niedziela, 27 września 2015

Dziewczynka z zapałkami

 
 
Jest z nami teraz Emily z Kanady. Jesteśmy pod wielkim wrażeniem jej determinacji w nauce języka polskiego. Wiadomo, nasz język nie należy do najłatwiejszych. Mimo to, tak wiele osób próbuje nim władać. Nasz ukochany Grant poszedł dalej. Ktoś mu powiedział, że powinien oglądać polskie filmy i polecił mu komedie Barei. Troszkę nas to zdziwiło, bo humor z tamtych filmów często nie jest zrozumiały dla młodych Polaków niepamiętających tamtych czasów. Co dopiero mówić o młodzieży z krajów niedotkniętych absurdami komuny. Na szczęście ostatecznie Grant rozkochał się w filmie "Jak rozpętałem II wojnę światową". Kto widział, ten rozumie. Kiedy Grant przyjechał z kolegą z Anglii, włączył mu rzeczony film, a kolega, o dziwo!, oglądał wytrwale w ...polskiej wersji językowej.
Grant mieszka teraz w Poznaniu i pewnie świetnie sobie radzi. Może nawet mówi lepiej po polsku niż po angielsku. Kiedyś zapytany przez nas, jak jest po angielsku "szczypior", dumał, dumał i nie przypomniał sobie. Poratowała go Chen - Chinka mieszkająca w Holandii. Okazało się, że lepiej radzi sobie z angielskim niż rodowity Anglik :)
Tęsknimy za Chen i Grantem, ale wypatrujemy też następnych niesamowitych ludzi. A ludzie też wypatrują nas :) Pewnego wieczoru wpadła do nas grupa ludzi z Turcji. Wykąpali się i pojechali na imprezę do centrum. Rano skoro świt popędzili na pociąg. Dużo łatwiej byłoby im zatrzymać się w centrum, ale oni chcieli koniecznie zatrzymać się w Hostelu Mamas&Papas :)
 
Odwiedziły nas ponownie szalone Finki. Po raz kolejny zdumiewały nas poczuciem humoru i dystansem do świata. 
 

 


 
Również Dziewczynka z zapałkami  zaszczyciła nas wizytą :)













 

niedziela, 20 września 2015

Przeganiam Gości.

Na początek przedstawiam małego urwisa, który niepokoi Pana Kiciusia i sprawia, że mamy niezły ubaw. Zagląda na naszą posesję i rozrabia niemiłosiernie.




Czas na małe podsumowanie sezonu. Dla mnie znakiem szczególnym numer 1 minionego sezonu są weganie. Pisałam o tym w poprzednim poście. Trudno powiedzieć na ile jest to po prostu moda, na ile trend. Na pewno producenci żywności wegańskiej mają dobry czas. Próbowaliśmy tych specjałów i zdecydowanie nie smakują nam. No, może wódka jako typowy wegański produkt przyciągnęłaby chętnych do tej diety, ale nie da się cały czas tylko pić. Czasami trzeba coś przegryźć.
Częściej niż w innych latach ludzie gubili się w datach przyjazdów. Zakochani jacyś czy co? Jedni przyjeżdżają za wcześnie, inni później niż rezerwowali. Rekordzistą był Anglik, który zjawił się osiem dni później niż go oczekiwaliśmy, bardzo zdziwiony, że aż tak się pomylił. Albo ludzie, którzy rezerwują w nocy i nie zauważają, że mija północ. Wydaje im się, że rezerwują na jutro, a wychodzi, że na dziś. Przyjeżdżają i mocno się dziwią, że pokój na nich nie czeka.
Po raz pierwszy zdarzyło mi się pogonić Gości, którzy mieli rezerwację i przyjechali za wcześnie. Zadzwonili do drzwi wcześnie rano. Byłam nieprzytomna, bo poszłam spać bardzo późno. Otworzyłam drzwi i pogoniłam ich, mimo, że zawiadomili, że będą wcześniej i zgodziliśmy się na to. Gdy wstałam, zaczęłam się zastanawiać, dlaczego nie ma tych Gości, co mieli być rano. I wtedy zaczęło do mnie docierać, co zrobiłam. Na szczęście dziewczyny z Rosji miały dystans i poczucie humoru. Wróciły po południu i były bardzo miłe. Zaprosiły mnie nawet do siebie kusząc piękną okolicą, w której ma swoją daczę sam Putin! Zaprosiły też na polowanie! Na koniec wystawiły maksymalną ocenę :)

Znakiem szczególnym były jeże. Są tutaj cały czas, ale w tym roku zaczęły się zachowywać, jak zwierzęta domowe. Nasi Goście są zachwyceni i co wieczór odbywa się misterium oglądania i fotografowania widowiska pt. "Jeżowa kolacja". Jeże zajadają posiłek Pana Kiciusia i jesteśmy pod wielkim wrażeniem, ile te małe zwierzątka potrafią zjeść. Czasami zdarza się, że przychodzą parami. Szczególnie jeden nasz Gość, Peter z Anglii, przejmował się jeżowym żywotem. Powiedział, że w Anglii jeże znikają w zatrważającym tempie. Po długiej analizie składu na opakowaniach żarcia dla kotów, zakupił pakę i zostawił nam z zaleceniem, żebyśmy karmili jeże po jego wyjeździe. Paka ogromna, ale chyba damy radę.




Peter był kolejną barwną postacią w Hostelu Mamas&Papas. Odwiedził ponad sto państw! Rozgadany, roześmiany. Powiedział, że odwiedzi nas ponownie. Nie wątpimy i czekamy :)


Michael i Magda rozmawiali po polsku. Świetnie im to wychodziło, chociaż mieszkają w Niemczech i USA.

Christian z USA jest fanem Grateful Dead. Mieli z Papasem dużo tematów do przegadania

niedziela, 13 września 2015

Jeże i weganie



Mijający sezon był inny niż poprzednie. Pisałam już, że ludzie zachowują się inaczej. Mniej spontanów, niezbyt duże zainteresowanie integracją. Mamy też ciekawą obserwację dotyczącą wyżywienia.  Zaobserwowaliśmy niesamowity wysyp wegan. W poprzednich latach trafiały się 2-3 takie osoby na rok. Teraz nie ma tygodnia bez wyznawców tej diety. Nie ma żadnych reguł. Weganie są różnej płci, wieku, czy kraju pochodzenia. Nie byliśmy przygotowani na taką sytuację. Doedukowaliśmy się, że nie jedzą mięsa. Nie spożywają również niczego związanego ze zwierzętami - zero nabiału, jajek czy nawet miodu. Zapamiętaliśmy naszych pierwszych wegan sprzed paru lat. Jedli w zasadzie tylko owoce i .... pili wódkę. Zapamiętajcie! Wódka jest jak najbardziej wegańskim napojem :)
Zaskoczyła nas również ilość Islandczyków. Nie przybywają tak licznie jak weganie, ale dużo częściej niż w poprzednich latach. Dokładniej mieliśmy (nie)przyjemność gościć tylko raz (przez cztery lata) dwóch Panów z Islandii. Jeden z nich był bardzo niefajny. Spóźnił się z przyjazdem o dobę i pochwalił się, że to dlatego, że był bardzo pijany i nie został wpuszczony do samolotu poprzedniego dnia. Kiedy tak się chwalił, już był podpity. Był bardzo nieprzyjemny i wszyscy Goście z jego pokoju poprosili o zamianę na inny. Potem nie chciał zapłacić za pobyt. Twierdził, że należność już poszła na nasze konto. Tyle, że nie mieliśmy konta do płatności za noclegi. Był agresywny i nie zamierzał współpracować.  Schlał się i zanieczyścił common room. Jego kolega próbował sprzątać i ogarnąć towarzysza. Nie bardzo to wychodziło. Rano poprosiliśmy pijaka o opuszczenie hostelu. Miał być około tygodnia, ale nie chcieliśmy tego typa w Hostelu Mamas&Papas
Takie mieliśmy wspomnienia związane z Islandczykami. W tym roku wszystko się zmieniło. Wystartowały tanie loty do Islandii i cały czas mamy kogoś stamtąd. Ludzie są fajni i w niczym nie przypominają osobnika z naszych wspomnień.

Kolejna flaga doszła do Papasowej kolekcji - Angola!


Gościliśmy też trzeciego już Tamila. Będziemy za nim tęsknić!


Teraz jeszcze z cyklu "z życia Pana Kiciusia". Kotek przestał bać się jeża i regularnie jadają z jednej miski. Nie wiem, czy Kiciuś taki odważny czy głód taki wielki. Efekt jest taki, że wieczorną miskę Kiciusia zawsze obserwują tłumy ciekawskich Gości. Rzeczywiście widok śmieszny!  Wesoło mamy w Hostelu Mamas&Papas!


Widać, że jesień zaczyna się na dobre. Na zdjęciu wygląda pięknie. Mamy nadzieje, że przyniesie nam wiele ciekawych historii.


niedziela, 6 września 2015

Post nr 200



Dzisiejszy wpis rozpocznę od poinformowania, że p.Andrzej znowu leżał na chodniku pod naszym hostelem. To ten sam, który postanowił odpocząć pod naszymi oknami jakiś czas temu (http://hostelik.blogspot.com/2015/05/112-i-drewniane-koscioy.html) . Wtedy był pijany i stąd była jego niemoc. Tym razem nie pił i dostał drgawek z braku wódy. Straszne! Darł się, żeby mu dać alkohol. Przyjechało pogotowie i zabrało go, bo upadając rozbił sobie głowę.   Straszne to i smutne takie życie. Tylko dlaczego uparł się leżeć zawsze właśnie pod Hostelem Mamas&Papas?  
Mamy też pozytywne wiadomości. Pewien młody Niemiec zgubił komórkę w okolicy plaży w Orłowie. Gdzie Orłowo, a gdzie Orunia? Niemniej postanowił pojechać w nocy poszukać telefonu....... i znalazł. Nikt nie natknął się na aparat i szczęśliwie zguba poczekała na właściciela. Co prawda jechał w obie strony taksówką, więc nie wiem, czy nie został skasowany za kurs, jak za nowy telefon. Nie znam cen telefonów, a znam możliwości taksówkarzy w naciąganiu klientów. Wolę nie analizować. Przecież uczciwi taksiarze też się zdarzają (http://hostelik.blogspot.com/2012/09/taxi.html). Każdy ma prawo liczyć na cud ;)
Mamy kolejną flagę na mapie. Gościliśmy osobę z Bośni, ale nie wiemy kto to był :( Znaleźliśmy wpis w nasze Księdze Gości od obywatela tego kraju, który jakoś tak przemknął się nam. Ale sztuka się liczy.
W kwestii flag - Goście z Białorusi, którzy niedawno zatrzymali się u nas, bardzo dziękowali, że obok flagi oficjalnej mamy na mapie flagę Białorusi niezależnej, biało-czerwono-białą. Smutna jest ta Białoruś, ale Goście stamtąd zawsze są bardzo w porządku.







 


niedziela, 30 sierpnia 2015

Ta dzisiejsza młodzeż ;)

Noce często obfitują w ciekawe wydarzenia. Papas trochę mi zazdrości, że rzadko może uczestniczyć w "night life" hostelu




Paliłam sobie papierosa ogarniając rzeczywistość, czy już mogę pójść spać. Wtedy podszedł młody człowiek z prośbą o sprzedanie papierosa lub podejście  z nim do nocnego sklepu, żeby kupić mu fajki. Zapytałam, czy jest nieletni. Odrzekł, że tak, ale już za pół roku będzie pełnoletni, więc może bym poszła mu kupić te papierosy. Odmówiłam, ale jestem pod wrażeniem kreatywności polskiej młodzieży. Ganiać obcą babę po wyroby tytoniowe do nocnego sklepu! Mi taki pomysł nie wpadłby chyba do głowy.

Chociaż z drugiej strony kreatywność bywa dziwna. Pewne damy na dwa dni przed powrotem do domu zanotowały braki w bieliźnie i skarpetkach. Poszły do pobliskiej "Biedronki", żeby owe braki uzupełnić. Wróciły z kiepskimi minami. Gaci w sklepie nie znalazły, a skarpetki były tylko męskie. Co porabia kreatywna młodzież? Zamawia dwie (płatne) tury prania, bo kolorów przecież nie można mieszać. I gacie są. Ja przeprałabym ręcznie rzeczone gatki, ewentualnie kupiłabym męską skarpetę. Skoro już pojutrze miałabym być w domu..... Ale mamy wolność i każdy inwestuje czas i pieniądze, jak mu wygodniej.

W Holandii inwestują czas i pieniądze w pewne ciekawe przedsięwzięcie. Ludzie wykupują w biurze podróży wyjazd. Do ostatniej chwili nie wiedzą, dokąd pojadą i gdzie będą spać. Orientują się tylko, że gdzieś w Europie. I tak niektórzy trafiają do Hostelu Mamas&Papas. Było u nas już sporo takich osób. Czasami wyglądało, że zdecydowanie woleliby być w innym miejscu. Np. nie pasowało spanie w dormitorium. Jeżeli kupuje się "kota w worku" trzeba liczyć się ze wszystkimi możliwościami. Trafił do nas w ten sposób fantastyczny człowiek. Dziennikarz. Jemu się bardzo podobało i on nam też. Pogadaliśmy nad miską makaronu p.Czesi. Jako ludzie dojrzali ponarzekaliśmy na tą dzisiejszą młodzież, powspominaliśmy stare dzieje. Peter opowiedział nam, jak kiedyś w Holandii swobodnie traktowano nagość. Było dużo miejsc dla nudystów. Żadnej sensacji ani zgorszenia. Ubolewał nad tym, że teraz wszystko poznikało, nawet w saunie trzeba siedzieć w stroju kąpielowym.
Co do młodzieży, zauważyliśmy w tym roku, że dominują w hostelu ludzie bardzo młodzi i .... inni niż dotychczas. Mniej się integrują, mniej imprezują. Nie bardzo garną się do rozmów. Za to bardzo mocno siedzą w smartfonach i tabletach. Odnosimy wrażenie, że przeboleliby brak wody czy śniadania, ale braku wifi na pewno nie. Na szczęście nie wszyscy poszli tą drogą i wciąż poznajemy fajnych ludzi.








niedziela, 23 sierpnia 2015

Łaźnia publiczna

Papas, Mordka i szalona Rene z Australii.
 
Nie będę już opisywać kolejnych przekrętów taksówkarzy. Zbulwersował mnie inny przekręt, o którym muszę Wam opowiedzieć.
Dostaliśmy ostatnio ofertę pisania za pieniądze pozytywnych ocen na facebooku, google czy innych takich miejscach. Za wystawienie sporego pakietu opinii proszą naprawdę nieduże pieniądze. Oczywiście nie wchodzimy w takie interesy, ale na pewno znajdą się chętni. Piszę o tym, żebyście mieli świadomość, że możecie paść ofiarą takich działań. Poczytacie sobie dużo fantastycznych opinii o jakimś hostelu, a na miejscu możecie przeżyć wielkie rozczarowanie. Najbardziej można polegać na ocenach wystawionych na portalach takich, jak hostelworld.com, hostelbookers.com czy booking.com. Opinię może wystawić tam tylko ktoś, kto faktycznie był w danym miejscu. Jeżeli obiekt ma dużo opinii, można na nich polegać. Nie dajcie się nabierać!

Ponownie pełniliśmy funkcje łaźni publicznej. Zadzwonił do nas jakiś angielskojęzyczny człowiek z zapytaniem, czy może przyjechać z dwójką kolegów. Chcą się tylko wykąpać i zostawić rowery. Nie byliby pierwszymi zażywającymi darmowej kąpieli w Hostelu Mamas&Papas. Ponieważ poprzednie brudasy były przesympatyczne, zgodziliśmy się.
Przyjechał Niemiec, Amerykanin i Salwadorczyk. Przede wszystkim przybyła nowa flaga na mapie Papasa (Salwador). Chłopacy nie mogli znaleźć nigdzie w Gdańsku miejsc do spania. Dostępne były tylko pokoje w cenie od 2000 zł wzwyż i Panowie mądrze zdecydowali, że taniej im wyjdzie pić całą noc na mieście niż płacić takie horrendalne ceny za pokój. Potrzebowali jedynie odświeżyć się po całodniowej jeździe i przechować gdzieś rowery. Hostel Mamas&Papas przytulił desperatów. Wrócili rano. Wtedy akurat zwolniło się parę miejsc i mogli pobyć w naszym hostelu.

Nasi Goście tłumnie uczestniczyli w tegorocznej edycji Festiwalu Kolorów. Wrócili kolorowi i w doskonałych humorach.






Michał - fajny Polak

Ci Hiszpanie interesowali się naszą historią i G.Grassem

Robert z Niemiec, doskonale mówił po polsku. Bardzo go polubiliśmy.
Śniadanko

Ganek - bardzo ważne miejsce!

niedziela, 16 sierpnia 2015

Never ending taxi story



Nasi Goście wciąż potrafią obudzić w nas zdziwienie. Np. Chińczyk mówiący bardzo dobrze po polsku, który postanowił zostać przewodnikiem w Polsce.




Ostatnio gościliśmy też fajną Rosjankę, która mieszka na co dzień w Argentynie wraz z gwatemalskim mężem. Przyjechała do nas z Moskwy. Dokładniej leciała z Moskwy do Warszawy. Stamtąd autobusem do Gdańska. Przybyła wieczorem. Posiedziała z nami na recepcji i około północy poszła spać, bo musiała wstać po drugiej, żeby zdążyć na autobus do... Warszawy. A z Warszawy miała lecieć do Kijowa. Do Gdańska wpadła na chwilkę, żeby dostarczyć dwa rodowodowe szczeniaczki. Tempo oszałamiające.
Z kolei przeciwieństwem były dwie niesamowicie wyluzowane  Estonki. Rewelacyjne babki. Zajechały do hostelu z fasonem wozem transmisyjnym Telewizji Polskiej. Miały kobiety farta. Jechały autostopem i złapały od razu u siebie dwa tiry jadące z Estonii do Polski. Jedna miał miejscówkę w jednym, druga w drugim i dojechały na jeden raz od razu w okolice Warszawy. Tam zlitowali się ludzie z telewizji i podwieźli je pod sam hostel
Dziewczyny wciąż się śmiały i tak, jak niedawno opisywane Finki, każde niepowodzenie kwitowały śmiechem. Między innymi trzy noce z rzędu wracały autobusem nocnym. Za każdym razem dojeżdżały nie tak, jak chciały. Wysiadały na niewłaściwym przystanku, a i tak nic nie psuło im dobrego humoru. Przeciętny człowiek wkurza się, jeżeli ciemną nocą błądzi w obcym terenie. Ale nie nasze szalone Estonki. One miały z tego bekę i dystans do własnej gapowatości.

Odwiedza nas szalony piesek z sąsiedztwa. Jest maniakiem aportowania. Może biegać za patykiem bez końca. Kiedyś jeden z naszych Gości postanowił przetestować możliwości pieska, ale po dwóch godzinach rzucania skapitulował - Gość, nie piesek. Ostatnio piesio nie mógł znaleźć niczego stosownego do rzucania, więc przyniósł coś ...- zresztą zobaczcie sobie na zdjęciu.



I znowu mały kamyczek do ogródka "taxi never ending story".
Taksówkarz znowu orżnął naszych Gości. Jechali z Sopotu. Byli bardzo czujni, bo już słyszeli o naszych dzielnych polskich taksiarzach. Przez połowę drogi byli czujni. Nie zauważyli jednak, kiedy z 25 zł na liczniku zrobiło się 150. Musiał kierowca cwaniaczek przestawić licznik na czwartą taryfę po tym, jak zorientował się, że klienci nie kapną się w szwindlu. Szkoda, że zapłacili zamiast zawołać mnie i Papasa. Jesteśmy już wprawieni w walce mafią taksówkową i często wygrywamy. Nie jest nawet trudno przekonać ich, że kraść trzeba w sposób bardziej inteligentny. Jest trochę nerwów, ale trzeba walczyć z chamstwem i pazernością.

Desant austriacko-serbski

W ogrodzie życie kwitnie

Fajni Polacy