niedziela, 21 lipca 2013

Historie miłosne.

Wiele się dzieje w hostelu Mamas&Papas. Na ogół jest wesoło, nawet bardzo wesoło, czego przykładem było ognisko sprzed tygodnia. Aga podrzuciła parę fotek. Widzę, że cenzura ostro zaingerowała, ale spójrzcie chociaż na to, co cenzor przepuścił.


Nie powiem, co Papas spożywa. Nie jest to butapren.

Przygotowania trwają.
Piękne, prawda?




On też tam był, aczkolwiek nie śpiewał i nie był widziany w czasie spożywania.





No, ale miało być o miłości.
Nie mamy pojęcia jakiej ilości związków "ojcem" jest  nasz hostel. Wiemy na pewno o jednej sytuacji. Gościliśmy bardzo sympatycznego młodzieńca z Wrocławia. Polubiliśmy go. On też polubił nasz hostel, bo z dnia na dzień codziennie przedłużał pobyt. Pewnego dnia znaleźliśmy w poczcie maila od młodej damy, która prosiła o pomoc w znalezieniu pana, którego opis pasował idealnie do naszego Gościa. Spotkali się na Westerplatte, spędzili trochę czasu. Zapomnieli wymienić się telefonami. Nasz przystojny Gość zgodził się na podanie jego kontaktu owej damie. I.....zimą odwiedzili nas razem. Ładna para.
Na drugim biegunie manewrów miłosnych mieści się historia pary ze Szkocji. Bardzo sympatyczni ludzie. Spędziliśmy razem sporo czasu. Fajne klimaty. Wszystko było pięknie i ładnie aż do ostatniego wieczora.
Po wieczorku pożegnalnym hostel przysnął. Ja porządkowałam jeszcze sprawy po minionym dniu. Raptem z pokoju Szkotów dobiegły dziwne dźwięki. Dziwne dźwięki w hostelu to nic niezwykłego, ale te po jakimś czasie zaczęły mnie niepokoić. Wyglądało na to, że mogło dojść do rękoczynów. Nie wiedziałam, jak zareagować. Dorośli ludzie w prywatnym pokoju robią, co chcą. Zawołałam Adę i Papasa i postanowiliśmy wkroczyć do środka.
Okazało się, że wyjazd tej pary do Polski był próbą ratowania związku. Panna miała jakąś przygodę, ale zdecydowali się spróbować być jednak razem. Pani została przyłapana przez  Pana na pisaniu w tajemnicy jakichś sms-ów. Pan się zdenerwował i rozpoczęli kłótnię. Jako, że byli po alkoholu, lekkie popchnięcie Pani zaskutkowało guzem wielkości tak imponującej, że na pewno takiego nie widzieliście. Naprawdę rozmiar do Księgi rekordów Guinnessa. Nie mieliśmy lodu, więc zrobiliśmy okład z ........ zamrożonego mięsa. Pani była aktywną wegetarianką, bardzo konsekwentną i radykalną i dziwnie wyglądała z bryłą mięsa na głowie.
Udało nam się ich uspokoić, pogodzili się, ale sytuacja była wcale nie łatwa.

Na szczęście trudne sytuacje nie zdarzają się często. Ludzie są fajni i fajne jest życie w hostelu Mamas&Papas.

To chyba też jest miłość ;)


niedziela, 14 lipca 2013

To nie jest pora na pisanie bloga...

Życie w hostelu Mamas&Papas zdecydowanie przyspieszyło. To nie jest pora na pisanie bloga. Szanuję jednak moich wiernych fanów, więc postaram się co jakiś czas odezwać, żebyście nie zapomnieli o naszym hostelu.
Wczoraj Papas postanowił popalić jakieś tam kartoniki, patyki. W związku z doskonałą ustawą śmieciową mamy tylko jeden pojemnik na śmieci. Drugi podstawią w ciągu... 4 tygodni. Pożyjemy, zobaczymy.... Słyszeliśmy, że w Gdańsku jest plaga kradzieży kubłów, bo są posesje, które nie mają pojemników w ogóle. Gości sporo, śmieci też jakoś bardziej masowo się tworzą. Trzeba sobie jakoś radzić. Jednym ze sposobów było ognisko. Papas z Dyziem rozpalili ogień. (W sumie hasło podała Monia.) Tam gdzie ognisko muszą być kiełbaski i piwo. Tam gdzie kiełbaski i piwo jest dużo ludzi. Taki nam się właśnie stworzył spontan.  Wyszło tak spontanicznie, że nawet zdjęć nie zrobiliśmy. Większość ówczesnych mieszkańców hostelu zameldowała się na imprezie. Znalazła się gitara z grajkiem (albo grajek z gitarą). Fajnie młodzież śpiewa! Różne kraje, różne kontynenty. Wszyscy byli razem. Po raz kolejny widać, że jesteśmy tacy sami. 
Jak rzekłam, nikt nie pomyślał o zdjęciach, ale mamy fotki miejsca trzy dni wcześniej. Też fajnie!









Żeby nie było tak ekspresowo zacytuję anegdotki naszego Gościa, który z racji zajmowanego stanowiska w naszej policji, spotyka się z tzw. petentami.

W jego mieście króluje Helcia. Pani Helcia regularnie odwiedza policję informując o przestępstwach, których jest ofiarą.

Razu pewnego doniosła, że w jej tapczanie chowa się poprzedni komendant policji (na emeryturze), bo chce ją zobaczyć nagą.

Innym razem zeznała, że pewnego dnia leciał nad nią samolot. Nagle zatrzymał się w powietrzu. Zawisł, cofnął się, pilot wychylił się z okienka i krzyknął "Helcia, ty ku..o!!!"

Nasz Gość ma bardzo ekscytującą pracę. Prawie, jak życie w hostelu Mamas&Papas.

IDĘ SPAĆ!!!

sobota, 6 lipca 2013

Burak polski

Mieliśmy ostatnio wątpliwą przyjemność gościć w hostelu Mamas&Papas przedstawiciela gatunku "burak polski" (łac. Polish beta). Była to jednostka, która w sposób wyjątkowy wykazywała cechy gatunku. Myślę, że wiele mądrych, naukowych głów powinno pochylić się nad tak wybitnym egzemplarzem.
Burak polski (nazywany dalej - dla uproszczenia i nie denerwowanie innych gatunków z wyrazem polski w nazwie - po prostu burakiem) przyjechał z trójką znajomych z Warszafy. Celowo zmieniam brzmienie nazwy miasta, bo z Warszawy to on nie był (za dużo fajnych Warszawian znam, żeby łączyć buraka z Warszawą).
Burak chciał zaszaleć, nazbierał dutków i wystarczyło ........na hostel. Ale co tam!!!! Chlać można wszędzie! Drzeć ryja i pokazywać, że jezdem z Warszafy też!!!
Tak też było. Fajna zabawa. Muszę dodać, że burak był jedynym przedstawicielem gatunku w swojej 4-osobowej grupie. Pozostali też pohałasowali, zaznaczyli swoja obecność, ale cech Polish beta nie wykazywali. Po prostu może trochę za dużo alkoholu, ale poza tym sympatyczni młodzi ludzie. Nawet bardzo sympatyczni.
Trochę miałam problemu z uspokajaniem, ale wreszcie zalegli.
Rano okazało się, że odtwarzacz CD Papasa jest uszkodzony. W common room siedzieli tylko burak i jego znajomi. Słuchali przy tym muzyki, więc przy CD majstrowali. Papas zażądał z rana naprawienia szkody. Burak najpierw bezczelnie odparł, że nic mu Papas nie udowodni. Dodał, że to stary rzęch był. Papasowi gul skoczył. Burak nie zna się ewidentnie i skoro nie było zewnętrznych oznak luksusu (i nie reklamowała tego Doda) to był to nic nie warty przedmiot. Żadnych złoceń, napisów, milionów kolorowych lampek. Po dyskusji stwierdził, że zniszczenia dokonał kolega. Kolega bardzo się zdziwił, gdy mu o tym powiedzieliśmy. Potwierdził, że byli sami w pomieszczeniu i korzystali ze sprzętu, ale nie przypomina sobie, żeby coś zniszczył (wiadomo alkohol nie ułatwia zapamiętywania). Tym bardziej, że jest melomanem i zawsze bardzo dba o płyty i sprzęt. Honorowo oświadczył, że skoro kolega burak tak twierdzi, to on pokryje koszty naprawy. W międzyczasie burak nie zaczekawszy na resztę grupy odjechał autem w miasto, po buracku zostawił znajomych. Pan z honorem był bardzo sympatyczny, inteligentny i z wrażliwością kompletnie niepasującą do buraka.
Poza żądaniem naprawienia szkody, zwróciliśmy też uwagę, że zachowywali się skandalicznie i złamali kilka punktów regulaminu. I że kolejny raz nie będziemy tak tolerancyjni. Kolejną noc spędzili na mieście i rzeczywiście kłopotów nie było.
Rano przed wyjazdem nikt nie poruszył tematu zapłaty za uszkodzony sprzęt. Kiedy Papas rozpoczął temat burak zaczął mieszać i buntować Pana z honorem. Dziewczyna honorowego Pana miała przygotowane pieniądze i zapłaciła, ale burakowi gul rósł. Zaproponował swojej grupie, że zarysuje samochód gwoździem, wezwą policję i wskażą Papasa  jako sprawcę i pociągną go na 1500zł. Dno dna to chyba za mało na określenie takiego egzemplarza.
Jedna sprawa jest dla nas załamująca. Burak studiuje medycynę. Jeżeli takie coś ma być lekarzem i ponosić odpowiedzialność za zdrowie i życie ludzi, to strach się bać. Cały czas buntował grupę stwierdzeniem, że nic mu nie można udowodnić. Wyobraźcie sobie, że trafiacie w łapy dochtórka, który ma takie podejście do odpowiedzialności. Mam nadzieję, że jest nie tylko burakiem, ale i głąbem i nie da rady skończyć studiów.
Skąd taka nadzieja?
Burak oczywiście wystawił nam bardzo złą opinię na portalu. Niepotrzebnie się biedak pocił, bo mamy tak silną pozycję dzięki pięknym komentarzom od Gości (dziękujemy :) ), że w niczym nam nie zaszkodził. Ale dał do myślenia. Jako pierwszy minus wpisał dużą odległość od plaży. Wydawałoby się, że człowiek średnio inteligentny jest w stanie sprawdzić na mapie, gdzie leży obiekt, który rezerwuje. Zwłaszcza, że portal, którego użył ułatwia to, bo na stronie hostelu jest przycisk "pokaż mapę". Jeden klik i wiesz, że w Gdańsku jest się w zasadzie albo blisko centrum albo blisko plaży. No, ale mówię tu o kimś przynajmniej średnio inteligentnym :) Myślę, że gimnazjum wystarczy :) Stąd moja nadzieja, że lekarzem jednak nie zostanie, skoro tak prosta czynność nastręcza mu tyle trudności.
Skomentował też śniadania, kłamiąc, że nikt z jego grupy nie tknął tego obrzydliwego czegoś. Na jednym śniadaniu zeżarli nawet porcje dla innych Gości. Nie robiliśmy problemu, donieśliśmy więcej produktów i tyle. Napisał, że takiej wędliny to nie podałby nawet psu. Biedny piesek. Pan żałuje mu takiego żarełka! Prawdopodobnie musi się zadowolić kartoflami z obiadu. Inteligent burak nie wie, że hostel to tania forma noclegu i jeżeli chce na śniadanie kawior czy szynkę parmeńską, to musi wykupić nocleg w Sheratonie. Ale czy on wie, co to kawior czy szynka parmeńska.....
Nazwał w opinii Papasa naciągaczem. Polish beta po prostu.
W tej chwili mamy dużo Gości z Polski (Opener Festival). Sami fajni ludzie. Przemiła grupa z Lublina, dziewczyny z Warszawy, pary z Poznania i dziewczyna z Płocka. Bez zarzutu. Dlatego też trzymamy się tych sympatycznych i inteligentnych ludzi, a buraka spuszczamy w niebyt i niepamięć. Tylko ludzi żal, którzy być może będą mieli pecha być jego pacjentami, którym być może zrobi krzywdę i wytrze gębę stwierdzeniem "niech mi  udowodnią". Honor i odpowiedzialność mieszkają daleko od Polish beta.

Zdjęć Polish beta nie mamy, ale nie ma na co patrzeć. Popatrzmy na fajne twarze.

Ada i Papas, wiadomo debeściaki!!!

Papas i Chuck

Tomasz ze Słowacji, był naszym workaway'em. Tęsknimy bardzo!!!!

Grupa "niemiecka". W rzeczywistości z Niemiec była jedna osoba, pozostali z całego świata

Nasz drogi Fergus. Jak zwykle otoczony pięknymi dziewczętami


Zwariowane dziewczyny z Kaliningradu. Niesamowita energia!

Papas spotkał kogoś, kto rozumie jego "szajbę"

Dziewczyny powodują powrót do rzeczywistości.

David i Tobi, miłośnicy języka polskiego

Wewnątrz było 6 Szwedów

Chińska wycieczka
 
.

niedziela, 23 czerwca 2013

Dzisiaj w ogrodzie....

Ogród w hostelu Mamas&Papas był świadkiem/gospodarzem wielu interesujących zdarzeń.
Dzisiaj miało miejsce wydarzenie kulturalne. Nasza kochana Monia przywiozła do hostelu znajomych ze szkoły muzycznej. Polska młodzież jest naprawdę utalentowana! Monia i Natalia zaśpiewały, Karol grał na trąbce. Żałujcie, że nie słyszeliście!!!!!!!  Dołączyła do nich Chinka, która mieszka teraz w naszym hostelu. Okazało się, że przyjechała na konsultacje do Akademii Muzycznej i jest czynną śpiewaczka o fantastycznym głosie. Zaśpiewała polską pieśń, a nam ciary biegały po plecach. W pewnym momencie, kiedy śpiewała, ustał cały zgiełk uliczny. Niesamowite! O tej porze zawsze coś brzęczy, a to ulica, a to jakiś pociąg, albo inne dźwięki. A tu raptem tylko jej śpiew ze śpiewem ptaków w tle. Szkoda, że nie można zatrzymać takich chwil, żeby podzielić się z przyjaciółmi i znajomymi. Musicie odwiedzać częściej nasz hostel. Często spontanicznie kreują się wydarzenia, których nie da się zapomnieć

Przygotowania do koncertu
Karol-czarodziej trąbki
Duet Monia i Natalia
Monia czaruje solo
Chińskie wykonanie polskiej pieśni
Yue zatrzymuje śpiewem ruch na ulicach
Wesołe trio
Trio międzynarodowe
Teraz Yue śpiewa pieśń chińską
Rozluźnienie po koncercie
Trzymajcie kciuki za Monię, Natalię i Karola, zdają egzaminy na Akademię Muzyczną w tym tygodniu.

Bardzo lubimy takie spontaniczne wydarzenia. Czekamy na kolejne zaczarowane wydarzenia. Póki co, humory dopisują i świat jest piękny :)

Jakie fajne dziewczyny!!!!

Prawda, że fajne? :)

Koszulki im się połączyły ;)





PS. Właśnie zameldował się kolejny młody człowiek zdający na Akademię Muzyczną. Za Jarka też trzymajmy kciuki!

niedziela, 16 czerwca 2013

Upadek

Życie w hostelu Mamas&Papas jest ciekawe, kolorowe, po prostu fajne.

Mały wycinek kolorowego Mamas&Papas

Żeby nie było za słodko, los zesłał mi upadek :(
Szłam jak zwykle do piwnicy, w której mamy magazyn i ......nagle znalazłam się na dole schodów. Pośliznęłam się na mokrej macie łazienkowej, którą chwilę wcześniej wrzuciłam na schody, bo mi się nie chciało schodzić do pralni. Lenistwo jednak nie popłaca. Jak spadałam narobiłam takiego hałasu, że myślałam, że pół dzielnicy obudziłam (bo działo się to w nocy). Okazało się, że na górze nie było słychać tego łomotu, jakoś się wygłuszyło. Siedziałam tak wystraszona na dole i czekałam, aż ktoś (czyli Ada) przybędzie z pomocą. Świat jest okrutny. Siedzę, siedzę, siedzę i nic. Zero reakcji! Postanowiłam sprawdzić, czy żyję i czy coś mi się połamało. Oględziny dały mi wstępną diagnozę, że prawdopodobnie żyję i jestem w całości, aczkolwiek ocean krwi nie napawał optymizmem.
Zdecydowałam się zawołać o pomoc. Ryknęłam "Aaadaaaaa". Odzew był w postaci znudzonego "czego?". Czytało dziewczę książkę i spodziewało się, że znowu o coś durnego poproszę. Nawet ją rozumiem :) Ciągle czegoś durnego chcę :)
Odpowiedziałam zgodnie z prawdą, że potrzebuję pomocy. Reakcja dziewczęcia nie była ekspresowa, więc dodałam, że spadłam ze schodów. Muszę przyznać, że wtedy przybiegła w ćwierć sekundy. Zbladła na widok moich obrażeń i dzielnie zabrała się do prac ratunkowych. W zasadzie od chwili, kiedy uznałam, że jestem żywa i niepołamana, miałam już tylko ubaw z własnej głupoty i całej sytuacji.

To zdjęcie obiegło już świat i wstrząsnęło internetem :)
W sumie nic strasznego się nie stało. Trochę się obiłam, noga się trochę popsuła, ale nie bardzo.
Muszę w tym miejscu wyrazić wdzięczność Papasowi, że zmusił mnie do szczepień przed wyjazdem do Azji. Szczepienia były tylko zalecane, nie obowiązkowe. Sam się nie szczepił, ale mi wiercił dziurę w brzuchu, żebym poszła do Instytutu Medycyny Morskiej i Tropikalnej i wreszcie dla świętego spokoju dałam się pokłuć. Teraz było, jak znalazł. Nie musiałam w nocy jechać na zastrzyk przeciwtężcowy. Dziękuję Papasku :)

Ada jest mistrzem prac ratunkowych, zakleja i zawija cudnie
Od tego czasu mam "zakaz piwnicowy" . Wstęp tylko w kasku i z zachowaniem najwyższej ostrożności. Zgadzam się w całej rozciągłości. Głupio zabić się na schodach takiego fajnego hostelu. I kto by dla Was pisał?

Kask jest, nic mi nie grozi
A gdyby ktoś z Was się martwił, to zapewniam, że już jest dobrze. Z każdym dniem duuuuuuuuuużo lepiej. Dziękuję za troskę i miłe słowa, które przekazaliście mi do tej pory.

Jak widać trzymam się nieźle.

niedziela, 9 czerwca 2013

Ostatnimi czasy.....

Życie w hostelu Mamas&Papas zaczyna nabierać tempa. Sezon rozkręca się, no i bardzo dobrze :)

Ostatnio stwierdziliśmy, że Papas jest niewysokim mężczyzną. Zdarzyło się, że było akurat sporo Panów, przy których 190 cm Papasa wyglądało niezbyt imponująco. I dobrze mu tak!!! Niech zobaczy, co czują przy nim przeciętni śmiertelnicy.

Papas: wysoki czy nie???

I tak nasze chłopaki najfajniejsze!
Jeszcze raz Papas musiał uznać wyższość Krzyśka nad Krzyśkiem



Do takich proporcji był do tej pory przyzwyczajony
Jednak najbezpieczniej jest pozować w pojedynkę :)



Po moim ostatnim smutnym  wpisie o Polakach mieliśmy przyjemność gościć w naszym hostelu bardzo fajnych ludzi z Polski. Wiele osób, z wielu miast. Serce rosło! Chociaż dla otrzeźwienia z euforii przydarzyli nam się też raz "tradycyjni". Przyjechali pijani, obalili flaszkę, pojechali w miasto, wrócili w nocy, dokończyli flaszkę. Pohałasowali, podroczyli się.  Czy naprawdę nie można inaczej?!
Na przykład, jak Rosjanie. Też wielu z nich spożywa intensywnie, ale NIGDY nie ma problemów. Ostatnio mieliśmy Gości, którzy spożywali w pełnym słońcu w naszym pięknym ogrodzie. Uśmiechnięci, grzeczni, nienapastliwi. Wydawałby się, że sam fakt spożywania alkoholu podgrzanego słońcem może wywołać nerwowe reakcje. Może, ale nie musi. Może być kulturalnie i bez kłopotów. Dzięki Bracia Rosjanie!!!!

W ostatnim czasie ponownie odwiedzają nas potomkowie Polaków, którzy wyemigrowali niegdyś za lepszym bytem. Różnie jest ze znajomością języka polskiego. Od bardzo dobrej po zerową. Byli u nas przemili Amerykanie, którzy wpadli do Polski pozwiedzać i odnaleźć miejsca rodzinne dziadków. Potrafili parę słów po polsku, np "daj buzi", albo "dzisiaj jest ładny dzień". Fantastyczni ludzie, ale jak wszyscy odjechali.... Przybył też do nas sympatyczny Holender, który nie ma polskich korzeni, ale bardzo dobrze mówi po polsku. Lubi Polskę, ma polskich przyjaciół i chciało mu się zadać trud nauczenia naszego trudnego języka. Ma ciekawe hobby przemieszcza się z hostelu do hostelu. W ciągu 2 tygodni pobytu w Gdańsku zaliczył już pięć w poszukiwaniu tego najlepszego. Mamy przeczucie, że hostel Mamas&Papas będzie tym najlepszym :)

Kto ma polskie korzenie?


Tutaj oboje mają w sobie polską krew.

Losy Polonusów też są poplątane. Był u nas Kanadyjczyk, który urodził się w Polsce i jako maleńkie pacholę wyjechało w świat. Ostatnie 7 lat spędził w Japonii z japońską żoną. Aktualnie pozbyli się wszelkich dóbr (z mieszkaniem na czele) i wyjechali przez Tajlandię do Nowej Zelandii. Gdzie też naszych nie zaniesie .....


Na koniec dobra wiadomość! Sezon na spontany wyraźnie przyspiesza :)


poniedziałek, 3 czerwca 2013

Korea i nie tylko

by Monika


Życie w hostelu Mamas&Papas płynie w zgodzie z porami roku. Aktualnie hitem jest nasz ogród. Powiem nieskromnie, cudny jest!!!  

by Monika

Musimy tu podziękować naszym przyjaznym duszom, które dbają o to miejsce z wielkim sercem i w czynie społecznym. Nie potrafię ustalić kolejności do wdzięczności więc jadę alfabetycznie: wujek Andrzej z Olsztyna, Dyzio, ciocia Ela (ta od wujka Andrzeja) i niezawodna, wspierająca nas codziennie Mama Papasa. Dziękujemy pięknie z całego serca!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Nawet Papas bywa ogrodnikiem :) Ale wiadomo - Papas potrafi wszystko! Czy ktoś zaprzeczy?

Ja zaś jestem wiernym użytkownikiem, czyli też jakiś udział chyba mam ;)

Mamy Gościa z Turcji, który siedzi całymi dniami w hostelu. Dziś popołudniu oznajmił, że dość tego lenistwa i czas na aktywność. Ubrał coś tam na siebie, wziął torbę, laptopa i wyszedł z hostelu. Pomyślałam z szacunkiem, że się człowiek podniósł z upadku lenistwa i zmobilizował wreszcie.  Za pół godziny poszłam do ogrodu i...... zobaczyłam go rozłożonego na ławce. Daleko nie zaszedł, ale próbował!!! Zresztą, kto by się oparł naszemu ogrodowi :)

by Monika

Teraz z kolei garść obserwacji o innych krajach.
Gościła ostatnio w hostelu Mamas&Papas urocza obywatelka Korei Południowej. Mieliśmy już kilkoro Gości stamtąd, ale właśnie z tą dziewczyną zaprzyjaźniliśmy się jakoś bardziej. Na pewno sprzyjało temu to, że nie przyjechała na jedną noc, tak, jak to mają w zwyczaju mieszkańcy Azji. Zadziwia nas zresztą nieustannie tempo Azjatów w podróżowaniu. 90% Gości stamtąd podróżuje wg następującego schematu: przejazd w nocy skądś do Gdańska, bardzo intensywne zaliczanie (raczej zaliczanie niż zwiedzanie) atrakcji turystycznych przez cały długi dzień, nocleg, kolejny intensywny dzień i nocny przejazd z powrotem lub dalej. To, co innym zajmuje 3-4 dni oni przelatują z prędkością światła. Zapamiętaliśmy grupę 11 Tajwańczyków, którzy jechali całą noc na stojąco z Katowic,  jak zwykle na jedną noc i od razu z powrotem. Podziw wielki, ale nie rozumiemy tego tempa.
Nasza Koreanka była inna. Nie dość, że została dłużej, to nie latała ciągle po mieście, ale potrafiła zrobić sobie dzień odpoczynku. Była bardzo kontaktowa. Twierdzi, że nie tęskni za Koreą, co najwyżej za bliskimi. Europa i tutejsze życie bardzo jej się podoba. Mieszka w Anglii i jest jej dobrze. Mówiła, że w swoim kraju ma marne szanse na rozmowach o pracę, bo... nie jest zamężna. Ludzie będący w związkach nieformalnych muszą się ukrywać. Bardzo nas to zdziwiło, bo wydawało się nam, że Korea jako kraj znacznie bardziej rozwinięty (27. PKB, Polska 47.) jest bardziej nowoczesny w sferze obyczajów. Okazuje się, że nie. Społeczeństwo, rodzina skutecznie kontrolują styl życia obywateli i wywiera naciski w kierunku stylu tradycyjnego.


Zapamiętaliśmy jeszcze dwa inne akcenty koreańskie.
Pierwszy Koreańczyk, którego gościliśmy w naszym hostelu był miłośnikiem żeglugi. Oczywiście był na jedną noc i miał bardzo rozległe plany. Pytał o dojazdy w poszczególne miejsca i za każdym razem pytał, czy można tam dopłynąć statkiem. Na odpowiedź, że nie, upewniał się, czy na pewno nie. W sumie wszędzie pewnie się da, ale Kowno czy Praga naprawdę nie kojarzy się z żeglugą jako najlepszym i najszybszym środkiem transportu. Najbardziej zmartwił go brak wodnego połączenia z Malborkiem. W sumie woda tam jest i może sam pomysł nie jest zły....
Z tym właśnie Koreańczykiem mieliśmy związany satyryczny akcent. Był ostatnim Gościem, którego oczekiwaliśmy tego dnia. Późno się zrobiło, aż wchodzi dwóch młodzieńców. Wnikliwie oceniliśmy, że jeden z nich to może być "na siłę" koreański. Wyszło na to, że nie ma innej opcji. Papas przywitał go mówiąc cześć po koreańsku (taki zdolny nasz Papas), a "Koreańczyk" na to "WHAT???!!!" Okazało się, że byli to dwaj Finowie, którzy zjawili się bez rezerwacji. A człowiek w desperacji to zauważy orła w gołębiu. Mamy przynajmniej z czego się pośmiać wspominając dwuletnie prawie dzieje hostelu.


by Monika