niedziela, 18 sierpnia 2013

Polska język trudna język

Dzisiaj przyjechał do Hostelu Mamas&Papas Gość, który przybył do nas z Helu. Dojazd zajął mu 4 godziny!!! Przypomniała mi się pewna historia.

Wiosną gościliśmy Holendra. Papas rozpoczął z nim pogawędkę w common room. Zadzwonił do mnie, żebym sprawdziła dojazd do Estonii, gdyż Gość ten miał zamiar jechać z Gdańska właśnie tam.
Akurat dzień wcześniej wyjechał z hostelu mieszkaniec Tallina i drukowaliśmy mu bilety. Wiedzieliśmy stąd, jak najtaniej i najwygodniej jechać. Sprawdziłyśmy z Adą połączenie i okazało się, że nie ma biletów. Trzeba czekać 4 dni na pierwsze wolne miejsca. Dostępne były tylko połączenia dużo droższe. Holender zszedł na recepcję i zdziwił się, że tak trudno do tej Estonii się dostać, że tyle kosztuje i tyle godzin. Powiedział, że jedzie na windsurfing i znajomi powiedzieli mu, że z Gdańska najlepszy dojazd. Jak to tak daleko, to on nie wie, co robić. Coś zaczęło nam nie pasować. Poprosiliśmy,żeby sprawdził dokładnie, dokąd chce jechać. Okazało się, że celem jego podróży była............... Jastarnia. Obcokrajowcy tak cudnie przekręcają polskie wyrazy!!! Kierunek Litwa, Łotwa, Estonia jest tak bardzo popularny, że nie przyszło nam do głowy, że może to być pomyłka :)
Język polski jest trudny dla obcokrajowców. Tym bardzie podziwiamy tych, którzy próbują naszą mowę "ogarnąć". Mieliśmy już sporo Gości bez polskich korzeni, którzy dzielnie walczą z sz cz rz itd. Są też tacy, którzy kurtuazyjnie próbują opanować kilka polskich zwrotów na czas pobytu w Polsce. Ostatnio rozbawili mnie Hiszpanie i Katalończycy, którzy idąc spać powiedzieli kolejno "dobranoc", "good night" i ...."dzień dobry".
Z językiem mieliśmy też niezłą zabawę, gdy był u nas workaway'er Tomasz ze Słowacji. Nabijaliśmy się z naszych języków, bo było z czego. Np. mówimy Tomaszowi idź do sklepu, a on w pierwszym odruchu chce zejść do piwnicy  :)

Na ogół Goście starają się używać form grzecznościowych po polsku, chociaż mieliśmy też osoby wyedukowane bardziej gruntownie. Potrafili gustownie określić frustracje używając słowa na k. Albo wyrazić podziw w związku z damskimi atrybutami wołając "mas fajne cycki " i takie tam różne .... :)

Anja i Lukas na pewno zostaną w naszej pamięci. Ciekawi i przemili ludzie, na takich Gości zawsze czekamy.

W kwestii Kota bez zmian. Łaskawie pozwala się rozpieszczać. Goście czynią to bardzo chętnie.

Papas codziennie i bardzo go rozpieszcza.

Grzesiu obywa się bez towarzystwa Kota. Inne atrybuty mu wystarczają.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Szukanie.

Hostel Mamas&Papas znowu był świadkiem poszukiwań. Trafiła do nas młoda Australijka o polsko brzmiącym nazwisku, która szukała swoich korzeni. Młoda dama, jak to często bywa w trzecim pokoleniu, postanowiła zbadać dzieje rodziny. Trzeba przyznać, że dzieje te są bardzo interesujące. Opiszę je wkrótce.


Nie tylko korzeni szukają Goście Hostelu Mamas&Papas. "Zastrzelił" nas ostatnio swoją prośbą miły Niemiec, który poszukiwał mieszkańca Gdyni znając tylko jego nazwisko (bardzo, bardzo popularne) i imię córki mieszkającej w Niemczech. Imię Anna, też nie pozwala zawęzić poszukiwań :) Nie pomogliśmy. Zresztą zapytaliśmy, jak by sobie poradził szukając w Niemczech np. p.Schmidta w Hamburgu :) Bez imienia, adresu itd.

Mieliśmy też poszukiwania smutne.
Zadzwoniła roztrzęsiona Pani z pytaniem, czy zatrzymał się u nas Pan X. Nie miała kontaktu z mężem od kilku dni, a ostatnie wieści głosiły, że pojechał do Gdańska. Kobieta obdzwaniała wszystkie hotele, hostele, pensjonaty. I bez skutku. Było nam jej bardzo szkoda. Widać było, że naprawdę się martwi. Mam nadzieję, że małżonek zabalował i wrócił cały i zdrowy. I porządnie oberwie od Pani.

Zadzwoniła też bardzo bojowa mama, która szukała Pana, który umówił się z jej córką. Pan zatrzymał się gdzieś w naszej okolicy. Córka nie dawała znaku życia, mimo że było to jej pierwsze spotkanie z obcym mężczyzną w realu i obiecała mamie jakieś znaki. Pani była bardzo zdeterminowana. Trochę ją rozumiem. Sama jestem mamą i jakbym podejrzewała krzywdę potomków, to nie patyczkowałabym się. Pani bardzo konkretnie zapytywała i stwierdziła, że jak nie pomogę, to ona przyjedzie i zajrzy do każdego pokoju i sprawdzi,czy nie ma tam jej dziecka i dziecka krzywdy. Rzeczywiście prawdopodobnie ten Pan zatrzymał się w naszym hostelu, ale nie sprawiał wrażenia "krzywdziciela", bardzo miły Pan. Zanim skończyłyśmy dłuuuugą rozmowę, córka zadzwoniła na drugi telefon. Okazało się, że nie naładowała komórki przed wyjściem i tyle. Nie zazdroszczę mamie tego, co przeszła. Córci należy się duża reprymenda.I szlaban na dobranocki ;)

Największe szukanie było dziełem przemiłych zwariowanych mieszkańców Finlandii. Przyjechali na zakupy i byli tak zachwyceni cenami w Polsce, że udało im się wydać wszystkie pieniądze. Przeszukali chyba cały Gdańsk!

Ekipa fińska
Tu nic nie szukali, a znaleźli :) Chłopaki z Poznania
Skauci z Niemiec. Bardzo grzeczni.

niedziela, 4 sierpnia 2013

A nie mówiłam?

A nie mówiłam, że o Polakach można pisać wiecznie? Miałam dzisiaj zaplanowany inny temat, ale właśnie miałam kolejny zgrzyt z Polakami, więc się z Wami podzielę.
Wieczorem otrzymaliśmy rezerwację na dwa pokoje na dziś. Przyjechało dwoje Wenezuelczyków i dwoje Polaków. Pani z Polski była bardzo zdziwiona, że łazienki są wspólne. Ba! Była zdenerwowana! Tłumaczę Pani, że to jest hostel, tani nocleg i wspólne łazienki są jak najbardziej czymś normalnym. Poza tym, na portalu, na którym rezerwowała, jest napisane, że łazienki są wspólne. Pani na to, że nie wczytywała się, bo robiła rezerwację w drodze, rozmawiając w międzyczasie. A poza tym powinno być widoczne ostrzeżenie, że łazienki są wspólne. Kolejny raz jesteśmy winni niezadowolenia Klienta, bo ten nie czytał opisu i nie sprawdził, co rezerwuje. Dodała, że nie zauważyła, że robi rezerwację w hostelu i nie zna się na standardach hostelowych. Więc mówię, że właśnie takie są i to jest normalne, a nie łazienki prywatne. Pani przypomniała sobie, że spała w hostelu w Wenezueli i tam zawsze łazienki były w pokoju. Jak ona przepraszała tych Gości z Wenezueli! Oni nie robili żadnego problemu. Ale okazało się, że problem był. Proszę o propozycje, co byście zrobili na moim miejscu :( , bo mi ręce i nogi opadły. Pewnie dostaniemy obniżoną ocenę za to, że nie zapewniliśmy tego, czego nie mamy w ofercie. A nie mówiłam,że o Polakach można wiecznie.....
Z drugiej strony zawitała dziś również dziewczęca ekipa z południa Polski. Fajne babeczki bez pretensji do świata.
Dla urozmaicenia opowiem chwilkę o Gościach z Hongkongu.



Spotkaliśmy się z nową odpowiedzią na pytanie, dlaczego Goście przyjeżdżają do Polski. Ci przyjechali kibicować swojemu synowi w zawodach sportowych. Ranga całkiem znaczna, a mianowicie Mistrzostwa Świata Juniorów w Windsurfingu. Jeździli codziennie do Sopotu na zawody bardzo ekscytując się rywalizacją. Nam też się udzieliło. Mimo, że nie spotkaliśmy nigdy tego młodego dżentelmena, śledziliśmy w napięciu jego walkę. Wyszło całkiem nieźle. Był 19. w stawce ponad 150 zawodników. Wiadomo, prawie nasz człowiek :)
Hongkończycy (naprawdę! tak się pisze!) byli bardzo mili, codziennie Papas ucinał z nimi pogawędki. Poczęstowaliśmy ich polskim żarciem. Wygląda na to, że p.Czesia ma kolejnych wielbicieli jej talentu. Wzięli nawet przepisy. Sprezentowali nam hongkońskie przekąski. 

To z lewej było niezłe




Zaskoczyło nas, że wyglądali bardzo młodo, jak na swój wiek (sami zaczęli gadkę na ten temat). Oni zaś nie byli zdziwieni. Poinformowali nas, że Hongkończycy tak wyglądają. Są Chińczykami, ale Chińczycy z Chin starzeją się szybciej. Więc, jakbyście chcieli emigrować w tamte rejony to tylko do Hongkongu :)

Z bardzo ważnych spraw hostelu melduję, że kot ma się świetnie. Jest maskotką Gości i rozpuścił się tak, że słów brakuje.

Z Papasem kot robi, co chce

Iwan przyniósł małego jeżyka z naszego ogrodu......

...a kot chciał go zjeść :)


niedziela, 28 lipca 2013

O Polakach można wiecznie :)

W hostelu Mamas&Papas dominują obcokrajowcy. Szacujemy, że 80% Gości przyjeżdża z zagranicy. Ostatnio jednak mieliśmy wyjątkowo dużo Rodaków. Wczoraj nocowało 17 osób z Polski, obcokrajowcy zniknęli gdzieś w tym polskim tłumie. Wyobraźcie sobie, że było spokojnie! Ludzie kulturalni, sympatyczni, nie chlejący na umór. Niektórzy w ogóle nie spożywający. Czyżby światełko w tunelu? Oczywiście znaleźli się dwaj młodzieńcy, którzy zachowywali się "tradycyjnie". Jednak w tym tłumie to był tylko mały wybryk, na dodatek dali się szybko spacyfikować. Na drugi dzień byli dużo grzeczniejsi, wycałowali rączki i poszli grzecznie spać.
Spała u nas dziewczyna, która pracuje w hostelu w Krakowie. Ona też potwierdziła nasze smutne spostrzeżenie, że najwięcej problemów i trudnych sytuacji mają z Polakami.

Fajni Polacy

Krzyśki to fajne chłopaki


Opiszę niedawne starcie.
Zadzwoniła Pani z Polski i zarezerwowała pokój na bieżącą noc i oznajmiła, że przyjedzie po północy. Oczywiście, pierwsza myśl, czy nie będzie czekania na darmo. Okazało się, że przyjechali, tak jak zapowiadali. Poszli do pokoju, a ja zaczęłam ogarniać się przed pójściem spać. Nagle poczułam, że palą w pokoju. Podeszłam pod drzwi i stanowczo poprosiłam, żeby nie palili pod groźbą wydalenia z hostelu. Podporządkowali się, ale ja już wiedziałam, że nie mogę iść spać, póki oni nie zasną, bo bałam się recydywy z paleniem. I nie myliłam się. Za jakiś czas znowu czuję ewidentnie, że palą papierosy. Wkurzyłam się, podeszłam pod drzwi i grzecznie, choć stanowczo, wyraziłam zdanie. Za minutę z pokoju wybiegł Pan rzucając po drodze, że opuszcza pokój. Pani wybiegła za nim i zaczęła mnie przepraszać. Mówiła, że nie rozumie, co w niego wstąpiło, dlaczego tak się zachowuje i bardzo, bardzo, bardzo przeprasza. Szkoda mi było kobietki, ale w sumie byłam zadowolona, że problem dobrowolnie się wyprowadza.
Po jakimś czasie zorientowałam się, że problem stoi przed hostelem i drze ryja. Okazało się, że stojąc pod otwartymi oknami naradzali się bardzo głośno, co dalej. Podeszłam z prośbą, żeby robili to w innym miejscu, albo przynajmniej ciszej. Wtedy Pan wystrzelił z pretensjami jak z kałacha. On cierpi na klaustrofobię, a pokój taki tyci i w tym pokoju dusił się i dlatego palił. Że pokój beznadziejny. Że łóżka się zapadają. I najważniejsze, że nie ma plazmy. Że za takie pieniądze to w innym miejscu miałby plazmę na pół ściany. Pytam, czemu nie poszedł tam. On na to, że miejsc nie było. Ale za takie pieniądze to musi być plazma. I zaczął gadać o tej plaźmie jak nakręcony. Pytam po co mu plazma o pierwszej w nocy, chyba szukał noclegu, a nie sali telewizyjnej. A on plazma, plazma, plazma. I on ma klaustrofobię, w takim pokoiku nie da się spać. Pytam, czy potrzebował dwóch godzin, żeby zauważyć, że się dusi. On na to, że łóżko złe i nie ma plazmy. Włączyła się kobieta i mówi: "Misiu, ty duży jesteś, to łóżko mogło się ugiąć" (fakt, koleś dwa na dwa). On na to "Zamknij się, bo jak ci przyp....". Natychmiast Pani zaczęła wtórować Panu, że łóżka złe, że nie ma plazmy itd. Zażądali zwrotu pieniędzy, bo oni tylko chwilę zajmowali pokój. Zabiłam ich śmiechem. Ładna chwilka! Dwie godziny. Pościeli używali, łazienki też. Zrobili syf i stwierdzili, że oni w zasadzie nie korzystali z pokoju. Poza tym plazmy nie ma. Poza tym oni cały świat zjeździli i znają się na standardach. Plazma być musi i już. Ręce mi opadły. Kolejni "zorientowani", czym jest hostel, szukający luksusu w cenie taniego noclegu.



Tutaj nikt nie marudził i nie szukał plazmy

Ciężko się dzisiaj pisze. Upał afrykański. Nawet jedna dziewczyna ze Szwecji obcięła nam ocenę, za to, że jest upał, nawet w nocy. No cóż, nie mamy jeszcze tej mocy, żeby kierować pogodą, ale nie ustajemy w staraniach, żeby to zmienić ;) Mogła wynająć droższy pokój w hotelu z klimatyzacją i nie byłby straszny żaden upał. Jak widać, inne nacje też miewają problem ze zrozumieniem, że tanie spanie nigdy nie dorówna Hiltonowi w wygodach. Z drugiej strony Hilton może się schować w porównaniu z Hostelem Mamas&Papas, jeżeli chodzi o atmosferę i możliwości poznania ciekawych ludzi, czy fajnych spontanów.

I nigdzie nie ma takiego kompotu, jaki Monia gotuje z naszych ogrodowych owoców na upalne dni!!!


Papas znowu okazał się niewielki (w porównaniu do drzewka wiśniowego)

Tacy w wiśniach zaplatani

Monia pięknie śpiewa, pysznie gotuje i na dodatek łazi po drzewach :)

niedziela, 21 lipca 2013

Historie miłosne.

Wiele się dzieje w hostelu Mamas&Papas. Na ogół jest wesoło, nawet bardzo wesoło, czego przykładem było ognisko sprzed tygodnia. Aga podrzuciła parę fotek. Widzę, że cenzura ostro zaingerowała, ale spójrzcie chociaż na to, co cenzor przepuścił.


Nie powiem, co Papas spożywa. Nie jest to butapren.

Przygotowania trwają.
Piękne, prawda?




On też tam był, aczkolwiek nie śpiewał i nie był widziany w czasie spożywania.





No, ale miało być o miłości.
Nie mamy pojęcia jakiej ilości związków "ojcem" jest  nasz hostel. Wiemy na pewno o jednej sytuacji. Gościliśmy bardzo sympatycznego młodzieńca z Wrocławia. Polubiliśmy go. On też polubił nasz hostel, bo z dnia na dzień codziennie przedłużał pobyt. Pewnego dnia znaleźliśmy w poczcie maila od młodej damy, która prosiła o pomoc w znalezieniu pana, którego opis pasował idealnie do naszego Gościa. Spotkali się na Westerplatte, spędzili trochę czasu. Zapomnieli wymienić się telefonami. Nasz przystojny Gość zgodził się na podanie jego kontaktu owej damie. I.....zimą odwiedzili nas razem. Ładna para.
Na drugim biegunie manewrów miłosnych mieści się historia pary ze Szkocji. Bardzo sympatyczni ludzie. Spędziliśmy razem sporo czasu. Fajne klimaty. Wszystko było pięknie i ładnie aż do ostatniego wieczora.
Po wieczorku pożegnalnym hostel przysnął. Ja porządkowałam jeszcze sprawy po minionym dniu. Raptem z pokoju Szkotów dobiegły dziwne dźwięki. Dziwne dźwięki w hostelu to nic niezwykłego, ale te po jakimś czasie zaczęły mnie niepokoić. Wyglądało na to, że mogło dojść do rękoczynów. Nie wiedziałam, jak zareagować. Dorośli ludzie w prywatnym pokoju robią, co chcą. Zawołałam Adę i Papasa i postanowiliśmy wkroczyć do środka.
Okazało się, że wyjazd tej pary do Polski był próbą ratowania związku. Panna miała jakąś przygodę, ale zdecydowali się spróbować być jednak razem. Pani została przyłapana przez  Pana na pisaniu w tajemnicy jakichś sms-ów. Pan się zdenerwował i rozpoczęli kłótnię. Jako, że byli po alkoholu, lekkie popchnięcie Pani zaskutkowało guzem wielkości tak imponującej, że na pewno takiego nie widzieliście. Naprawdę rozmiar do Księgi rekordów Guinnessa. Nie mieliśmy lodu, więc zrobiliśmy okład z ........ zamrożonego mięsa. Pani była aktywną wegetarianką, bardzo konsekwentną i radykalną i dziwnie wyglądała z bryłą mięsa na głowie.
Udało nam się ich uspokoić, pogodzili się, ale sytuacja była wcale nie łatwa.

Na szczęście trudne sytuacje nie zdarzają się często. Ludzie są fajni i fajne jest życie w hostelu Mamas&Papas.

To chyba też jest miłość ;)


niedziela, 14 lipca 2013

To nie jest pora na pisanie bloga...

Życie w hostelu Mamas&Papas zdecydowanie przyspieszyło. To nie jest pora na pisanie bloga. Szanuję jednak moich wiernych fanów, więc postaram się co jakiś czas odezwać, żebyście nie zapomnieli o naszym hostelu.
Wczoraj Papas postanowił popalić jakieś tam kartoniki, patyki. W związku z doskonałą ustawą śmieciową mamy tylko jeden pojemnik na śmieci. Drugi podstawią w ciągu... 4 tygodni. Pożyjemy, zobaczymy.... Słyszeliśmy, że w Gdańsku jest plaga kradzieży kubłów, bo są posesje, które nie mają pojemników w ogóle. Gości sporo, śmieci też jakoś bardziej masowo się tworzą. Trzeba sobie jakoś radzić. Jednym ze sposobów było ognisko. Papas z Dyziem rozpalili ogień. (W sumie hasło podała Monia.) Tam gdzie ognisko muszą być kiełbaski i piwo. Tam gdzie kiełbaski i piwo jest dużo ludzi. Taki nam się właśnie stworzył spontan.  Wyszło tak spontanicznie, że nawet zdjęć nie zrobiliśmy. Większość ówczesnych mieszkańców hostelu zameldowała się na imprezie. Znalazła się gitara z grajkiem (albo grajek z gitarą). Fajnie młodzież śpiewa! Różne kraje, różne kontynenty. Wszyscy byli razem. Po raz kolejny widać, że jesteśmy tacy sami. 
Jak rzekłam, nikt nie pomyślał o zdjęciach, ale mamy fotki miejsca trzy dni wcześniej. Też fajnie!









Żeby nie było tak ekspresowo zacytuję anegdotki naszego Gościa, który z racji zajmowanego stanowiska w naszej policji, spotyka się z tzw. petentami.

W jego mieście króluje Helcia. Pani Helcia regularnie odwiedza policję informując o przestępstwach, których jest ofiarą.

Razu pewnego doniosła, że w jej tapczanie chowa się poprzedni komendant policji (na emeryturze), bo chce ją zobaczyć nagą.

Innym razem zeznała, że pewnego dnia leciał nad nią samolot. Nagle zatrzymał się w powietrzu. Zawisł, cofnął się, pilot wychylił się z okienka i krzyknął "Helcia, ty ku..o!!!"

Nasz Gość ma bardzo ekscytującą pracę. Prawie, jak życie w hostelu Mamas&Papas.

IDĘ SPAĆ!!!

sobota, 6 lipca 2013

Burak polski

Mieliśmy ostatnio wątpliwą przyjemność gościć w hostelu Mamas&Papas przedstawiciela gatunku "burak polski" (łac. Polish beta). Była to jednostka, która w sposób wyjątkowy wykazywała cechy gatunku. Myślę, że wiele mądrych, naukowych głów powinno pochylić się nad tak wybitnym egzemplarzem.
Burak polski (nazywany dalej - dla uproszczenia i nie denerwowanie innych gatunków z wyrazem polski w nazwie - po prostu burakiem) przyjechał z trójką znajomych z Warszafy. Celowo zmieniam brzmienie nazwy miasta, bo z Warszawy to on nie był (za dużo fajnych Warszawian znam, żeby łączyć buraka z Warszawą).
Burak chciał zaszaleć, nazbierał dutków i wystarczyło ........na hostel. Ale co tam!!!! Chlać można wszędzie! Drzeć ryja i pokazywać, że jezdem z Warszafy też!!!
Tak też było. Fajna zabawa. Muszę dodać, że burak był jedynym przedstawicielem gatunku w swojej 4-osobowej grupie. Pozostali też pohałasowali, zaznaczyli swoja obecność, ale cech Polish beta nie wykazywali. Po prostu może trochę za dużo alkoholu, ale poza tym sympatyczni młodzi ludzie. Nawet bardzo sympatyczni.
Trochę miałam problemu z uspokajaniem, ale wreszcie zalegli.
Rano okazało się, że odtwarzacz CD Papasa jest uszkodzony. W common room siedzieli tylko burak i jego znajomi. Słuchali przy tym muzyki, więc przy CD majstrowali. Papas zażądał z rana naprawienia szkody. Burak najpierw bezczelnie odparł, że nic mu Papas nie udowodni. Dodał, że to stary rzęch był. Papasowi gul skoczył. Burak nie zna się ewidentnie i skoro nie było zewnętrznych oznak luksusu (i nie reklamowała tego Doda) to był to nic nie warty przedmiot. Żadnych złoceń, napisów, milionów kolorowych lampek. Po dyskusji stwierdził, że zniszczenia dokonał kolega. Kolega bardzo się zdziwił, gdy mu o tym powiedzieliśmy. Potwierdził, że byli sami w pomieszczeniu i korzystali ze sprzętu, ale nie przypomina sobie, żeby coś zniszczył (wiadomo alkohol nie ułatwia zapamiętywania). Tym bardziej, że jest melomanem i zawsze bardzo dba o płyty i sprzęt. Honorowo oświadczył, że skoro kolega burak tak twierdzi, to on pokryje koszty naprawy. W międzyczasie burak nie zaczekawszy na resztę grupy odjechał autem w miasto, po buracku zostawił znajomych. Pan z honorem był bardzo sympatyczny, inteligentny i z wrażliwością kompletnie niepasującą do buraka.
Poza żądaniem naprawienia szkody, zwróciliśmy też uwagę, że zachowywali się skandalicznie i złamali kilka punktów regulaminu. I że kolejny raz nie będziemy tak tolerancyjni. Kolejną noc spędzili na mieście i rzeczywiście kłopotów nie było.
Rano przed wyjazdem nikt nie poruszył tematu zapłaty za uszkodzony sprzęt. Kiedy Papas rozpoczął temat burak zaczął mieszać i buntować Pana z honorem. Dziewczyna honorowego Pana miała przygotowane pieniądze i zapłaciła, ale burakowi gul rósł. Zaproponował swojej grupie, że zarysuje samochód gwoździem, wezwą policję i wskażą Papasa  jako sprawcę i pociągną go na 1500zł. Dno dna to chyba za mało na określenie takiego egzemplarza.
Jedna sprawa jest dla nas załamująca. Burak studiuje medycynę. Jeżeli takie coś ma być lekarzem i ponosić odpowiedzialność za zdrowie i życie ludzi, to strach się bać. Cały czas buntował grupę stwierdzeniem, że nic mu nie można udowodnić. Wyobraźcie sobie, że trafiacie w łapy dochtórka, który ma takie podejście do odpowiedzialności. Mam nadzieję, że jest nie tylko burakiem, ale i głąbem i nie da rady skończyć studiów.
Skąd taka nadzieja?
Burak oczywiście wystawił nam bardzo złą opinię na portalu. Niepotrzebnie się biedak pocił, bo mamy tak silną pozycję dzięki pięknym komentarzom od Gości (dziękujemy :) ), że w niczym nam nie zaszkodził. Ale dał do myślenia. Jako pierwszy minus wpisał dużą odległość od plaży. Wydawałoby się, że człowiek średnio inteligentny jest w stanie sprawdzić na mapie, gdzie leży obiekt, który rezerwuje. Zwłaszcza, że portal, którego użył ułatwia to, bo na stronie hostelu jest przycisk "pokaż mapę". Jeden klik i wiesz, że w Gdańsku jest się w zasadzie albo blisko centrum albo blisko plaży. No, ale mówię tu o kimś przynajmniej średnio inteligentnym :) Myślę, że gimnazjum wystarczy :) Stąd moja nadzieja, że lekarzem jednak nie zostanie, skoro tak prosta czynność nastręcza mu tyle trudności.
Skomentował też śniadania, kłamiąc, że nikt z jego grupy nie tknął tego obrzydliwego czegoś. Na jednym śniadaniu zeżarli nawet porcje dla innych Gości. Nie robiliśmy problemu, donieśliśmy więcej produktów i tyle. Napisał, że takiej wędliny to nie podałby nawet psu. Biedny piesek. Pan żałuje mu takiego żarełka! Prawdopodobnie musi się zadowolić kartoflami z obiadu. Inteligent burak nie wie, że hostel to tania forma noclegu i jeżeli chce na śniadanie kawior czy szynkę parmeńską, to musi wykupić nocleg w Sheratonie. Ale czy on wie, co to kawior czy szynka parmeńska.....
Nazwał w opinii Papasa naciągaczem. Polish beta po prostu.
W tej chwili mamy dużo Gości z Polski (Opener Festival). Sami fajni ludzie. Przemiła grupa z Lublina, dziewczyny z Warszawy, pary z Poznania i dziewczyna z Płocka. Bez zarzutu. Dlatego też trzymamy się tych sympatycznych i inteligentnych ludzi, a buraka spuszczamy w niebyt i niepamięć. Tylko ludzi żal, którzy być może będą mieli pecha być jego pacjentami, którym być może zrobi krzywdę i wytrze gębę stwierdzeniem "niech mi  udowodnią". Honor i odpowiedzialność mieszkają daleko od Polish beta.

Zdjęć Polish beta nie mamy, ale nie ma na co patrzeć. Popatrzmy na fajne twarze.

Ada i Papas, wiadomo debeściaki!!!

Papas i Chuck

Tomasz ze Słowacji, był naszym workaway'em. Tęsknimy bardzo!!!!

Grupa "niemiecka". W rzeczywistości z Niemiec była jedna osoba, pozostali z całego świata

Nasz drogi Fergus. Jak zwykle otoczony pięknymi dziewczętami


Zwariowane dziewczyny z Kaliningradu. Niesamowita energia!

Papas spotkał kogoś, kto rozumie jego "szajbę"

Dziewczyny powodują powrót do rzeczywistości.

David i Tobi, miłośnicy języka polskiego

Wewnątrz było 6 Szwedów

Chińska wycieczka
 
.