrz nie zajmuje wiele czasu czy wysiłku.

myślę, że przekaz tego obrazka jest konkretny, chociaż nie do każdego dociera :(
Bardzo kuleje też komunikacja w przypadku rezerwacji. Plagą są rezerwacje dokonywane na telefon . Palców jednej ręki byłoby za wiele, żeby zliczyć rezerwacje zrobione przez nie-Polaków i nie anulowane w przypadku zmiany decyzji. Z kolei na sytuacje związane z Polakami zabrakłoby palców u rąk i nóg nawet stonodze :(
Wielu Polaków nie odwołuje rezerwacji w momencie, kiedy wiedzą, że nie dojdzie ona do skutku. Dzieje się tak, mimo że zawsze prosimy o poinformowanie w przypadku zmiany planów. Rozumiemy doskonale, że może coś wypaść i nikt nie ma obowiązku spać w naszym hostelu. Ale....
Właśnie, ale.....
Kiedy prosimy o poinformowanie o zmianie planów zawsze słyszymy: OCZYWIŚCIE. I jest to często ostatnie słowo, które słyszymy.
Za każdym razem, kiedy Polak oddzwoni i poinformuje, że zmienił plany, przeżywamy to, jakby Najjaśniejszy zstąpił z niebios i rzucił na nas łaskę. Oczywiście, świadczy to o tym, że mamy ludzi kulturalnych wśród nas i może jakoś ewoluujemy pomału do wyższych sfer kultury.
Dlaczego jest to dla nas istotne?

Chociażby niepotrzebne oczekiwanie do bardzo późnych godzin nocnych. Odmawiamy często innym chętnym. Czasami ludzie bardzo proszą, żeby coś dla nich znaleźć. Nic nie możemy poradzić, ale w ostatecznym rozrachunku pokoje zostają puste. Słyszeliśmy o pewnych praktykach w innych hostelach, gdzie biorą na zasadzie "kto pierwszy ten lepszy" i martwią się dopiero, gdy mają overbooking (więcej gości niż miejsc). Może to jakaś metoda na takie rezerwacje, ale jeszcze do tego nie dojrzeliśmy :)
Najbardziej wkurzające jest, że gdy próbujemy kontaktować się, rezerwujący nie odbierają telefonów lub nie odpowiadają na sms-y. Można by wtedy dojść do wniosku, że kolejny raz trafił nam się nieodpowiedzialny potencjalny Gość i iść spać. Ale zdarzyło się 3-4 razy w ciągu 2 lat, że brak reakcji był spowodowany banalnym wyładowaniu aparatu lub zostawieniem telefonu w domu i Goście ostatecznie dojeżdżali. Pozostaje czekanie.....
Na szczęście, mimo,że są to bardzo częste sytuacje, nie dotyczą wszystkich Rodaków. Mamy wśród nas również wspaniałych, interesujących, bardzo pozytywnych ludzi.

Pozdrawiamy naszych polskich Gości, którzy w żaden sposób nie wpisują się w schemat z początku wpisu! Przyjeżdżajcie!!! Czekamy!!!

bez z naszego ogródka też czeka




niedziela, 12 maja 2013

Wszystkie dzieci są nasze

Co do zasady nie akceptujemy w hostelu Mamas&Papas dzieci poniżej 7 roku życia. W innych hostelach jest na ogół podobnie. Hostel z rozbrykaną często i zabawową atmosferą nie wydaje się być najlepszym miejscem dla bobasów. Poza tym wspólne łazienki i kuchnie...... Z drugiej strony płaczące w nocy (i nie tylko)  maluchy też nie są miłym dodatkiem do odpoczynku dla pozostałych Gości. Tak więc z dziećmi, Drodzy Rodzice, jedziemy do pensjonatu, hotelu czy innej poważniejszej instytucji noclegowej. Wiadomo tani nocleg jest pokusą, ale może nie być zbyt komfortowo.

Ale zasady są w zasadzie po to, aby je łamać :)

Pierwszy mały Gość pojawił się w hostelu wieczorową porą. Z taksówki wysiadł Pan z Finlandii, podszedł do bagażnika wyjął walizy i ......wózek dziecięcy. Po chwili wynurzyła się mama z roczną dzidzią. Byliśmy zaskoczeni, ale nie mieliśmy serca wyganiać Gości w nocy z małym dzieckiem. Okazało się, że dziewczynka przez cały kilkudniowy pobyt zapłakała JEDEN raz. Przynajmniej ja nie słyszałam więcej, a byłam w hostelu cały czas.

Nasza pierwsza dzidzia


Następny raz nastąpił szybko po pierwszym. Przyjechała rodzinka z Rosji. Też było późno. Trójka dzieciaków 3-7 lat zmęczona pokładała się. I bądź tu stanowczy i przestrzegaj zasad!!!!

Nie wiem, czy to przypadek czy zamierzone działanie, ale zawsze te niezapowiedziane dzieci pojawiały się późnym wieczorem albo wręcz w nocy. Rodzice rezerwując przez internet czy telefonicznie zapominali napomknąć, że będą maluchy. A my nie mamy serca odmawiać ludziom z dziećmi w nocy. Tym bardziej, gdy pojawiali się "z ulicy" bez wcześniejszej rezerwacji z dzieciakami, które w zasadzie spały na stojąco.

Tak więc przewinęło się przez hostel Mamas&Papas niezłe przedszkole.

W ostatnim tygodniu mieliśmy wysyp niezapowiedzianych dzieciaków. Pewnego wieczora wszedł pan z ulicy. Po angielsku zapytał grzecznie, czy mamy pokój z podwójnym łóżkiem. Zaakceptował cenę, chociaż Papas pomylił się i powiedział ciut za dużo. Pan poszedł do auta po bagaż i żonę. Po chwili wszedł z walizą i .... dzieckiem na ręku. No, nie powiem, chciałam coś powiedzieć, ale w tym momencie ...... weszło drugie dziecko. Zatkało mnie podwójnie. Chciałam tym bardziej coś powiedzieć, ale .......weszło trzecie dziecko :) Oczekiwałam więc czwartego. I tu zawód. Weszła tylko mama. Szybko czmychnęli do pokoju, a my zaczęliśmy się śmiać.
Goście okazali się Rosjanami z Moskwy. Fakt, że mówili po angielsku był miłym zaskoczeniem. A dzieciaki były takie fajne, że aż miło patrzeć jak łobuzują. Bardzo fajna rodzinka!

Chrystian na pewno nie wyrośnie na tuzinkowego faceta :)

Papas wraz z łobuziakami :)


Następnego dnia dzwonek do drzwi, a tu stoi pani z dzieckiem pod pachą. Też z Rosji. Dziewczynka była super! Wesoła, otwarta, śmiała. Dała nam popalić, kiedy została z nami (mama poszła do sklepu). Biegała po górnych łóżkach, zmieniała miejscówki, a my z Papasem padliśmy ze zmęczenia. Oj, kondycja została chyba w innym pokoju :) Mama bardzo długo była w sklepie, bo nie mogła się zdecydować, które piwo kupić na prezent do Kaliningradu. Papas poleciał po mamę do sklepu. Jeszcze kwadrans i trzeba by było nas reanimować.

Diana - szatan wcielony!

nawet wielka ręka Papasa nie dała rady...


Jeszcze w tym samym tygodniu - późny wieczór, dzwonek do drzwi, pan pyta o pokój i...wchodzi rodzinka z Rosji z dzieckiem. Znowu trafiliśmy na bardzo fajną dziewczynkę. Wymieniłyśmy się prezentami - ja cukierki, ona pomarańczę. Zamieniłam parę słów. Na drugi dzień, kiedy ja jeszcze spałam, a Papas rządził na recepcji, dziewczynka przyszła trzy razy powiedzieć dzień dobry :)

Arinki zdjęcia nie mamy, ale jej buciki też nieźle się prezentują


Mamy zasadę, że bez dzieci, ale te, które gościliśmy ostatnio wytworzyły tyle radosnej atmosfery, że w sumie dzieci też mogą spać w naszym hostelu.