niedziela, 15 września 2013

Jesień puka do drzwi.....

Jesień puka do drzwi. W Hostelu Mamas&Papas zaczyna być spokojniej i ...luźniej.
Z tym spokojem to może nie do końca prawda. Parę dni temu gościliśmy zespół z Niemiec - Grandfather. Było czterech młodych Panów, ale zabawę zorganizowali tak szampańską, że wydaje się, że było ich ze dwa razy tyle. Oj, nie był to spokojny wieczór na pewno! Następnego dnia byłam pewna, że koncert, który mieli zagrać w Gdyni, będzie musiał być odwołany. Okazało się, że są profesjonalistami. Na godzinę przed wyjściem forma koncertowa wróciła. Bardzo fajne chłopaki. Dostaliśmy od nich płytę. Od razu poprosiliśmy o autografy. Jak będą wkrótce bardzo znani, to już się nie dopchamy. I spać będą w Hiltonie, czego już żałują. Wiadomo, nie ma to jak hostel!!!! Zwłaszcza Hostel Mamas&Papas!!!
Ada wrzuciła trochę fotek na facebooka, więc kto ciekawy, może popatrzeć na naszym profilu.

Grandfather w nadkomplecie

Płyta z autografami. Wkrótce bezcenna :)
Zadziwiająco szybko zleciał sezon. W dalszym ciągu ludzie nie przestają nas zadziwiać. Parę przykładów.

Godzina 3 rano. Dzwoni telefon. Pan pyta, czy jest wolny pokój. Owszem, jest. Pan pyta o cenę. Podaję, a Pan, że ja chyba żartuję. On chce tylko 3 godzinki kimnąć i jest w szoku słysząc naszą pazerność. Zaklął szpetnie i przeciągle. No to ja też, a co!!! Dodam, że cena była  z serii "last minute" i naprawdę atrakcyjna. Pan (i inni) nie rozumie, że największy koszt generuje pierwsza godzina np. kąpiel, pościel. Czy śpi godzinkę czy 10 pościel trzeba wyprać. Najciekawsze jednak było, że tak siarczystymi słowami mnie potraktował. Ten Klient to nie nasz Pan. 
Kiedyś inny Pan też chciał tylko na 3 godziny od pierwszej w nocy. Był z Panią i bardzo błagał. On zapłaci za całą dobę, ale po 3 godzinach na pewno wyjdzie. Ewidentnie uważał, że płacąc za całą dobę robi nam zaszczyt, bo on tylko  3 godzinki. Niech poszuka lokalu na godziny.
Inny Pan zakwaterował się z Panią o normalnej porze za dnia. Zadeklarował godzinę śniadania. Wyglądało to na normalny pobyt. Zauważyliśmy, że od popołudnia okno było otwarte. Minęła godzina, dwie, trzy, cztery. Okno cały czas na oścież, a tego dnia było baaardzo zimno. Minęły kolejne godziny i stwierdziłam, że szkoda pieniędzy na ogrzewanie podwórka i postanowiłam wedrzeć się do pokoju. Tak też zrobiłam. Okazało się, że pokój jest pusty. Oni też byli tylko na 3 godzinki. Po cichutku zwiali. Zwiali, jakby ktoś zabronić mógł legalnie opuścić hostel. Dziwny jest ten świat.....

Trochę wspomnień dalszych i bliższych
 
Papas szczęśliwy, ma w objęciach Gości z Wietnamu

W środku Denis, pozdrawiamy serdecznie :)

Francuscy motocyklowi zdobywcy szos....

.....gotowi do drogi.

Do zobaczenia!!!!

Znowu Papas obejmuje przemiłego Wietnamczyka.

Hiszpańska uczta. Co za smaki! Goście przywieźli ze sobą pyszności, a my nie byliśmy w stanie odmówić uczty. Zrewanżowaliśmy się bardzo godnie żurkiem p.Czesi.

Mina Ady potwierdza powyższe stwierdzenie.

Ślimak też chciał się przyłączyć. Ostatecznie wybrał piwo. Jednak dziwię mu się. Dziwak!


niedziela, 8 września 2013

Muszę Wam o tym opowiedzieć.....

Dzisiaj z przyjemnością pragnę donieść, że Polacy to fajny naród :)

Siedziałam sobie pewnego wieczoru na recepcji oczekując ostatnich Gości, którzy mieli się pojawić tego dnia w Hostelu Mamas&Papas. Zapowiedziany czas zdecydowanie minął. Myślę sobie, pewnie nie przyjadą i nie zechcieli poinformować. Trochę dziwnie, bo to mieli być Niemcy. Przy Polakach nie dziwiłabym się. Oddajmy sprawiedliwość Polakom, nie tylko oni nie informują o zmianie planów. Ale...... prawie wyłącznie :(
Zdecydowanie pogodziłam się z tą myślą. Wtedy zadzwonił telefon. Polskomówiący Pan poinformował, że ma pod pachą  jakichś Niemców , którzy nie mogą znaleźć Hostelu Mamas&Papas. Pytam, gdzie oni są.  Okazało się, że ów człowiek był z innego miasta i chętnie by pomógł, ale nie wie gdzie są i gdzie ich skierować. Długo dochodziliśmy do ustalenia, skąd dzwoni i jak dojechać do hostelu. Wyszło nam, że są gdzieś ze 2 km na południe. Ponieważ nie byłam pewna miejsca ich pobytu, nie potrafiłam dokładnie podać, jak mają jechać. Postanowiłam wyjść na główną ulicę. Pan pyta, jak mnie pozna. Mówię, że nie wydaje mi się, żeby o tej porze sterczało na ulicy wiele bab, ale na wszelki wypadek będę z kwiatkiem. Jak powiedziałam, tak uczyniłam. Wzięłam pięknego kwiatuszka (Ania nam dała) i wyległam na ulicę. Nie powiem, byłam atrakcją. Stałam samotnie na ulicy pod latarnią z pluszowym kwiatkiem. Podobałam się chyba, bo wszyscy przejeżdżający kierowcy obracali głowę, żeby mnie obejrzeć :) Pan przywiózł Gości pod mój własny nos. Widziałam, że Goście próbowali się odwdzięczyć jakimiś prezentami. Absolutnie odmówił. Zawinął się i ponownie wyruszył w swoją trasę.

Ten kwiatek był bohaterem nocy
Byłam wzruszona jego bezinteresowną życzliwością. Poświęcił w nocy mnóstwo czasu, energii i nic za to nie chciał. Tacy bądźmy, drodzy Rodacy!

Swoją drogą, Niemcy zabłądzili, bo chcieli koniecznie dotrzeć do hostelu na piechotę. Obce miasto, czarna noc, a oni jak się rozpędzili, to prawie do Św. Wojciecha doszli (dla nietutejszych - Św. Wojciech to nazwa dzielnicy).

A propos nocy. Którejś sierpniowej nocy robiłam ostateczny obchód włości. W pewnym momencie przy furtce zatrzymali się eleganccy młodzieńcy podążający ze sklepu całodobowego (na pewno po chleb szli). Jeden z nich zapragnął pokonwersować. Zapytał grzecznie, jak leci i takie tam podobne. Grzecznie pyta, grzecznie odpowiadam, że super i w ogóle. A on na to raptem "kobieto, ja nie mam czasu wysłuchiwać takich pierdół". Weź tu człowieku dogódź. Pyta, to odpowiadam. Odpowiadam, to go wkurzam.

Mały Marcinek nie wkurzał się na nikogo



Tradycyjnie wrzucam parę fotek ABSOLUTNIE nie mających nic wspólnego z tematem wpisu :)

Odwiedził nas kolejny Japończyk powodując zawrót głowy u Papasa - wszak Japonia to Azja
Indie - też Azja


Stefan i Anika - "wariaci" ze Szwecji, polskiego pochodzenia. Odwiedzili nas niespodzianie na parę chwil. Sprawili nam tym wielką radość.  Byli w naszym hostelu  w ubiegłym roku. Autorzy szlagieru "Krowa nie ma telefona" :)
To cacko ma 85 lat. Przyjechało spać do naszego hostelu. Piękne auto z duszą.




niedziela, 1 września 2013

Autostop

Wspomniałam ostatnio o autostopowiczach, którzy oblegli hostel Mamas&Papas tydzień temu. Była to grupa wielonarodowa. Byli uczestnikami wyścigu autostopowiczów z Holandii do Polski. Jechali północnym skrajem Holandii, Niemiec i Polski. Zakończyli wyścig w bardzo maleńkiej mazurskiej miejscowości Zgon. Niesamowite, że wynaleźli sobie jako metę takie maleństwo, ok. 150 mieszkańców.
Pierwszy wyścig odbył się w 2008 roku. Startowało 11 osób podzielonych na 5 ekip. W tym roku ścigało się już 160 osób. Podzielili się na kilka tras, żeby za wielu "stopujących" nie kwitło w jednym miejscu. Mimo, że rywalizują ze sobą, pięknie też współpracują i fajnie spędzają wspólnie czas, kiedy nie jadą. Ludzie ci są bardzo weseli i otwarci. Zgodnie zresztą z ideą wyścigów, która zakłada poznawanie nowych kultur, nowe przyjaźnie. Niesamowite było to, jak bardzo byli niewymagający. Nie mieliśmy wystarczającej ilości miejsc w hostelu, więc spali po dwoje w łóżku czy na podłodze i humor cały czas im dopisywał. Cieszyli się, że nocleg tani, miejsce fajne, a reszta to nieistotne szczegóły. Mamy jakieś przeczucie graniczące z pewnością, że dla niektórych Zgon będzie miejscem "zgonu", gdyż byli bardzo aktywni na polu spożycia. Następnego dnia na pewno potrzebowali duuuużo wody, co też poniekąd wiąże się z tą imprezą. Tramprennen  (tak się nazywają, www.tramprennen.org) wspiera również projekty Viva Con Agua, celem których jest ułatwienie dostępu do pitnej wody, systemów sanitarnych i warunków higienicznych w krajach rozwijających się.


Trud zbierania się do drogi o poranku po krótkiej nocy
Pa, pa, pa!!!!!!!
Te dwie Panie (Nowa Zelanda i Niemcy) wzbudziły naszą ogromną sympatię i podziw. Wiek nie jest dla nich przeszkodą ani w aktywnym podróżowaniu z plecakiem na plecach, ani barierą w nawiązywaniu kontaktów.
Oczywiście, Pan Kotek musi być wygłaskany. Muszę przyznać, że jest bardzo łaskawy - pozwala się głaskać i karmić każdemu.
Prezent od autostopowiczów dla.......
...... kolejny dla............




 Ciekawe, czy ktoś zgadnie, kto wyhaczył torbę z napojami, a kto ogóraski. Dodam, że poczucie sprawiedliwości znowu zostało mocno nadszarpnięte. Ale już nic więcej nie mówię.

niedziela, 25 sierpnia 2013

Niemcy

Hostel Mamas&Papas przeżywa często inwazje Gości z Niemiec.  Dzisiaj nocuje 14-osobowa grupa autostopowiczów, która rywalizuje w wyścigu do Zgonu, do miejscowości Zgon :) Poza nimi mieszka dużo innych osób zza zachodniej granicy. Po prostu niemiecki hostel.
Zdumiewa nas często ich fascynacja Polską. Byli u nas David i Tobi, którzy wykupili 2-tygodniowy intensywny kurs języka polskiego. Dodając do ceny kursu koszty noclegów i utrzymania wygląda to na całkiem sporą inwestycję. Widać, nie było im szkoda kasy na taki cel. Chłopaki lubią Polskę, polską kulturę i .... jedzenie. Ich zmagania z wymową były rozkoszne ;) 
Nie byli jedynymi Niemcami zafascynowanymi naszym krajem. My, Polacy, wyssaliśmy z mlekiem matki inny model Niemca. Na szczęście, na dzień dzisiejszy, nie jest prawdziwy.
Gościliśmy w hostelu rodzinę, która nie zatrzymała się u nas ze względu na tani nocleg. Widać było, że są zamożni, ale preferują hostel ze względu na klimat inny niż w hotelach ze złotymi klamkami. Głowa rodziny, Sebastian, powtarzał wyrazy uznania za to, co Polacy stworzyli po tym "co my wam zrobiliśmy". Odwiedzili  obóz Stutthof, żeby pokazać dzieciakom wielką lekcje historii. Wśród Gości z Niemiec często w rozmowach wychodzi poczucie winy za wydarzenia z czasów wojny. Czują potrzebę powiedzenia, że oni nie są winni, bo wtedy ich nie było. Oczywiście, wiemy, że nasi mili Goście, nie rzucali bomb na Polskę i nie mordowali ludzi. Ale widać, że trauma sięga kolejne pokolenie. Oby wszyscy "odrobili lekcję" i wyciągnęli wnioski z historii.
Są też podróże sentymentalne. Szukanie ulic, kościołów, śladów po przodkach. Niemcy i Gdańsk mocno spletli się w historii.
Gościliśmy Kanadyjczyka, który też szukał swoich niemieckich korzeni w Polsce, ale w tej części Polski, która nie kojarzy się z Niemcami. Okazało się, że jego niemieccy przodkowie przez lata żyli w Radomiu.
Bardzo pozytywnie odbieramy Niemców. Są otwarci, dobrze mówią po angielsku, no i oczywiście sprzątania po nich nie ma za wiele :) Aczkolwiek był u nas Gość, który nie mówił ANI SŁOWA po angielsku i w ogóle jakimkolwiek języku. Próbowałam uruchomić mój zapomniany niemiecki, ale odnieśliśmy wrażenie, że nawet niemiecki był mu obcy :) :) :) Bardzo miły podróżnik bez języka, bez komórki itd, ale z uśmiechem brnął przed siebie.
Rozpisałam się, ale Niemcy to wielki kraj :)
Muszę jeszcze tylko wspomnieć Olivera, z którym przegadaliśmy na recepcji dużo czasu. Zaskoczył mnie pytaniem, jak Niemcy i Polacy dogadują na byłych niemieckich ziemiach w Polsce. Czy po polsku czy po niemiecku. Który język dominuje........
O, kurcze, jasne, że po polsku!!!! Zwłaszcza, że Niemcy albo wyjechali, albo wymarli i jest ich naprawdę niewielu! Trochę był zaskoczony :0. Trzeba rozmawiać, dużo rozwawiać, a świat będzie łatwiejszy do zrozumienia.
Żeby nie było za dużo niemieckiej nuty, na zdjęciach nie zobaczycie ani jednego Niemca :)

Zwariowani Goście z Kaliningradu walczą z sukcesem z olbrzymią pizzą

Na zdrowie!!!

Mała odskocznia od stołu

Kot jak zwykle aktywny na widok jeża

Trzej muszkieterowie z Meksyku, Kolumbii i Francji...

.... o imionach jak widać

Najładniejsza część hostelu - Dwie Gracje

Papas bierze rozbieg, żeby pokłonić się Gracjom

Gracje pokłon zaliczyły do pięknych.



niedziela, 18 sierpnia 2013

Polska język trudna język

Dzisiaj przyjechał do Hostelu Mamas&Papas Gość, który przybył do nas z Helu. Dojazd zajął mu 4 godziny!!! Przypomniała mi się pewna historia.

Wiosną gościliśmy Holendra. Papas rozpoczął z nim pogawędkę w common room. Zadzwonił do mnie, żebym sprawdziła dojazd do Estonii, gdyż Gość ten miał zamiar jechać z Gdańska właśnie tam.
Akurat dzień wcześniej wyjechał z hostelu mieszkaniec Tallina i drukowaliśmy mu bilety. Wiedzieliśmy stąd, jak najtaniej i najwygodniej jechać. Sprawdziłyśmy z Adą połączenie i okazało się, że nie ma biletów. Trzeba czekać 4 dni na pierwsze wolne miejsca. Dostępne były tylko połączenia dużo droższe. Holender zszedł na recepcję i zdziwił się, że tak trudno do tej Estonii się dostać, że tyle kosztuje i tyle godzin. Powiedział, że jedzie na windsurfing i znajomi powiedzieli mu, że z Gdańska najlepszy dojazd. Jak to tak daleko, to on nie wie, co robić. Coś zaczęło nam nie pasować. Poprosiliśmy,żeby sprawdził dokładnie, dokąd chce jechać. Okazało się, że celem jego podróży była............... Jastarnia. Obcokrajowcy tak cudnie przekręcają polskie wyrazy!!! Kierunek Litwa, Łotwa, Estonia jest tak bardzo popularny, że nie przyszło nam do głowy, że może to być pomyłka :)
Język polski jest trudny dla obcokrajowców. Tym bardzie podziwiamy tych, którzy próbują naszą mowę "ogarnąć". Mieliśmy już sporo Gości bez polskich korzeni, którzy dzielnie walczą z sz cz rz itd. Są też tacy, którzy kurtuazyjnie próbują opanować kilka polskich zwrotów na czas pobytu w Polsce. Ostatnio rozbawili mnie Hiszpanie i Katalończycy, którzy idąc spać powiedzieli kolejno "dobranoc", "good night" i ...."dzień dobry".
Z językiem mieliśmy też niezłą zabawę, gdy był u nas workaway'er Tomasz ze Słowacji. Nabijaliśmy się z naszych języków, bo było z czego. Np. mówimy Tomaszowi idź do sklepu, a on w pierwszym odruchu chce zejść do piwnicy  :)

Na ogół Goście starają się używać form grzecznościowych po polsku, chociaż mieliśmy też osoby wyedukowane bardziej gruntownie. Potrafili gustownie określić frustracje używając słowa na k. Albo wyrazić podziw w związku z damskimi atrybutami wołając "mas fajne cycki " i takie tam różne .... :)

Anja i Lukas na pewno zostaną w naszej pamięci. Ciekawi i przemili ludzie, na takich Gości zawsze czekamy.

W kwestii Kota bez zmian. Łaskawie pozwala się rozpieszczać. Goście czynią to bardzo chętnie.

Papas codziennie i bardzo go rozpieszcza.

Grzesiu obywa się bez towarzystwa Kota. Inne atrybuty mu wystarczają.

niedziela, 11 sierpnia 2013

Szukanie.

Hostel Mamas&Papas znowu był świadkiem poszukiwań. Trafiła do nas młoda Australijka o polsko brzmiącym nazwisku, która szukała swoich korzeni. Młoda dama, jak to często bywa w trzecim pokoleniu, postanowiła zbadać dzieje rodziny. Trzeba przyznać, że dzieje te są bardzo interesujące. Opiszę je wkrótce.


Nie tylko korzeni szukają Goście Hostelu Mamas&Papas. "Zastrzelił" nas ostatnio swoją prośbą miły Niemiec, który poszukiwał mieszkańca Gdyni znając tylko jego nazwisko (bardzo, bardzo popularne) i imię córki mieszkającej w Niemczech. Imię Anna, też nie pozwala zawęzić poszukiwań :) Nie pomogliśmy. Zresztą zapytaliśmy, jak by sobie poradził szukając w Niemczech np. p.Schmidta w Hamburgu :) Bez imienia, adresu itd.

Mieliśmy też poszukiwania smutne.
Zadzwoniła roztrzęsiona Pani z pytaniem, czy zatrzymał się u nas Pan X. Nie miała kontaktu z mężem od kilku dni, a ostatnie wieści głosiły, że pojechał do Gdańska. Kobieta obdzwaniała wszystkie hotele, hostele, pensjonaty. I bez skutku. Było nam jej bardzo szkoda. Widać było, że naprawdę się martwi. Mam nadzieję, że małżonek zabalował i wrócił cały i zdrowy. I porządnie oberwie od Pani.

Zadzwoniła też bardzo bojowa mama, która szukała Pana, który umówił się z jej córką. Pan zatrzymał się gdzieś w naszej okolicy. Córka nie dawała znaku życia, mimo że było to jej pierwsze spotkanie z obcym mężczyzną w realu i obiecała mamie jakieś znaki. Pani była bardzo zdeterminowana. Trochę ją rozumiem. Sama jestem mamą i jakbym podejrzewała krzywdę potomków, to nie patyczkowałabym się. Pani bardzo konkretnie zapytywała i stwierdziła, że jak nie pomogę, to ona przyjedzie i zajrzy do każdego pokoju i sprawdzi,czy nie ma tam jej dziecka i dziecka krzywdy. Rzeczywiście prawdopodobnie ten Pan zatrzymał się w naszym hostelu, ale nie sprawiał wrażenia "krzywdziciela", bardzo miły Pan. Zanim skończyłyśmy dłuuuugą rozmowę, córka zadzwoniła na drugi telefon. Okazało się, że nie naładowała komórki przed wyjściem i tyle. Nie zazdroszczę mamie tego, co przeszła. Córci należy się duża reprymenda.I szlaban na dobranocki ;)

Największe szukanie było dziełem przemiłych zwariowanych mieszkańców Finlandii. Przyjechali na zakupy i byli tak zachwyceni cenami w Polsce, że udało im się wydać wszystkie pieniądze. Przeszukali chyba cały Gdańsk!

Ekipa fińska
Tu nic nie szukali, a znaleźli :) Chłopaki z Poznania
Skauci z Niemiec. Bardzo grzeczni.

niedziela, 4 sierpnia 2013

A nie mówiłam?

A nie mówiłam, że o Polakach można pisać wiecznie? Miałam dzisiaj zaplanowany inny temat, ale właśnie miałam kolejny zgrzyt z Polakami, więc się z Wami podzielę.
Wieczorem otrzymaliśmy rezerwację na dwa pokoje na dziś. Przyjechało dwoje Wenezuelczyków i dwoje Polaków. Pani z Polski była bardzo zdziwiona, że łazienki są wspólne. Ba! Była zdenerwowana! Tłumaczę Pani, że to jest hostel, tani nocleg i wspólne łazienki są jak najbardziej czymś normalnym. Poza tym, na portalu, na którym rezerwowała, jest napisane, że łazienki są wspólne. Pani na to, że nie wczytywała się, bo robiła rezerwację w drodze, rozmawiając w międzyczasie. A poza tym powinno być widoczne ostrzeżenie, że łazienki są wspólne. Kolejny raz jesteśmy winni niezadowolenia Klienta, bo ten nie czytał opisu i nie sprawdził, co rezerwuje. Dodała, że nie zauważyła, że robi rezerwację w hostelu i nie zna się na standardach hostelowych. Więc mówię, że właśnie takie są i to jest normalne, a nie łazienki prywatne. Pani przypomniała sobie, że spała w hostelu w Wenezueli i tam zawsze łazienki były w pokoju. Jak ona przepraszała tych Gości z Wenezueli! Oni nie robili żadnego problemu. Ale okazało się, że problem był. Proszę o propozycje, co byście zrobili na moim miejscu :( , bo mi ręce i nogi opadły. Pewnie dostaniemy obniżoną ocenę za to, że nie zapewniliśmy tego, czego nie mamy w ofercie. A nie mówiłam,że o Polakach można wiecznie.....
Z drugiej strony zawitała dziś również dziewczęca ekipa z południa Polski. Fajne babeczki bez pretensji do świata.
Dla urozmaicenia opowiem chwilkę o Gościach z Hongkongu.



Spotkaliśmy się z nową odpowiedzią na pytanie, dlaczego Goście przyjeżdżają do Polski. Ci przyjechali kibicować swojemu synowi w zawodach sportowych. Ranga całkiem znaczna, a mianowicie Mistrzostwa Świata Juniorów w Windsurfingu. Jeździli codziennie do Sopotu na zawody bardzo ekscytując się rywalizacją. Nam też się udzieliło. Mimo, że nie spotkaliśmy nigdy tego młodego dżentelmena, śledziliśmy w napięciu jego walkę. Wyszło całkiem nieźle. Był 19. w stawce ponad 150 zawodników. Wiadomo, prawie nasz człowiek :)
Hongkończycy (naprawdę! tak się pisze!) byli bardzo mili, codziennie Papas ucinał z nimi pogawędki. Poczęstowaliśmy ich polskim żarciem. Wygląda na to, że p.Czesia ma kolejnych wielbicieli jej talentu. Wzięli nawet przepisy. Sprezentowali nam hongkońskie przekąski. 

To z lewej było niezłe




Zaskoczyło nas, że wyglądali bardzo młodo, jak na swój wiek (sami zaczęli gadkę na ten temat). Oni zaś nie byli zdziwieni. Poinformowali nas, że Hongkończycy tak wyglądają. Są Chińczykami, ale Chińczycy z Chin starzeją się szybciej. Więc, jakbyście chcieli emigrować w tamte rejony to tylko do Hongkongu :)

Z bardzo ważnych spraw hostelu melduję, że kot ma się świetnie. Jest maskotką Gości i rozpuścił się tak, że słów brakuje.

Z Papasem kot robi, co chce

Iwan przyniósł małego jeżyka z naszego ogrodu......

...a kot chciał go zjeść :)